poniedziałek, 14 października 2013

09.



Ayano: „My first time”, 0:55


- Schowajmy się tu- rzekł Ichigo otwierając drzwi do jakiegoś pokoju gościnnego na 5 piętrze.
            Szybko wbiegłam do ciemnego pomieszczenia, a pomarańczowowłosy zamknął je cicho za nami. Dopiero później naszła nas obawa, że być może włamaliśmy się do czyjegoś pokoju. Jeszcze gorzej byłoby gdybyś zastali tutaj któregoś z uczestników zabawy. Trochę to dziwne, że jako jedyny był otwarty i nikt się w nim nie znajdował. Jednak w środku nadal panowała kompletna cisza, więc uznaliśmy, że czas się rozgościć. Odetchnęliśmy ze spokojem i usiedliśmy zdyszani na fioletowej kanapie ustawionej na środku pokoju tyłem do drzwi.
- Nie wiedziałem, że potrafisz się tak bić- zaczął półszeptem.- Ćwiczysz karate?
            Miałam ochotę walnąć się w czoło. No tak. Tak bardzo pragnęłam wyrwać się z łap tych ohydnych facetów, że poszłam na całość z moimi umiejętnościami walki w ręcz, które poznałam przez te 4 lata. A Ichigo pewnie stał z rozwartą gębą i dziwił się skąd Onaya posiada takie ruchy. Zajebiście Ayano, zajebiście…
            Podrapałam się po głowie.
- To był mój pierwszy raz.- rzekłam nadal utrzymując bezpieczną cisze w pokoju. Wiedziałam, że w to mi nie uwierzy.-  Zawsze obserwowałam brata jak trenował i zapamiętałam parę ruchów- szybko wyjaśniłam wymyślając następną historyjkę.- Ale nie wiedziałam, że tak dobrze mi idzie. Mimo wszystko nieźle dali nam w kość nie?
            Uśmiechnęłam się uroczo, mając nadzieje, że to kupi.
- Ta…- chłopak rozpiął guziki koszuli, a po chwili ją zdjął. Eee…? To mój uśmiech tak działa? – Zrobiło się tu trochę gorąco.
            Przełknęłam głośno ślinę. Widok jego lekko mokrego i przyklejonego do ciała podkoszulka nie dawał mi spokoju. Czy mi się wydawało, ale odległość między nami się zmniejszyła?
Baaaaakaa! Znowu robisz maślane oczy! Trzymaj się tego, co postanowiłaś!- jakaś część we mnie krzyczała. Najpierw go poobserwuj, później wyjawisz mu swą prawdziwą tożsamość.
- To… Co będziemy robić przez te 5 minut, które nam zostały?- odezwałam się w końcu usiłując skupić się wyłącznie na jego twarzy.
- Jesteśmy sami.
Oblała mnie fala gorąca. Tylko nie takimi tekstami kolego! Ostatnio kiedy byliśmy sami w pokoju- i także po alkoholu- skończyło się to utratą przeze mnie dziewictwa.
- Możemy porozmawiać o innych twoich pierwszych razach.- oparł się na ramieniu kanapy i spojrzał na mnie z ciekawością.
            Spaliłam buraka.
- Moich pierw…?!
Zachichotał, a ja dopiero później zrozumiałam, że nawiązywał do tego, co przed chwilą mówiłam. Moja mina jednak nieźle rozbawiła truskawkę, bo niemal tarzał się ze śmiechu. Specjalnie zafundował mi taki dwuznaczny tekst. Rany! Tak sobie zażartować!
- Gomen, gomen!- rzekł głośno widząc moją groźną minę i powstrzymując się od kolejnego wybuchu śmiechu. Naszła mnie nagła ochota, by go walnąć.
Nagle coś mnie zaniepokoiło. Rzuciłam się na niego i zatkałam mu usta ręką, gdyż usłyszałam spory hałas na korytarzu.
- Cicho idioto, bo nas usłyszą!- wytłumaczyłam, gdy poczułam opór z jego strony. Pewnie sprawdzali wszystkie pokoje, pomyślałam z niepokojem.
            Zeskoczyliśmy obydwoje z kanapy i skuliliśmy za nią. Po chwili drzwi otworzyły się, a w pokoju zapalono światło. Zapanowała cisza, w której czekaliśmy w napięciu na dalszy przebieg wydarzeń. To było gorsze doświadczenie od zabawy w chowanego.
- Tu też ich nie ma.- powiedział głos w progu, a ja zadrżałam. Byleby nie przyszło mu na myśl sprawdzanie całego pokoju. Jedyną ucieczką w takim przypadku byłoby wyskoczenie przez taras na jakieś krzaczory. Eh! Niech tylko rzuci okiem i wyjdzie! Tak mało czasu do końca zostało! Ku mojej uciesze, światło zaraz zgasło, a owa osoba znowu pozostawiła nas samych w ciemności. Pozostaliśmy jeszcze chwile w takiej samej pozycji nadal sparaliżowani. Wówczas zrozumieliśmy w jakiej niezręcznej pozie siedzimy. Nieco pochylona siedziałam na nim okrakiem w przykrótkiej sukience! On natomiast trzymał ręce na moich odsłoniętych udach. Zawstydzeni nadal się na siebie patrzyliśmy. Właściwie miałam wrażenie, że to on świdruje mnie wzrokiem. Trochę przerażona usiłowałam odgadnąć,  o co mu chodzi. Cofnęłam swoją rękę uświadamiając sobie nagle, że wciąż trzymam ją na ustach Ichigo, uniemożliwiając mu tym samym wzięcia oddechu. Może o to?
- Wybacz- szepnęłam
            Jednak nie spotkałam się z głośnym wciągnięciem oddechu, które byłoby dowodem na to, że zgadłam. Dopiero teraz zauważyłam na jego twarzy lekkie zaskoczenie i niepokój. Zastanawiałam się z jakiego powodu. Mam nadzieje, że nie chodzi mi po głowie żaden pająk...
-  Ten pieprzyk…- zaczął, dotykając opuszkiem palca miejsca nad moją prawą brwią.
            Przeraziłam się, domyślając o co mu chodzi.
- Ayano miała dokładnie w tym samym miejscu…
            A więc się domyślił. Może to dobrze, nie muszę się już ukrywać i dalej go oszukiwać. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, kiedy oślepiło mnie nagle pojawiające się światło w pokoju.
- Time’s up!- krzyknął przewodniczący wychodząc z tarasu, a za nim reszta rady bijąc nam brawo.
            Właściwie nie wiedziałam, czy to on, ale jego głos był identyczny jak ten dobywający się z głośnika. Byliśmy trochę oszołomieni w pierwszej sekundzie. Skąd oni się wzięli? Siedzieli tam cały czas? Zebrana grupka otworzyła szampany oblewając przy tym nas i resztę otoczenia. Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, jakby próbując uskoczyć od bąbelkowej fali, która zmoczyła nasze ubrania. Gdy wstaliśmy i rozejrzeliśmy się, okazało się że pokój w którym dotychczas się znajdowaliśmy można by nazwać najwyższej klasy apartamentem. Ogromny i bogato urządzony. Idealny na imprezy taka jak ta.
- Kopciuszek jest bezpieczny, a więc wygraliście. Gratuluje.- uściskał każde z nas osobno.
            Przyznam… Był trochę dziwny. Jak cała ta impreza z resztą.
- T- to już koniec?- upewniłam się.
- Tak słodki kotku, minęła już północ.
- I koniec już durnych zadań?- spytałam z nadzieją.
            Przez chwilę wydawało mi się, że jedna z brwi skoczyła mu do góry. Może nie powinnam mówić na głos „durnych".
- Taaak, koniec. Teraz czas się bawić!-  podszedł do kolegi, który trzymał tacę z kieliszkami szampana i chwilę potem wręczył jeden mi i jeden Ichigo.- Do dna przyjaciele!
            Wszyscy krzyknęli głośno „Kampai” i zgodnie łyknęli napoju. Także i my. Lecz szampana nie należy pić na raz, bo szybko uderza. Zakręciło mi się w głowie. Nawet nie zauważyłam kiedy zjawili się inni studenci i puszczono muzykę. Zaczęła się kolejna zabawa. A raczej dla wielu już się kończyła. W owej grupie z czasem coraz rzadziej widywałam kogoś ze znajomych. Podejrzewałam, że pewnie upili się i leżeli gdzieś na podłodze, czy też wrócili do domu. Ktoś porwał mnie do tańca. Nie zaprotestowałam. O ile wtedy czułam się świetnie i dostałam nagły przypływ energii to około 2 w nocy chęci do dalszej zabawy mnie ominęły.     
            Szczerze to nie czułam się zbyt dobrze odkąd napiłam się srebrzystego płynu, ale nie zwracałam na to uwagi. Udałam się więc na poszukiwanie łazienki. Udało mi się nawet przejść przez tłum imprezowiczów, który powoli się rozchodził. Znalazłam ją bardzo łatwo, gdyż była za pierwszymi drzwiami, które otworzyłam. Wewnątrz było równie przestronnie i do tego przyjemnie chłodno. Podeszłam do umywalki, chcąc przemyć twarz. Miałam nadzieje, że to odpędzi ode mnie mdłości. Spojrzałam w lustro i wtedy w jego odbiciu zauważyłam w drugim rogu wielką wannę. Pewnie z hydromasażem i innymi bajerami, pomyślałam. Kusiło mnie, aż by wziąć kąpiel. Usiadłam na jej brzegu i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Obok niej znalazłam też sole do kąpieli i olejki. Gdy miałam zamiar zdjąć poplamioną sukienkę i zanurzyć się w wodzie, przerwał mi znajomy głos w progu.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś tu jest.- wymamrotał pomarańczowowłosy i skierował się do wyjścia.- Już wychodzę.
            Widziałam go pierwszy raz odkąd przerwali nam w tamtym momencie. Gdy ja bawiłam się w najlepsze on miał zapewne dużo czasu, by wszystko przemyśleć. Nie był w najlepszym stanie. Na początku wypił tylko trochę wina i parę kieliszków podczas gry w karty. Nie był osobą, która piła na potęgę, więc się bardzo zdziwiłam jego stanem.
- Dobrze się czujesz?- spytałam. Zaraz znalazłam się tuż przy nim i chwyciłam go za rękę, by nie odchodził.
- Tak… Tylko trochę…
                         Pozwoliłam, by się o mnie oparł, gdy w jednej chwili zauważyłam jak się lekko chwieje.
- … za dużo wypiłem- uśmiechnął się - A raczej za dużo we mnie wlali.
            Odwzajemniłam uśmiech. Usiedliśmy na skraju wanny.
- Długo tu jesteś?
- Myślę, że z pół godziny. Również stwierdziłam, że czas usunąć się z miejsca zbrodni. Dużo osób pozostało?
- W kuchni leżą tylko jakieś niedobitki.
            Zaśmiałam się.
            Od tego momentu zrobiło się cicho. Spojrzał na mnie i jakby czegoś oczekiwał. Zostaliśmy znowu sami. A ja… nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Już nie byłam wykreowaną przez siebie Onaya, tylko sobą. Tą, której nie widział przez 4 lata. Zdało mi się, że on też również to zrozumiał. Nie miał żadnych pytań.
            Pocałował mnie.
To dziwne uczucie, gdy przypominasz sobie szczęśliwe chwile. Rozpływasz się z przyjemności jaką daje ci to wspomnienie, niemal unosząc się w powietrzu. Teraz czułam się tak samo, uświadamiając sobie, że teraz będzie tak jak dawniej. Poczułam jak jego ręce wędrują powoli po moim ciele. Serce zabiło mi prędzej, gdy rozpiął zamek mojej sukienki. Zaraz zsunęła mi się do pasa ukazując czarną, erotyczna bieliznę. Zajęłam się jego koszulką, podczas gdy on podniósł mnie i usadowił sobie na kolanach, w ten sposób zrzucając moje ubranie na podłogę. Przerwaliśmy pocałunek łapiąc oddech. Obsypałam jego szyję pocałunkami, od czasu do czasu łaskocząc językiem i czując jak przechodzą go dreszcze podniecenia. Jedna z jego dłoni zacisnęła się na mojej piersi, masując ją okrężnymi ruchami. Mruknęłam zachęcając go do dalszych działań. Było nam tak cholernie przyjemnie, że zachciałam by to trwało wiecznie.

Obudziłam się chyba zaraz po Ichigo na tej samej fioletowej kanapie okryta kocem. Pomarańczowowłosy stał tyłem do mnie i właśnie się ubierał, więc nie zauważył, że także wstałam.
 - Nigdy więcej nie będę pić…- wymamrotał. Pewnie męczył go kac.
-  Dzień dobry- rzekłam uśmiechając się na same wspomnienie tego, co zrobiliśmy. Wstałam i ucałowałam go w kark.
Skamieniał na chwilę, po czym odwrócił się do mnie.
- Słuchaj…- zaczął.
Obserwowałam jego zachowanie z milczeniem. Chłopak był śmiertelnie poważny.
- Byliśmy pijani i popełniliśmy straszny błąd…
- Nie martw się, biorę tabletki.- rzekłam spokojnym tonem, próbując go uspokoić.- Nie zajdę w ciąże.
- Nie o to chodzi.
Zaczęłam się martwić. Skoro nie o to chodzi…
- Przepraszam Onaya…- rzucił do mnie z żalem.
- Onaya?
Zrozumiałam. Więc nic z wczorajszej nocy w tym pokoju nie pamiętał. Nadał byłam dla niego prawie całkiem obcą osobą.
Z którą się przespał, dodałam z goryczą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz