niedziela, 13 października 2013

03.

Orihime: „Zawsze w jej cieniu” piątek, 11:23

            Dzisiejszy dzień zapowiadał się wspaniale. Już z samego rana czułam się niezwykle szczęśliwa i pełna energii. Może to z powodu, że dzisiaj wieczorem miałam się spotkać z Kurosakim? Kto wie. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie w lustrze.
- Tego dnia musi mi się udać zrobić na nim dobre wrażenie!- rzekłam do siebie, starając się idealnie pomalować rzęsy tuszem. Jeszcze tylko malinowy błyszczyk i gotowe!
            Wzięłam torebkę i uprzednio zamykając mieszkanie, wyszłam do pracy. Dorabiałam w sklepie z zabawkami trzy przecznice dalej. Kochałam dzieci, a tam dzieciaków roiło się non stop. Były jak wesołe, małe mróweczki krzątające się po całym sklepie w poszukiwaniu ukochanej zabawki. Było jeszcze coś, za co kochałam te prace. Śliczny fartuszek z uśmiechniętym słoneczkiem i plakietka z moim nazwiskiem :3 Jak zawsze w soboty miałam prowadzić zajęcia plastyczne w „Kąciku zabaw” i szczerze nie mogłam się ich doczekać. Te wszystkie urocze rysunki brzdąców są niezwykłe, pomyślałam przeglądając prace z poprzedniego tygodnia i przyklejając je na ściany.
            Wykładając kredki i kartki na małe stoliki dostrzegłam małego chłopca stojącego przy stoisku z samochodzikami. Rozglądał się za czymś z strachem w oczach i byłam pewna, że zgubił rodzica. Tak jak pomyślałam, chłopiec rozpłakał się i wołał mamę.
- Co się stało?- podeszłam do niego i kucnęłam obok.- Zgubiłeś się?
            Dziecko przestało na chwilę ronić łzy i spojrzało na mnie dużymi, brązowymi oczami. Przez chwile wpatrywał się we mnie, a potem z małym przerażeniem kiwnęło główką.
- Na pewno zaraz się znajdzie. Proszę- wyciągnęłam z kieszeni lizaka i wręczyłam go mu.- Pójdziesz ze mną jej poszukać?
            Dłoń, którą wyciągnęłam ku niemu chwycił bez zastanowienia. Zaczęliśmy więc szukać zmartwionej mamy. Im więcej czasu mijało, tym bardziej chłopiec zaczął się bać. Pokazywałam mu różne pluszami i klocki, żeby odwrócić jego uwagę. W końcu rodzice małej zguby zgłosili się do kasy. Oboje bardzo ucieszyli się, że ich synek jest cały i zdrowy.
- Dziękuję, oneesan- odrzekł chłopiec.
- Proszę bardzo. Następnym razem nie odłączaj się od rodziców, dobrze?- i pomachałam mu na pożegnanie.
- Ty na prawdę masz smykałkę do dzieci- rzekła koleżanka zza lady, która przyglądała się całemu zdarzeniu.
            Milo było to słyszeć. Zamierzałam zostać przedszkolanką, albo uczyć w podstawówce, więc słowa lub pochwały, że się do tego jak najbardziej nadaje dodawały mi motywacji. Powróciłam do dzieciaków z „Kącika zabaw”.
- Bardzo dobrze, a teraz pokażcie mi, co narysowaliście.- rzekłam do nich.- Keikochan, ten piesek jest śliczny!
            Piec minut przed końcem dzisiejszej zmiany w sklepie zjawił się Kurosaki.
- A wiec tutaj pracujesz- odrzekł rozglądając się po pomieszczeniu.
- To twój chłopak Inoue san?- zaczepiła mnie właścicielka.
- A? Inoue oneesan ma chłopaka!- zaśmiały się dzieci.
- Iie! T o nie tak…- zarumieniłam się
- Dobrze, dobrze. Idź już, daruje ci te 5 minut.- rzekła starsza pani.
- Arigato- i skłoniłam się jej na wyjście- Etto… Kierowniczka zawsze wypytuje o mojego chłopaka- rzekłam do Kurosakiego, chcąc wytłumaczyć mu wcześniejszą sytuacje- Ostatnim razem przyszedł tu Ishida kun i wiesz…
            Starałam się jak najszybciej ukryć dowody mojego zażenowania, ale pomaranczowowłosy tak uroczo się uśmiechnął, ze nie dałam rady powstrzymać kolejnego rumieńca. Zaszliśmy do mojej ulubionej kafejki. Zawsze panowała tu mila atmosfera, a wnętrze było urządzone w najnowszym stylu. Zajęliśmy wolny stolik w kacie.
- Poproszę latte i szarlotkę- rzekłam, kiedy kelnerka podeszła, by przyjąć zamówienie.
- To samo- odrzekł mój towarzysz.
            Gdy uprzejma pani odeszła kolo nas zapadła niezręczna cisza. Słychać było tylko nastrojowa muzykę. Przyjrzałam się Ichigo, który utkwił wzrok za oknem. Widocznie czym się przejmował, widać było to po jego ściągniętych brwiach. Po chwili otrzymaliśmy nasze zamówienia.
- Dziaa, dostałeś już wyniki, prawda?- spytałam pierwsza zaczynając dyskusje. Oderwał wzrok od szyby.
- Taa, jakieś 5 dni temu. 97%
- Sugoii, Kurosaki kun! Zawsze dobrze się uczyłeś!
- A co z tobą?
- Etto… nie jest to zaskakujący wynik, ale 79%
- Brawo.
            I tak zaczęła się kleić rozmowa. To o wykładach i profesorach, to o pracy, to o życiu na własną rękę itp.- jak to studenci.
- Przeprowadzam się w następnym tygodniu- oświadczył.
- Gdzieś blisko?
- To niezbyt duże mieszkanie, ale świeżo wyremontowane i jest niedaleko mojego klubu koszykarskiego. Chciałem zaoszczędzić na czynszu, bo i tak dużo bule za studia. Chciałem odciążyć ojca i spróbować żyć bez jego pomocy. Kiedy jeszcze miałem kontakt z Ayano, zamierzaliśmy zamieszkać razem właśnie w takim maleństwie. Cóż… cały czas czekam na nią.
- Kurosaki kun…- chciałam mu powiedzieć jak bardzo mu współczuję.
Cały czas ma nadzieje, że ją zobaczy. Ona nie zasługiwała na niego. Był dla niej za dobry.
- Ale nie uwierzysz! Na mojej uczelni jest dziewczyna z I roku strasznie do niej podobna! Nawet Kika nie jest tak podobna do swojej bliźniaczki jak ona! Pewnie powiesz, że za bardzo tęsknię za Ayano, dlatego tak mi się wydaje.
            To powoli zaczynało robić się chore. Spuściłam głowę i wpatrywałam się w moją pustą filiżankę po kawie. Ten sposób, w jaki on mówi o Fukumase… Stracił zupełny kontakt jakiś czas temu, nie wspominając, ze nie widzieli się od 4 lat, a on nadal jest w niej śmiertelnie zakochany. Non stop coś o niej mówi, albo cytuje jej listy. Myślałam, że kiedy ich kontakt się urwie, przestanie o niej tak często myśleć, a może nawet zupełnie o niej zapomni. Cały czas próbuję mu delikatnie powiedzieć, że być może Ayano nic nie czuje do niego, albo może kogoś sobie znalazła, ale on jakby miał klapki na oczach. Powtarzałam, żeby przemyślał to sobie, bo kiedy się w końcu „obudzi” może się na niej zawieść. Miałam nadzieje, że da szanse mi… On nie widzi ile on dla mnie znaczy.
- Rzeczywiście- odrzekłam smutno- Wydaje mi się, że masz na jej punkcie sporą obsesje.- odrzekłam starając się zachować twarz.
            Bolało, bardzo bolało. Przez cały czas w liceum musiałam przyglądać się jak czarnowłosa zdobywa serce Kurosakiego, jak ze sobą chodzą, słodko przekomarzają, przytulają, całują…! Nawet jeśli jej tu nie ma, nadal jest jej pełno przy nim! Tak bardzo się starałam zaistnieć w jego oczach, w czym jestem gorsza od niej?!
            Gorąca łza spłynęła mi po policzku. Szybko ja otarłam. Cały czas siedzieliśmy w ciszy. Pomarańczowowłosego zamurowało.
- Przepraszam- odrzekł, gdy w końcu udało mu się przełknąć moja wypowiedz.- Za dużo o nie mówię. Po prostu ją kocha…
- Dość!
            Maska upadla…
- Nie mogę tego słuchać! Czy ty nie widzisz, że ona nie interesuje się już tobą, tak jak ty nią?!
- Nie możesz tego stwierdzić. Może nie ma czasu odpisać, lub po prostu nie może.
- Przez 2 lata?!
            Ichigo chciał coś powiedzieć, ale chyba zrozumiał, co starałam się mu przekazać, i że to jest prawda.
- Martwię się o ciebie Kurosaki kun, jesteś mi bardzo bliski i nie mogę patrzeć jak czekasz na nią, kiedy ona bez wyrzutów łamie ci serce. Nie widzisz tego, być może nawet nie chcesz, ale wystarczy, że ja to widzę. Proszę zapomnij o niej.
            Chyba powiedziałam za dużo, ponieważ twarz chłopaka wyraźnie wskazywała na to, że jest oszołomiony. Nie mogłam czekać w napięciu na jego reakcje. Po prostu wyszłam. I nawet nie wysilił się, by spróbować mnie zatrzymać. Siedział, w tej samej pozie, co przed chwilą. Kolejny raz poczułam w piesi ból. Przeszłam szybko chodnikiem w stronę domu.
            Zawsze przy nim byłam. Radziłam słowem i pomagałam. Wspierałam go zawsze najmocniej ze wszystkich. Więc czemu zawsze musze żyć w jej cieniu?

            Niebo pokryły czarne chmury, a po chwili rozpadał się deszcz. Nie miałam parasolki. To miał być wspaniały dzień… Mokra, cała roztrzęsiona po płaczu wróciłam do domu.

Ichigo: „Zapomnieć” piątek, 18:41

-Proszę zapomnij o niej.
            Te słowa uderzyły we mnie mocniej niż przy spotkaniu z najsilniejszym arrancarem.
„Czy ty nie widzisz, że ona nie interesuje się już tobą, tak jak ty nią?!”
            Ona po prostu nie rozumiała. Znam Ayano, gdyby chciała ze mną zerwać, po prostu by mi to napisała, nie bawiłaby się w „domyśl się, że już ze mną nie jesteś”. Nie jesteśmy już dziećmi. Za 3 miesiące kończę 21 lat. A ja wiedziałem, że coś jest nie tak. Nadal czuje więź z czarnowłosa i nie mogę o niej zapomnieć. Rozumiem Inoue, martwiła się o mnie- nawet sam zaczynam się o siebie martwić- zbyt długo czekam na nasze spotkanie i może zdarza mi się robić dziwne rzeczy jak np. to, gdy sprawdzałem dowód osobisty Ikkansan, albo gdy poszedłem do mieszkania Fukumase by się upewnić. To było na prawdę… dziwne… Chociaż nadal mam wrażenie, że I-roczna to Ayano. Tu nie chodzi nawet o wygląd. Ta aura, kiedy zjawia się kolo mnie, jak na mnie patrzy, kiedy mijamy się na korytarzu czy przy bufecie… Tak… jakby mnie znała i za coś winiła… Pewnie tylko tak mi się wydaje… A może…? Nie… Sam nie wiem…
            Kątem oka zauważyłem, ze rudowłosa wstaje. Miała niewyraźną minę, jakby zbierało jej się na płacz. Zrobiło mi się głupio, nienawidziłem patrzeć jak dziewczyna płacze. Czułem się wtedy niemęsko.
            Chciałem jej coś powiedzieć, ale kiedy się ocknąłem, dziewczyna była już przy wyjściu. Byłem tak kompletnie pogrążony w jej słowach, że nawet nie zdałem się na to by ją zatrzymać. Złapałem się za głowę. Zbyt dużo myśli!
- Niech się pan nie zadręcza. Kobiety czasami tak mają- rzekła kelnerka podając mi rachunek- Nikt ich nie zrozumie.
            I właśnie po tym zdaniu zacząłem wątpić w swoje przekonania. A co, jeśli Inoue miała racje? Już od dawna nie było mnie przy Ayano, a tam mogli być tacy jak Kira.
            Przypomniał mi się incydent w barakach V oddziału, kiedy to chory porucznik pocałował moją dziewczynę. Oczywiście już dawno to sobie wyjaśniliśmy, a Izuru dostał w dziób ode mnie, ale jeśli jakiś mężczyzna podobnym sposobem się do niej zbliżył? Dziewczyna zapewne nie widziałaby, co zrobić. Ale czy trzymałaby mnie tu w niepewności podczas, gdy z innym…
            NIE! NIE! N I E ! N – I – E - !, powiedziałem myślom.
Zapłaciłem za nasze zamówienie i wyszedłem. Na dworze lał deszcz. Nienawidziłem deszczu ze względu na wspomnienie o matce. Założyłem kaptur na głowę i poszedłem w swoja stronę. Za godzinę będę mieć praktyki samochodowe. Mam nadzieje, że będę mieć jasny umysł i nie rozjadę nikogo przypadkiem. Ta wizja wcale mi się nie uśmiechała...

Gin: „Seksowna pielęgniarka” sobota, 18:57

            Uśmiechałem się do siebie. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ udało mi się zgiąć dwa palce prawej dłoni. To był wyraźny postęp, który zawdzięczałem przede wszystkim mojej opiekunce i jej zabiegom. To ona kazała mi codziennie ćwiczyć moją niezdolną do pracy rękę. Wiele jej zawdzięczałem, zajęła się mną po walce z Aizenem. Jako jedyna w dodatku. Dla reszty jestem tylko wygnańcem. Nie myślałem, że po tym jak zdradziłem Soul Society, coś będzie mnie jeszcze z nią łączyło. Byłem pewny, że przy pierwszej lepszej okazji dostane od niej w twarz. Nie, źle. Tak naprawdę nic mnie z nią nie wiąże. To co dla mnie zrobiła jest tylko próbą odwdzięczenia się za to, że uratowałem ją i poświeciłem własne Zanpakuto oraz ramię, by chronić jej siostrę. Jedyne, co do mnie czuje to wdzięczność. Na pewno tak jest. Znałem Kikę od dość dawna i wiem, że nie lubi być komuś dłużna.
            Usłyszałem jak ktoś otwiera kluczem zamek, a zaraz potem wchodzi do mojego mieszkania. O wilku mowa. Codziennie tu zaglądała, więc to mogłaby być tylko ona. I tak jak myślałem to właśnie ją ujrzałam niedługo w salonie, w którym aktualnie przebywałem.
- Ubierz się- rzuciła, widząc, że wsunąłem jedynie jeansy, które i tak były niedokładnie nałożone. Gdybym teraz wstał prawdopodobnie zsunęłyby mi się z bioder i pozostałbym jedynie w bieliźnie.
- Mi to nie przeszkadza.- odparłem rozkładając się wygodnie na kanapie prezentując moje ciało w jeszcze  lepszej pozie.
            Oblała się szarłatem i odwróciła wzrok. Wiedziałem, że taki widok ją krępuje. Ale skoro nic z tego nie będzie, mogę się odrobinę dłużej pobawić z jej nieśmiałości.
- Skoro i tak jesteś w negliżu to może pójdziesz wziąć prysznic, a ja w tym czasie zrobię coś na obiad?- spytała zdejmując sweterek. Czyżby zrobiło jej się gorąco na mój widok? Gdy to zrobiła dopiero zauważyłem, że jest jakoś inaczej ubrana.- No co?- spytała, widząc, że się jej  przyglądam- Mówiłam ci przecież o mojej pracy- dodała.
            Zachichotałem. Jej coraz wiesze zażenowanie sprawiało, że czułem dominacje. Ale trudno się nie przyglądać sporo ma się tu kobietę ubrana w strój pielęgniarki. I to dość wyzywający. Biała, obcisła koszula- oj chyba widzę prześwitujący, koronkowy stanik- krótka, prosta spódnica tego samego koloru i zapewne białe pończochy znając jej zboczenie.
- Mówiłaś, ale nigdy nie widziałem cię w praktyce. Jak nie chcesz, żebym się patrzył, to zdejmij to z sobie.
            I tym zdaniem spowodowałem jeszcze większe zaczerwienienie na jej twarzy. Cóż, nie chciałem, żeby to miało taki wydźwięk, ale skoro tak…
- Czekaj, skocze tylko po popcorn i możesz zaczynać.- dodałem, idąc dalej tym torem śmiejąc się pod nosem. - Jeśli nie chcesz się czuć samotna mogę się przyłączyć. Wiele mi nie pozostało.
- Obejdzie się!- rzekła przyjmując bojowe nastawienie.
- Coś czuje, że miałabyś w tym doświadczenie. Tyle razy mnie już rozbierałaś.
- Pomagałam ci tylko zdjąć koszule!
- Dzisiaj też ci mogę pomóc coś zdjąć- pokazałem jej moją nową umiejętność.
            Oczywiście bardziej zwróciła uwagę na nią niż na moja niezwykłą wypowiedź, bo zaraz przysiadła obok, nachylając się w taki sposób, że miałem idealny widok na jej rozpiętą do drugiego guzika bluzkę.
- A potem twoja siostra osądza mnie o molestowanie- mruknąłem. Oh, jak ona czasem nie świadomie mnie prowokuje. No nic, muszę wytrzymać.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz