Orihime: „Zawsze w jej cieniu”
piątek, 11:23
Dzisiejszy
dzień zapowiadał się wspaniale. Już z samego rana czułam się niezwykle
szczęśliwa i pełna energii. Może to z powodu, że dzisiaj wieczorem miałam się
spotkać z Kurosakim? Kto wie. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie w lustrze.
- Tego dnia musi mi się udać zrobić na nim dobre wrażenie!-
rzekłam do siebie, starając się idealnie pomalować rzęsy tuszem. Jeszcze tylko
malinowy błyszczyk i gotowe!
Wzięłam
torebkę i uprzednio zamykając mieszkanie, wyszłam do pracy. Dorabiałam w
sklepie z zabawkami trzy przecznice dalej. Kochałam dzieci, a tam dzieciaków
roiło się non stop. Były jak wesołe, małe mróweczki krzątające się po całym
sklepie w poszukiwaniu ukochanej zabawki. Było jeszcze coś, za co kochałam te
prace. Śliczny fartuszek z uśmiechniętym słoneczkiem i plakietka z moim
nazwiskiem :3 Jak zawsze w soboty miałam prowadzić zajęcia plastyczne w „Kąciku
zabaw” i szczerze nie mogłam się ich doczekać. Te wszystkie urocze rysunki
brzdąców są niezwykłe, pomyślałam przeglądając prace z poprzedniego tygodnia i
przyklejając je na ściany.
Wykładając
kredki i kartki na małe stoliki dostrzegłam małego chłopca stojącego przy
stoisku z samochodzikami. Rozglądał się za czymś z strachem w oczach i byłam
pewna, że zgubił rodzica. Tak jak pomyślałam, chłopiec rozpłakał się i wołał
mamę.
- Co się stało?- podeszłam do niego i kucnęłam obok.-
Zgubiłeś się?
Dziecko
przestało na chwilę ronić łzy i spojrzało na mnie dużymi, brązowymi oczami.
Przez chwile wpatrywał się we mnie, a potem z małym przerażeniem kiwnęło główką.
- Na pewno zaraz się znajdzie. Proszę- wyciągnęłam z kieszeni
lizaka i wręczyłam go mu.- Pójdziesz ze mną jej poszukać?
Dłoń, którą
wyciągnęłam ku niemu chwycił bez zastanowienia. Zaczęliśmy więc szukać
zmartwionej mamy. Im więcej czasu mijało, tym bardziej chłopiec zaczął się bać.
Pokazywałam mu różne pluszami i klocki, żeby odwrócić jego uwagę. W końcu
rodzice małej zguby zgłosili się do kasy. Oboje bardzo ucieszyli się, że ich
synek jest cały i zdrowy.
- Dziękuję, oneesan- odrzekł chłopiec.
- Proszę bardzo. Następnym razem nie odłączaj się od
rodziców, dobrze?- i pomachałam mu na pożegnanie.
- Ty na prawdę masz smykałkę do dzieci- rzekła koleżanka zza
lady, która przyglądała się całemu zdarzeniu.
Milo było
to słyszeć. Zamierzałam zostać przedszkolanką, albo uczyć w podstawówce, więc
słowa lub pochwały, że się do tego jak najbardziej nadaje dodawały mi
motywacji. Powróciłam do dzieciaków z „Kącika zabaw”.
- Bardzo dobrze, a teraz pokażcie mi, co narysowaliście.- rzekłam
do nich.- Keikochan, ten piesek jest śliczny!
Piec minut
przed końcem dzisiejszej zmiany w sklepie zjawił się Kurosaki.
- A wiec tutaj pracujesz- odrzekł rozglądając się po
pomieszczeniu.
- To twój chłopak Inoue san?- zaczepiła mnie właścicielka.
- A? Inoue oneesan ma chłopaka!- zaśmiały się dzieci.
- Iie! T o nie tak…- zarumieniłam się
- Dobrze, dobrze. Idź już, daruje ci te 5 minut.- rzekła
starsza pani.
- Arigato- i skłoniłam się jej na wyjście- Etto…
Kierowniczka zawsze wypytuje o mojego chłopaka- rzekłam do Kurosakiego,
chcąc wytłumaczyć mu wcześniejszą sytuacje- Ostatnim razem przyszedł tu Ishida
kun i wiesz…
Starałam
się jak najszybciej ukryć dowody mojego zażenowania, ale pomaranczowowłosy tak
uroczo się uśmiechnął, ze nie dałam rady powstrzymać kolejnego rumieńca.
Zaszliśmy do mojej ulubionej kafejki. Zawsze panowała tu mila atmosfera, a
wnętrze było urządzone w najnowszym stylu. Zajęliśmy wolny stolik w kacie.
- Poproszę latte i szarlotkę- rzekłam, kiedy kelnerka
podeszła, by przyjąć zamówienie.
- To samo- odrzekł mój towarzysz.
Gdy
uprzejma pani odeszła kolo nas zapadła niezręczna cisza. Słychać było tylko
nastrojowa muzykę. Przyjrzałam się Ichigo, który utkwił wzrok za oknem.
Widocznie czym się przejmował, widać było to po jego ściągniętych brwiach. Po
chwili otrzymaliśmy nasze zamówienia.
- Dziaa, dostałeś już wyniki, prawda?- spytałam pierwsza
zaczynając dyskusje. Oderwał wzrok od szyby.
- Taa, jakieś 5 dni temu. 97%
- Sugoii, Kurosaki kun! Zawsze dobrze się uczyłeś!
- A co z tobą?
- Etto… nie jest to zaskakujący wynik, ale 79%
- Brawo.
I tak
zaczęła się kleić rozmowa. To o wykładach i profesorach, to o pracy, to o życiu
na własną rękę itp.- jak to studenci.
- Przeprowadzam się w następnym tygodniu- oświadczył.
- Gdzieś blisko?
- To niezbyt duże mieszkanie, ale świeżo wyremontowane i
jest niedaleko mojego klubu koszykarskiego. Chciałem zaoszczędzić na czynszu,
bo i tak dużo bule za studia. Chciałem odciążyć ojca i spróbować żyć bez jego
pomocy. Kiedy jeszcze miałem kontakt z Ayano, zamierzaliśmy zamieszkać razem
właśnie w takim maleństwie. Cóż… cały czas czekam na nią.
- Kurosaki kun…- chciałam mu powiedzieć jak bardzo mu
współczuję.
Cały czas ma nadzieje, że ją
zobaczy. Ona nie zasługiwała na niego. Był dla niej za dobry.
- Ale nie uwierzysz! Na mojej uczelni jest dziewczyna z I
roku strasznie do niej podobna! Nawet Kika nie jest tak podobna do swojej bliźniaczki
jak ona! Pewnie powiesz, że za bardzo tęsknię za Ayano, dlatego tak mi się
wydaje.
To powoli zaczynało
robić się chore. Spuściłam głowę i wpatrywałam się w moją pustą filiżankę po
kawie. Ten sposób, w jaki on mówi o Fukumase… Stracił zupełny kontakt jakiś
czas temu, nie wspominając, ze nie widzieli się od 4 lat, a on nadal jest w
niej śmiertelnie zakochany. Non stop coś o niej mówi, albo cytuje jej listy.
Myślałam, że kiedy ich kontakt się urwie, przestanie o niej tak często myśleć,
a może nawet zupełnie o niej zapomni. Cały czas próbuję mu delikatnie powiedzieć,
że być może Ayano nic nie czuje do niego, albo może kogoś sobie znalazła, ale
on jakby miał klapki na oczach. Powtarzałam, żeby przemyślał to sobie, bo kiedy
się w końcu „obudzi” może się na niej zawieść. Miałam nadzieje, że da szanse
mi… On nie widzi ile on dla mnie znaczy.
- Rzeczywiście- odrzekłam smutno- Wydaje mi się, że masz na
jej punkcie sporą obsesje.- odrzekłam starając się zachować twarz.
Bolało,
bardzo bolało. Przez cały czas w liceum musiałam przyglądać się jak czarnowłosa
zdobywa serce Kurosakiego, jak ze sobą chodzą, słodko przekomarzają, przytulają,
całują…! Nawet jeśli jej tu nie ma, nadal jest jej pełno przy nim! Tak bardzo
się starałam zaistnieć w jego oczach, w czym jestem gorsza od niej?!
Gorąca łza
spłynęła mi po policzku. Szybko ja otarłam. Cały czas siedzieliśmy w ciszy.
Pomarańczowowłosego zamurowało.
- Przepraszam- odrzekł, gdy w końcu udało mu się przełknąć
moja wypowiedz.- Za dużo o nie mówię. Po prostu ją kocha…
- Dość!
Maska
upadla…
- Nie mogę tego słuchać! Czy ty nie widzisz, że ona nie interesuje
się już tobą, tak jak ty nią?!
- Nie możesz tego stwierdzić. Może nie ma czasu odpisać, lub
po prostu nie może.
- Przez 2 lata?!
Ichigo
chciał coś powiedzieć, ale chyba zrozumiał, co starałam się mu przekazać, i że
to jest prawda.
- Martwię się o ciebie Kurosaki kun, jesteś mi bardzo bliski
i nie mogę patrzeć jak czekasz na nią, kiedy ona bez wyrzutów łamie ci serce.
Nie widzisz tego, być może nawet nie chcesz, ale wystarczy, że ja to widzę.
Proszę zapomnij o niej.
Chyba
powiedziałam za dużo, ponieważ twarz chłopaka wyraźnie wskazywała na to, że jest
oszołomiony. Nie mogłam czekać w napięciu na jego reakcje. Po prostu wyszłam. I
nawet nie wysilił się, by spróbować mnie zatrzymać. Siedział, w tej samej
pozie, co przed chwilą. Kolejny raz poczułam w piesi ból. Przeszłam szybko
chodnikiem w stronę domu.
Zawsze przy
nim byłam. Radziłam słowem i pomagałam. Wspierałam go zawsze najmocniej ze
wszystkich. Więc czemu zawsze musze żyć w jej cieniu?
Niebo
pokryły czarne chmury, a po chwili rozpadał się deszcz. Nie miałam parasolki.
To miał być wspaniały dzień… Mokra, cała roztrzęsiona po płaczu wróciłam do
domu.
Ichigo: „Zapomnieć” piątek, 18:41
-Proszę zapomnij o niej.
Te słowa
uderzyły we mnie mocniej niż przy spotkaniu z najsilniejszym arrancarem.
„Czy ty nie widzisz, że
ona nie interesuje się już tobą, tak jak ty nią?!”
Ona po
prostu nie rozumiała. Znam Ayano, gdyby chciała ze mną zerwać, po prostu by mi
to napisała, nie bawiłaby się w „domyśl się, że już ze mną nie jesteś”. Nie
jesteśmy już dziećmi. Za 3 miesiące kończę 21 lat. A ja wiedziałem, że coś jest
nie tak. Nadal czuje więź z czarnowłosa i nie mogę o niej zapomnieć. Rozumiem
Inoue, martwiła się o mnie- nawet sam zaczynam się o siebie martwić- zbyt długo
czekam na nasze spotkanie i może zdarza mi się robić dziwne rzeczy jak np. to,
gdy sprawdzałem dowód osobisty Ikkansan, albo gdy poszedłem do mieszkania
Fukumase by się upewnić. To było na prawdę… dziwne… Chociaż nadal mam wrażenie,
że I-roczna to Ayano. Tu nie chodzi nawet o wygląd. Ta aura, kiedy zjawia się kolo
mnie, jak na mnie patrzy, kiedy mijamy się na korytarzu czy przy bufecie… Tak…
jakby mnie znała i za coś winiła… Pewnie tylko tak mi się wydaje… A może…? Nie…
Sam nie wiem…
Kątem oka
zauważyłem, ze rudowłosa wstaje. Miała niewyraźną minę, jakby zbierało jej się
na płacz. Zrobiło mi się głupio, nienawidziłem patrzeć jak dziewczyna płacze.
Czułem się wtedy niemęsko.
Chciałem
jej coś powiedzieć, ale kiedy się ocknąłem, dziewczyna była już przy wyjściu.
Byłem tak kompletnie pogrążony w jej słowach, że nawet nie zdałem się na to by
ją zatrzymać. Złapałem się za głowę. Zbyt dużo myśli!
- Niech się pan nie zadręcza. Kobiety czasami tak mają-
rzekła kelnerka podając mi rachunek- Nikt ich nie zrozumie.
I właśnie
po tym zdaniu zacząłem wątpić w swoje przekonania. A co, jeśli Inoue miała
racje? Już od dawna nie było mnie przy Ayano, a tam mogli być tacy jak Kira.
Przypomniał
mi się incydent w barakach V oddziału, kiedy to chory porucznik pocałował moją
dziewczynę. Oczywiście już dawno to sobie wyjaśniliśmy, a Izuru dostał w dziób
ode mnie, ale jeśli jakiś mężczyzna podobnym sposobem się do niej zbliżył?
Dziewczyna zapewne nie widziałaby, co zrobić. Ale czy trzymałaby mnie tu w
niepewności podczas, gdy z innym…
NIE! NIE! N
I E ! N – I – E - !, powiedziałem myślom.
Zapłaciłem za nasze zamówienie i wyszedłem. Na dworze lał deszcz.
Nienawidziłem deszczu ze względu na wspomnienie o matce. Założyłem kaptur na
głowę i poszedłem w swoja stronę. Za godzinę będę mieć praktyki samochodowe.
Mam nadzieje, że będę mieć jasny umysł i nie rozjadę nikogo przypadkiem. Ta wizja wcale mi się nie uśmiechała...
Gin: „Seksowna pielęgniarka” sobota,
18:57
Uśmiechałem
się do siebie. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ udało mi się zgiąć dwa palce
prawej dłoni. To był wyraźny postęp, który zawdzięczałem przede wszystkim mojej
opiekunce i jej zabiegom. To ona kazała mi codziennie ćwiczyć moją niezdolną do
pracy rękę. Wiele jej zawdzięczałem, zajęła się mną po walce z Aizenem. Jako
jedyna w dodatku. Dla reszty jestem tylko wygnańcem. Nie myślałem, że po tym jak
zdradziłem Soul Society, coś będzie mnie jeszcze z nią łączyło. Byłem pewny, że
przy pierwszej lepszej okazji dostane od niej w twarz. Nie, źle. Tak naprawdę
nic mnie z nią nie wiąże. To co dla mnie zrobiła jest tylko próbą odwdzięczenia
się za to, że uratowałem ją i poświeciłem własne Zanpakuto oraz ramię, by
chronić jej siostrę. Jedyne, co do mnie czuje to wdzięczność. Na pewno tak
jest. Znałem Kikę od dość dawna i wiem, że nie lubi być komuś dłużna.
Usłyszałem
jak ktoś otwiera kluczem zamek, a zaraz potem wchodzi do mojego mieszkania. O
wilku mowa. Codziennie tu zaglądała, więc to mogłaby być tylko ona. I tak jak
myślałem to właśnie ją ujrzałam niedługo w salonie, w którym aktualnie
przebywałem.
- Ubierz się- rzuciła, widząc, że wsunąłem jedynie jeansy,
które i tak były niedokładnie nałożone. Gdybym teraz wstał prawdopodobnie
zsunęłyby mi się z bioder i pozostałbym jedynie w bieliźnie.
- Mi to nie przeszkadza.- odparłem rozkładając się wygodnie na
kanapie prezentując moje ciało w jeszcze lepszej pozie.
Oblała się
szarłatem i odwróciła wzrok. Wiedziałem, że taki widok ją krępuje. Ale skoro
nic z tego nie będzie, mogę się odrobinę dłużej pobawić z jej nieśmiałości.
- Skoro i tak jesteś w negliżu to może pójdziesz wziąć prysznic,
a ja w tym czasie zrobię coś na obiad?- spytała zdejmując sweterek. Czyżby zrobiło
jej się gorąco na mój widok? Gdy to zrobiła dopiero zauważyłem, że jest jakoś
inaczej ubrana.- No co?- spytała, widząc, że się jej przyglądam- Mówiłam ci przecież o mojej
pracy- dodała.
Zachichotałem.
Jej coraz wiesze zażenowanie sprawiało, że czułem dominacje. Ale trudno się nie
przyglądać sporo ma się tu kobietę ubrana w strój pielęgniarki. I to dość
wyzywający. Biała, obcisła koszula- oj chyba widzę prześwitujący, koronkowy stanik-
krótka, prosta spódnica tego samego koloru i zapewne białe pończochy znając jej
zboczenie.
- Mówiłaś, ale nigdy nie widziałem cię w praktyce. Jak nie
chcesz, żebym się patrzył, to zdejmij to z sobie.
I tym zdaniem
spowodowałem jeszcze większe zaczerwienienie na jej twarzy. Cóż, nie chciałem,
żeby to miało taki wydźwięk, ale skoro tak…
- Czekaj, skocze tylko po popcorn i możesz zaczynać.-
dodałem, idąc dalej tym torem śmiejąc się pod nosem. - Jeśli nie chcesz się
czuć samotna mogę się przyłączyć. Wiele mi nie pozostało.
- Obejdzie się!- rzekła przyjmując bojowe nastawienie.
- Coś czuje, że miałabyś w tym doświadczenie. Tyle razy mnie
już rozbierałaś.
- Pomagałam ci tylko zdjąć koszule!
- Dzisiaj też ci mogę pomóc coś zdjąć- pokazałem jej moją nową
umiejętność.
Oczywiście
bardziej zwróciła uwagę na nią niż na moja niezwykłą wypowiedź, bo zaraz
przysiadła obok, nachylając się w taki sposób, że miałem idealny widok na jej
rozpiętą do drugiego guzika bluzkę.
- A potem twoja siostra osądza mnie o molestowanie-
mruknąłem. Oh, jak ona czasem nie świadomie mnie prowokuje. No nic, muszę wytrzymać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz