poniedziałek, 14 października 2013

12.



Gin: „Bałagan w myślach”, 4:00

- Jak mogłaś być tak niekompetentna!
- Miałam pozwolić tamtym w spokoju kosztować się żywymi ludźmi?! ŻYWYMI?!
- Mogłaś skazać naszą misję na niepowodzenie!
            Już od kilku minut Kuchiki wydzierał się na starszą Fukumase za wystawienie się na atak wroga. Obserwowałem to wszystko z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Za co oczywiście zostałem wkrótce zbesztany przez moją cudowną współlokatorkę. Oczywiście w słowie „cudowną” nie było żadnego sarkazmu.
- No co? Może mam się z tego powodu rozpłakać?- szepnąłem i pomasowałem obolałe ramie, w które dostałem. 
            Nic nie odpowiedziała, ale posłała mi jedno z swoich ostrzegających spojrzeń. Zadrżałem. Miała taki przenikający wzrok, że aż cholernie pociągający. Aż pozwoliłem przez chwilę pomyśleć o czymś niepochlebnym. Uśmiechnąłem się przez tą wizję jeszcze szerzej, ale zachowałem trzeźwy umysł.
- Wybacz Kuchiki taicho- rzekła po chwili milczenia już całkowicie spokojna.- To był odruch. I więcej się on nie powtórzy.
            Spojrzałem kątem oka na Kurosakiego. Wpatrywał się w nią odkąd wrócili. Ciekaw jestem do czego między nimi doszło. Z jej strony nie doszukałem się jednak jakiegokolwiek zainteresowania pomarańczowowłosym. Całkowicie go ignorowała. Pewnie jak przystało na jej wciąż gówniarskie postępowanie, nadal się dąsała.
            Ayano wiele się nauczyła u Shinonome i na pewno wydoroślała, jednak jej młodsza siostra biła ją na głowę dojrzałym zachowaniem. I właśnie teraz, kiedy to pomyślałem, przypomniałem sobie sytuację w pokoju sprzed paru godzin. No… Może trochę przesadzam z tym jej dojrzałym zachowaniem.
- Musimy obmyślić plan. Wątpię, że tengu nie będą się chcieli zemścić za tamto.- odparła Kika.
- Masz całkowitą rację, jednak- starszy mężczyzna zerknął na zegarek- jest już po czwartej. Kończymy zebranie. Ale mam was widzieć tu o 20:00!
            Zanim rozeszliśmy się zauważyłem tylko kątem oka jak Kurosaki zaczepia Ayano, a ta z niechęcią odrzuciła jego dłoń. Razem z młodszą Fukumase wróciliśmy do pokoju i weszliśmy w swoje gigai leżące tak jak je zostawiliśmy.
- Zajmuję łazienkę.- rzekła.- I radzę ci nie kręcić się koło drzwi.
            Kiwnąłem głową uśmiechając się jak aniołek. I tak, gdy weszła do środka zamknęła się na klucz i ustawiła kilka magicznych blokad przy drzwiach. Dopiero po dokładnym upewnieniu się, że nie wejdę, nie podejrzę i nie zrobię żadnych innych rzeczy rozebrała się i weszła pod prysznic. Mniejsza, że kiwnięciem jednego palca mogłem roznieść jej wszystkie blokady.
            Przebrałem się i położyłem na łóżku. W prawdzie kazała mi spać na kanapie, ale droczenie jej tak weszło mi w krew, że nie mogłem odpuścić. Zatem pozostaje mi czekać aż wyjdzie. Pozwoliłem więc sobie na chwilę relaksu i wsłuchałem się w odgłos lejącej się wody. Cudem powstrzymałem się od wizji obnażonej dziewczyny. I od tej, w której wchodzę razem z nią w strumień ciepłej wody, dotykamy się mokrymi, rozgrzanymi ciałami, drażnię jej skórę na szyji, dotykam bioder, brzucha, piersi…
            Syknąłem z podekscytowania i natychmiast odepchnąłem od siebie te myśli. Z dnia na dzień coraz trudniej jest mi odpędzić się o tych wyobrażeń. Nie żeby mi one przeszkadzały- w końcu i tak nic z tego nie wyjdzie i mogę wyobrażać sobie co chcę. Jestem zdrajcą, jej byłym kapitanem i do tego starszym z 8 tysięcy lat- tylko przez nie…  gorzej mi się z tym powstrzymywać. By ukryć mój żenujący dowód rozmyślań uwierający mnie boleśnie w pewnym miejscu, okryłem się kołdrą. Niedługo później wyszła czarnowłosa.          
            Nic? Żadnego sprzeciwu, że leżę w jej łóżku? Nawet ani jednego złośliwego komentarza? Chyba musi być zmęczona, by się sprzeczać. Jestem niezmiernie zawiedziony…
- W kaczuszki?- powstrzymałem się od głośnego śmiechu, lecz nie ukrywałem wielkiego rozbawienia widząc jej uroczą piżamę.
            Ziewnęła i mruknęła tylko coś w stylu „prezent od siostry”. Obeszła łóżko i weszła pod kołdrę z drugiej strony, odwracając się do mnie plecami.
- Dobranoc.- powiedziałem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko, że jej oddech stał się płytszy i wyrównał się.
            Zasnęła, pomyślałem gasząc lampkę. Kiedy była w moim oddziale zawsze szybko zasypiała po misji i nie dało się jej obudzić niczym. Mogła być w pokoju impreza oddziału ( a to nie należy do najcichszych spotkań), odbywać się koncert Rammsteina, trwać konkurs najgłośniejszego krzyku albo mogły chodzić po niej stado pająków, a i tak spała dalej jak zabita. Może to wykorzystam? Najwyżej znów obrócę to w żart i doprowadzę ją do rumieńców. Podsunąłem się bliżej i objąłem ją w pasie zanurzając głowę w jej włosach.

            Rano, gdy słońce uparcie dążyło do przedostania się do pokoju przez szczeliny w żaluzjach, czekał mnie ciekawszy przypadek. Kiedy się obudziłem i poczułem, że jest mi dziwnie ciepło- bynajmniej nie od kołdry- od razu zachciałem sprawdzić, co jest tego przyczyną. No i zastałem sytuację całkiem odwrotną do tej z nocy. Teraz to ja robiłem za poduszkę, do której przytulała się rozespana Fukumase. Wtulona w moją pierś obejmowała mnie w pasie jedną ręką. Na jej widok ledwo co powstrzymałem się przed zrzuceniem jej ze śmiechu z siebie. Wyglądała komicznie z czarnymi włosami zarzuconymi w nieładzie na twarz i lekko rozchylonymi ustami. Czyżby była to ochrona przed rannymi promieniami słońca? Dziwna, co prawda, ale chyba skutkowała, skoro dalej spała w najlepsze. Przez chwilę obserwowałem jak jej wargi rytmicznie rozwierają się przy spokojnym oddechu. Nachyliłem się nad nią, wziąłem jeden jej kosmyk i zacząłem się nim bawić, łaskocząc po twarzy, nosie, uchu, a nawet dorabiając jej wąsy. Dziewczyna zmarszczyła nos, podrapała się po nim, po czym półprzytomnym głosem rzekła:
- Mógłbyś się ogolić.
            Zachichotałem w duchu.
- Chyba ty powinnaś to zrobić skoro masz takie długie wąsy.
            Cisza. Zero reakcji. Do czasu. Parę sekund później dotarło chyba do niej, że mój głos jej się nie przyśnił i naprawdę leżę tuż obok. W szoku otworzyła oczy, odgarnęła włosy z twarzy i wstając z rozmachu walnęła mnie głową w czoło. Chyba ma ołów w głowie, bo przez chwilę zaćmiło mnie. Jednak wczoraj musiała być naprawdę zmęczona, by nie pamiętać mnie w swoim łóżku. Dziewczyna za to wygrzebała się z kołdry i w tempie ekspresowym wyskoczyła jakby znalazła koło siebie skorpiona. Hmmm, kobiety zazwyczaj nie chciały wychodzić z łóżka, kiedy już do niego ze mną trafiły, a tutaj takie rozczarowanie, pomyślałem. Ale Kika przecież nie przypominała żadnej z nich. W tym czasie ona wyciągnęła przed siebie rękę i wskazując na mnie nabrała powietrza, by krzyknąć… ale…? Spojrzała na mnie, spłonęła rumieńcem i ze strachem spojrzała w dół. Usłyszałem jak wypuściła powietrze z ulgą. Czyżby widząc mnie niemal nagiego przykrytego kołdrą, przestraszyła się, że również jest bez ubrania?
            Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- U-ubierz się!- mruknęła, spuszczając wzrok.- Zaraz śniadanie.- i wpatrując się cały czas w podłogę poszła do łazienki.


Ichigo: „Sprawy się zmieniły”, 8:11


            Schodząc na dół na śniadanie byłem ledwo przytomny. Pomijając, że mieliśmy jakieś cztery godziny snu po powrocie z misji rozpoznawczej. Ja nie spałem prawie w ogóle. Cały czas miałem w głowie. Non stop odtwarzałem chwilę naszego spotkania. To szczęście, które ogarnęło mnie, gdy na nią spojrzałem i ujrzałem te same fioletowe oczy, wąskie usta  i jasną cerę. Zmieniła się. Urosła- co prawda tylko odrobinkę-, jej twarz spoważniała, ciało nabrało kobiecych kształtów, a czarne włosy wydawały się gęstsze, pełne zdrowego blasku i cudnie powiewały na wietrze. Poczułem się jakby minął tylko dzień od naszej rozłąki. Nie mogłem powstrzymać się od wzięcia jej w ramiona. I zrobiłem to. Jednak cała euforia uleciała ze mnie, gdy chwilę później usłyszałem słowa czarnowłosej. Wciąż je sobie przypominałem, a one wbijały się we mnie jak w szpilki i nie pozwalały mi spać.
            „Nie tylko ty czekałeś, ale dla mnie zmieniło się wiele…”
            Co miała na myśli? Czy nic już do mnie nie czuła? Chciała to wszystko zakończyć? Czemu?  Czy zrobiłem coś nie tak? Czemu mnie odtrąciła?!
            Czułem jak przepływa we mnie gniew i żal jednocześnie. Nie potrafiłem zrozumieć jej nagłego zlodowacenia. Muszę z nią koniecznie porozmawiać.  
            Prawie wpadłem na kelnera, który zwinnie mnie wyminął i pewnie rzucił pod nosem jakieś chińskie przekleństwo.
- Przepraszam…- rzuciłem za nim.
            Skierowałem się w stronę, gdzie siedzieli ludzie z mojej uczelni i podszedłem do stolika znajomych. Jednak wszystkie miejsca były już zajęte, bowiem Yuuji zaprosił do grona jakąś I roczną blondynkę, do której zaczął wyraźnie czuć sympatię.
- Wybacz Kurosaki, ale to tak na dziś- wytłumaczył.
            Nie miałem siły nawet mu nic odpowiedzieć. Rozejrzałem się i znalazłem wolne miejsce. Przechodząc obok stolika Kiki, Gina i Byakuyi wyczułem napiętą atmosferę. Czyżby oni też źle spali tej nocy? Ayano jednak przy nich nie było. Młodsza z sióstr wyglądała na spiętą i obrażoną, Kuchiki jak zwykle miał na wszystko wyjebane i w spokoju dopijał herbatę, a Ichimaru właśnie rzucał jakiś dwuznaczny tekst do dziewczyny. Ta oczywiście zaraz potem ostro zareagowała i kopnęła go nogą pod stołem. Starszy mężczyzna wstał i w milczeniu zostawił skłóconą dwójkę. Przywitałem się i poszedłem dalej. Chyba nawet mnie nie usłyszeli. Zająłem miejsce przy I rocznych i usłyszałem jak parę dziewczyn aż piszczy z zachwytu na widok mojej osoby. Całkowicie to zignorowałem.
            Stół był tak jak wczoraj nakryty białym obrusem, na nim leżały ciekawie ozdobione talerze i sztućce i dzbanek z kwiatami. Jak się dowiedziałem od rozmawiających obok dziewczyn były to pierwiosnek lekarski i floks niebieski, które symbolizowały zdradę i iluzję miłości.
            Wziąłem z koszyka dwie bułki i zacząłem robić sobie kanapki.
- Kwiaty dla ciebie, co?- usłyszałem.
            Podniosłem głowę. Naprzeciwko mnie siedziała Aya… zaraz, to była Ayano czy Onaya? Przez chwilę nie mogłem rozpoznać z którą rozmawiam. Miały tak samo ściągnięte brwi i ten sam uśmieszek, gdy były zirytowane. Obiec również z jakiegoś powodu były na mnie obrażone i nie chciały mieć ze mną nic do czynienia. Potrząsnąłem głową, by się rozbudzić.
            Kwiaty dla mnie? Zdrada i iluzja miłości?
            Zacisnąłem pięści. Przypomniałem sobie naszą rozmowę z imprezy studenckiej, kiedy opowiedziała mi jak nakryła swojego chłopaka z inną. Zrozumiałem dlaczego się do mnie nie odzywa. Najwyraźniej gardziła ludźmi, którzy zdradzają swoich partnerów i miała ku temu powód. A ja właśnie to zrobiłem. Przespałem się z nią. A co jeśli na tej wycieczce te dwie się spotkały i Ikkan wyjawiła całą prawdę? W końcu wiedziała, że Ayano jest do niej podobna. Mogła do niej zagadać i… Wtedy wszystko, by się zgadzało. Dlatego mnie unikała.
- Nie wiem, o co ci chodzi.- odpowiedziałem udając jakbym rzeczywiście nic nie wiedział.
            Ta jednak fuknęła, wzięła dzbanek i postawiła go pomiędzy nami tak, że niemal całkowicie ją zasłaniał. Źle się czułem w tej sytuacji, ale co mogłem poradzić? Byłem dupkiem.         
            Rozejrzałem się. Fukumase nie zeszła na śniadanie. Chyba nawet nie zamierzała zejść.
            Położyłem na rozkrojoną bułkę szynkę i zacząłem jeść. Muszę się pośpieszyć. Za 15 minut mamy jechać zwiedzać miasto.


Ayano: „ Pod kontrolą wroga”, 19:47

           
            Od samego rana Kika zachowywała się dość dziwnie. Chodziła jakaś małomówna, rozkojarzona i podenerwowana. Nawet podczas zwiedzania miasta. Powinna być tak jak wczoraj uśmiechnięta. Myślałam, że będzie zagadywać do nieznajomych i z podekscytowaniem robić zdjęcia. W sumie dzisiaj nikt z naszej grupy nie wyglądał na radosnego, ja nie wyspana, Kuchiki zamyślony, nawet Ichigo był też przez cały ranek jakiś zamulony. Jednak nie wszyscy. Jedynie normalnie zachowywał się Ichimaru. I wcale tym nie poprawiał nam wszystkim nastroju. I nie trudził się, by powstrzymywać jeszcze złośliwszych uwag skierowanych do Kiki. Ona oczywiście nie potrafiła się powstrzymać i darła się na niego, choć znacznie mocniej niż zazwyczaj. Między nimi dało się wyczuć pewnego rodzaju napięcie. Miałam pewne podejrzenia, co do srebrnowłosego i tego, co mogło się między nimi stać ostatniej nocy. Przecież spali w jednym pokoju.- wciąż się trochę gniewałam, za tamtą sytuację. Mogła mi wprost powiedzieć, że nie ma dla mnie miejsca, bo  pozwoliła Ginowi tam spać.- Nie wiadomo, co mu przyszło do głowy. Kiedy tylko o tym pomyślałam gotowała się we mnie krew. Niech ja się tylko dowiem, że położył swoje brudne łapska na mojej siostrze, to załatwię mu nie tylko drugą rękę do rehabilitacji, ale też pewną część ciała do rekonstrukcji.
            Tak zaprzątałam sobie tym głowę, że zapomniałam o moim cały czas chodzącym koło mnie problemie. Jasne chyba o kim mowa? Ten dureń nawet nie wyglądał na zmartwionego po tym, co mu powiedziałam w nocy. Wręcz przeciwnie. Bawił się ŚWIETNIE z kolegami. Teraz widzę jak bardzo mu na mnie zależało. Tak bardzo, że aż wcale. Ale dla niepoznaki udawałam, że ja też przeżywam wspaniałe chwile. Po powrocie do hotelu i po obiado- kolacji nareszcie dorwałam Kikę samą w pokoju. Chciałam się dowiedzieć, co z nią. Nie powiedziała mi też za dużo. Za to narzekała na ból głowy, lekkie zamroczenie i w szczególności na Gina. Jednak nie uraczyła mnie żadnym szczegółem, dzięki któremu mogłabym go ukatrupić.
- Idę się przejść.- oznajmiła po pewnym czasie, kiedy przyszłam specjalnie, by z nią porozmawiać.
- Zaraz spotkanie.- odparłam.
- Wiem, za pięć minut wrócę. Nie czekaj na mnie, idź sama.- zrzuciła gigai i ułożyła je na sofę.
            Przypatrzyłam jej się uważnie.
- No dobrze. Uważaj na siebie.
            Machnęła na to ręką.
- Przecież nic mi nie jest.- prychnęła i wyszła.
            Pomyślałam wtedy, że chyba jednak przesadzam.
           
            Ale chyba nikt nie podejrzewał, co mogło się dalej stać.

            Kiedy stawiłam się na spotkaniu panowało niemałe zamieszanie. Wszyscy starali się zachować spokój, choć to co najwyraźniej się zdarzyło stanowczo im na to nie pozwalało. Nawet srebrnowłosy miał ściśnięte usta i ściągnięte brwi.
- Kapitan III dywizji melduje się. Co jest? Jakaś kolejna ofiara?- spytałam dołączając do rozmowy.
- Tak, twoja siostra.- odezwał się Byakuya z niezwykłym chłodem w głosie.
            Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Stałam jak wrośnięta w ziemię i oczekiwałam, że wszyscy razem wybuchnął śmiechem oznajmiając mi, że to był tylko kiepski żart. Rozejrzałam się. Po Kice nie było śladu. Ona nigdy się nie spóźniała. Opanował mnie strach jakiego nigdy wcześniej nie czułam.
- Jak to?!- spytałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek dźwięk.- Czy ona…- przełknęłam ślinę starając się powstrzymać łzy- nie żyje…?
- Jeszcze żyje, ale jeśli się nie pośpieszymy to może się to zmienić.- powiedział Ichimaru.- Musimy ruszać teraz.
            Odwrócił się w kierunku południa i otworzył oczy. Pierwszy raz widziałam w jego spojrzeniu takie zdecydowanie i skupienie. Czyżby jednak nie był bezuczuciowy? Może dzięki czarnowłosej jego ludzkie uczucia wróciły?
- Nie.- odparł stanowczo Kuchiki.- Pośpiech w niczym nam nie pomoże. Musimy być przygotowani. To jest ewidentnie zasadzka.
- Zasadzka czy nie, muszę ją uratować!- zaprotestowałam.
- To odwet za wczoraj. Dlatego mówiłem wyraźnie, że to tylko misja zwiadowcza, nie podejmujemy ŻADNYCH działań Fukumase! To, że Kapitan V oddziału została w dziwny sposób uprowadzona to wyłącznie twoja wina.
            Pierwszy raz widziałam tak bardzo poważnego i niemalże do granic możliwości rozwścieczonego Kuchiki. Ale miał rację. Zaatakowałam ich kryjówkę i wyrządziłam niemałe straty, dlatego się mszczą. Doskonale rozumiałam swój błąd. Ale jak mogłam skazać tamtych ludzi na pożarcie żywcem?
- Jeśli to w ogóle uprowadzenie.- dokończył.
            Nie wytrzymałam.
- Czy ty sugerujesz, że z własnej woli moja siostra przeszła na stronę wroga?!
- Zważ na kogo podnosisz głos!- jednym warknięciem uciszył mnie. Wokół niego unosiła się bardzo ciężka aura.- Koniec zebrania! Za dwie godziny widzimy się tutaj, jasne?!
            Dopiero teraz poczułam ze czyjeś ręce trzymają mnie za ramiona. Z dwóch stron stali Ichimaru i Ichigo powstrzymując mnie przed rzuceniem się na Byakuyę. Wyrwałam się z ich uścisków.
- Ayano pozwól na słówko.- rzekł Gin.
- Czego chcesz?!- odparłam wkurzona całą tą sytuacją i cholernie zaniepokojona życiem siostry.
- Chyba wiem, co się stało z Kiką.