Ayano: „My first time”, 0:55
- Schowajmy się tu- rzekł Ichigo otwierając drzwi do
jakiegoś pokoju gościnnego na 5 piętrze.
Szybko
wbiegłam do ciemnego pomieszczenia, a pomarańczowowłosy zamknął je cicho za
nami. Dopiero później naszła nas obawa, że być może włamaliśmy się do czyjegoś
pokoju. Jeszcze gorzej byłoby gdybyś zastali tutaj któregoś z uczestników
zabawy. Trochę to dziwne, że jako jedyny był otwarty i nikt się w nim nie
znajdował. Jednak w środku nadal panowała kompletna cisza, więc uznaliśmy, że
czas się rozgościć. Odetchnęliśmy ze spokojem i usiedliśmy zdyszani na
fioletowej kanapie ustawionej na środku pokoju tyłem do drzwi.
- Nie wiedziałem, że potrafisz się tak bić- zaczął półszeptem.-
Ćwiczysz karate?
Miałam
ochotę walnąć się w czoło. No tak. Tak bardzo pragnęłam wyrwać się z łap tych
ohydnych facetów, że poszłam na całość z moimi umiejętnościami walki w ręcz,
które poznałam przez te 4 lata. A Ichigo pewnie stał z rozwartą gębą i dziwił
się skąd Onaya posiada takie ruchy. Zajebiście Ayano, zajebiście…
Podrapałam
się po głowie.
- To był mój pierwszy raz.- rzekłam nadal utrzymując
bezpieczną cisze w pokoju. Wiedziałam, że w to mi nie uwierzy.- Zawsze obserwowałam brata jak trenował i
zapamiętałam parę ruchów- szybko wyjaśniłam wymyślając następną historyjkę.- Ale
nie wiedziałam, że tak dobrze mi idzie. Mimo wszystko nieźle dali nam w kość
nie?
Uśmiechnęłam
się uroczo, mając nadzieje, że to kupi.
- Ta…- chłopak rozpiął guziki koszuli, a po chwili ją zdjął.
Eee…? To mój uśmiech tak działa? – Zrobiło się tu trochę gorąco.
Przełknęłam
głośno ślinę. Widok jego lekko mokrego i przyklejonego do ciała podkoszulka nie
dawał mi spokoju. Czy mi się wydawało, ale odległość między nami się
zmniejszyła?
Baaaaakaa! Znowu robisz maślane
oczy! Trzymaj się tego, co postanowiłaś!- jakaś część we mnie krzyczała.
Najpierw go poobserwuj, później wyjawisz mu swą prawdziwą tożsamość.
- To… Co będziemy robić przez te 5 minut, które nam
zostały?- odezwałam się w końcu usiłując skupić się wyłącznie na jego twarzy.
- Jesteśmy sami.
Oblała mnie fala gorąca. Tylko
nie takimi tekstami kolego! Ostatnio kiedy byliśmy sami w pokoju- i także po
alkoholu- skończyło się to utratą przeze mnie dziewictwa.
- Możemy porozmawiać o innych twoich pierwszych razach.-
oparł się na ramieniu kanapy i spojrzał na mnie z ciekawością.
Spaliłam
buraka.
- Moich pierw…?!
Zachichotał, a ja dopiero później
zrozumiałam, że nawiązywał do tego, co przed chwilą mówiłam. Moja mina jednak
nieźle rozbawiła truskawkę, bo niemal tarzał się ze śmiechu. Specjalnie
zafundował mi taki dwuznaczny tekst. Rany! Tak sobie zażartować!
- Gomen, gomen!- rzekł głośno widząc moją groźną minę i powstrzymując
się od kolejnego wybuchu śmiechu. Naszła mnie nagła ochota, by go walnąć.
Nagle coś mnie zaniepokoiło.
Rzuciłam się na niego i zatkałam mu usta ręką, gdyż usłyszałam spory hałas na
korytarzu.
- Cicho idioto, bo nas usłyszą!- wytłumaczyłam, gdy poczułam
opór z jego strony. Pewnie sprawdzali wszystkie pokoje, pomyślałam z
niepokojem.
Zeskoczyliśmy
obydwoje z kanapy i skuliliśmy za nią. Po chwili drzwi otworzyły się, a w
pokoju zapalono światło. Zapanowała cisza, w której czekaliśmy w napięciu na
dalszy przebieg wydarzeń. To było gorsze doświadczenie od zabawy w chowanego.
- Tu też ich nie ma.- powiedział głos w progu, a ja zadrżałam.
Byleby nie przyszło mu na myśl sprawdzanie całego pokoju. Jedyną ucieczką w
takim przypadku byłoby wyskoczenie przez taras na jakieś krzaczory. Eh! Niech
tylko rzuci okiem i wyjdzie! Tak mało czasu do końca zostało! Ku mojej uciesze,
światło zaraz zgasło, a owa osoba znowu pozostawiła nas samych w ciemności. Pozostaliśmy
jeszcze chwile w takiej samej pozycji nadal sparaliżowani. Wówczas
zrozumieliśmy w jakiej niezręcznej pozie siedzimy. Nieco pochylona siedziałam
na nim okrakiem w przykrótkiej sukience! On natomiast trzymał ręce na moich
odsłoniętych udach. Zawstydzeni nadal się na siebie patrzyliśmy. Właściwie
miałam wrażenie, że to on świdruje mnie wzrokiem. Trochę przerażona usiłowałam
odgadnąć, o co mu chodzi. Cofnęłam swoją
rękę uświadamiając sobie nagle, że wciąż trzymam ją na ustach Ichigo, uniemożliwiając
mu tym samym wzięcia oddechu. Może o to?
- Wybacz- szepnęłam
Jednak nie
spotkałam się z głośnym wciągnięciem oddechu, które byłoby dowodem na to, że
zgadłam. Dopiero teraz zauważyłam na jego twarzy lekkie zaskoczenie i niepokój.
Zastanawiałam się z jakiego powodu. Mam nadzieje, że nie chodzi mi po głowie żaden
pająk...
- Ten pieprzyk…-
zaczął, dotykając opuszkiem palca miejsca nad moją prawą brwią.
Przeraziłam
się, domyślając o co mu chodzi.
- Ayano miała dokładnie w tym samym miejscu…
A więc się
domyślił. Może to dobrze, nie muszę się już ukrywać i dalej go oszukiwać.
Otworzyłam usta by coś powiedzieć, kiedy oślepiło mnie nagle pojawiające się
światło w pokoju.
- Time’s up!- krzyknął przewodniczący wychodząc z tarasu, a
za nim reszta rady bijąc nam brawo.
Właściwie
nie wiedziałam, czy to on, ale jego głos był identyczny jak ten dobywający się z
głośnika. Byliśmy trochę oszołomieni w pierwszej sekundzie. Skąd oni się
wzięli? Siedzieli tam cały czas? Zebrana grupka otworzyła szampany oblewając
przy tym nas i resztę otoczenia. Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, jakby
próbując uskoczyć od bąbelkowej fali, która zmoczyła nasze ubrania. Gdy
wstaliśmy i rozejrzeliśmy się, okazało się że pokój w którym dotychczas się
znajdowaliśmy można by nazwać najwyższej klasy apartamentem. Ogromny i bogato
urządzony. Idealny na imprezy taka jak ta.
- Kopciuszek jest bezpieczny, a więc wygraliście. Gratuluje.-
uściskał każde z nas osobno.
Przyznam…
Był trochę dziwny. Jak cała ta impreza z resztą.
- T- to już koniec?- upewniłam się.
- Tak słodki kotku, minęła już północ.
- I koniec już durnych zadań?- spytałam z nadzieją.
Przez
chwilę wydawało mi się, że jedna z brwi skoczyła mu do góry. Może nie powinnam
mówić na głos „durnych".
- Taaak, koniec. Teraz czas się bawić!- podszedł do kolegi, który trzymał tacę z
kieliszkami szampana i chwilę potem wręczył jeden mi i jeden Ichigo.- Do dna
przyjaciele!
Wszyscy
krzyknęli głośno „Kampai” i zgodnie łyknęli napoju. Także i my. Lecz szampana
nie należy pić na raz, bo szybko uderza. Zakręciło mi się w głowie. Nawet nie
zauważyłam kiedy zjawili się inni studenci i puszczono muzykę. Zaczęła się
kolejna zabawa. A raczej dla wielu już się kończyła. W owej grupie z czasem
coraz rzadziej widywałam kogoś ze znajomych. Podejrzewałam, że pewnie upili się
i leżeli gdzieś na podłodze, czy też wrócili do domu. Ktoś porwał mnie do
tańca. Nie zaprotestowałam. O ile wtedy czułam się świetnie i dostałam nagły
przypływ energii to około 2 w nocy chęci do dalszej zabawy mnie ominęły.
Szczerze to
nie czułam się zbyt dobrze odkąd napiłam się srebrzystego płynu, ale nie
zwracałam na to uwagi. Udałam się więc na poszukiwanie łazienki. Udało mi się
nawet przejść przez tłum imprezowiczów, który powoli się rozchodził. Znalazłam
ją bardzo łatwo, gdyż była za pierwszymi drzwiami, które otworzyłam. Wewnątrz
było równie przestronnie i do tego przyjemnie chłodno. Podeszłam do umywalki,
chcąc przemyć twarz. Miałam nadzieje, że to odpędzi ode mnie mdłości.
Spojrzałam w lustro i wtedy w jego odbiciu zauważyłam w drugim rogu wielką
wannę. Pewnie z hydromasażem i innymi bajerami, pomyślałam. Kusiło mnie, aż by
wziąć kąpiel. Usiadłam na jej brzegu i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Obok
niej znalazłam też sole do kąpieli i olejki. Gdy miałam zamiar zdjąć poplamioną
sukienkę i zanurzyć się w wodzie, przerwał mi znajomy głos w progu.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś tu jest.- wymamrotał
pomarańczowowłosy i skierował się do wyjścia.- Już wychodzę.
Widziałam
go pierwszy raz odkąd przerwali nam w tamtym momencie. Gdy ja bawiłam się w
najlepsze on miał zapewne dużo czasu, by wszystko przemyśleć. Nie był w
najlepszym stanie. Na początku wypił tylko trochę wina i parę kieliszków
podczas gry w karty. Nie był osobą, która piła na potęgę, więc się bardzo
zdziwiłam jego stanem.
- Dobrze się czujesz?- spytałam. Zaraz znalazłam się tuż
przy nim i chwyciłam go za rękę, by nie odchodził.
- Tak… Tylko trochę…
Pozwoliłam,
by się o mnie oparł, gdy w jednej chwili zauważyłam jak się lekko chwieje.
- … za dużo wypiłem- uśmiechnął się - A raczej za dużo we
mnie wlali.
Odwzajemniłam
uśmiech. Usiedliśmy na skraju wanny.
- Długo tu jesteś?
- Myślę, że z pół godziny. Również stwierdziłam, że czas
usunąć się z miejsca zbrodni. Dużo osób pozostało?
- W kuchni leżą tylko jakieś niedobitki.
Zaśmiałam
się.
Od tego
momentu zrobiło się cicho. Spojrzał na mnie i jakby czegoś oczekiwał. Zostaliśmy
znowu sami. A ja… nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Już nie byłam wykreowaną
przez siebie Onaya, tylko sobą. Tą, której nie widział przez 4 lata. Zdało mi
się, że on też również to zrozumiał. Nie miał żadnych pytań.
Pocałował
mnie.
To dziwne uczucie, gdy
przypominasz sobie szczęśliwe chwile. Rozpływasz się z przyjemności jaką daje
ci to wspomnienie, niemal unosząc się w powietrzu. Teraz czułam się tak samo,
uświadamiając sobie, że teraz będzie tak jak dawniej. Poczułam jak jego ręce
wędrują powoli po moim ciele. Serce zabiło mi prędzej, gdy rozpiął zamek mojej
sukienki. Zaraz zsunęła mi się do pasa ukazując czarną, erotyczna bieliznę.
Zajęłam się jego koszulką, podczas gdy on podniósł mnie i usadowił sobie na
kolanach, w ten sposób zrzucając moje ubranie na podłogę. Przerwaliśmy
pocałunek łapiąc oddech. Obsypałam jego szyję pocałunkami, od czasu do czasu
łaskocząc językiem i czując jak przechodzą go dreszcze podniecenia. Jedna z
jego dłoni zacisnęła się na mojej piersi, masując ją okrężnymi ruchami. Mruknęłam
zachęcając go do dalszych działań. Było nam tak cholernie przyjemnie, że
zachciałam by to trwało wiecznie.
Obudziłam się chyba zaraz po
Ichigo na tej samej fioletowej kanapie okryta kocem. Pomarańczowowłosy stał
tyłem do mnie i właśnie się ubierał, więc nie zauważył, że także wstałam.
- Nigdy więcej nie będę pić…- wymamrotał.
Pewnie męczył go kac.
-
Dzień dobry- rzekłam uśmiechając się na same wspomnienie tego, co
zrobiliśmy. Wstałam i ucałowałam go w kark.
Skamieniał na chwilę, po czym
odwrócił się do mnie.
- Słuchaj…- zaczął.
Obserwowałam jego zachowanie z
milczeniem. Chłopak był śmiertelnie poważny.
- Byliśmy pijani i popełniliśmy
straszny błąd…
- Nie martw się, biorę tabletki.-
rzekłam spokojnym tonem, próbując go uspokoić.- Nie zajdę w ciąże.
- Nie o to chodzi.
Zaczęłam się martwić. Skoro nie o
to chodzi…
- Przepraszam Onaya…- rzucił do
mnie z żalem.
- Onaya?
Zrozumiałam. Więc nic z
wczorajszej nocy w tym pokoju nie pamiętał. Nadał byłam dla niego prawie
całkiem obcą osobą.
Z którą się przespał, dodałam z
goryczą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz