Ichigo: „Dziwne uczucie”, 23:52
Kolejne
wezwanie tego dnia. Co jest do cholery?! pomyślałem.
Szybko
wszedłem z powrotem w swoje ciało i skierowałem się w stronę drzwi. Na
szczęście nikt nie zauważył, że wychodziłem. Odetchnąłem z ulgą i już miałem
zamiar poszukać Onaye i Yuujiego, kiedy po raz kolejny zadzwonił telefon.
- Pilne! Spotkanie w Soul Society jutro o 8:00!- usłyszałem
głos Rukii, gdy odebrałem- Musisz przyjść. Ponoć przydzielą ci misję do
wykonania.
- Rozumiem.
Spojrzałem
na zegarek. Wskazywał, że północ wybije za 7 minut. Nie było mnie z 20 minut
- Szlag, ostro się spóźniam.- pognałem
Gdy odnalazłem czarnowłosą i
mojego kumpla, pierwszoroczni kończyli czwarte zadanie, które polegało na
odebraniu swojej parze kawałek owoca z ust bez pomocy rąk. A że Yuuji chwilowo
mnie zastępował, zostałem ich przy takiej właśnie krępującej sytuacji. Coś
mocno ukuło mnie w pierś. Mimo iż moja głowa wiedziała, że to nie Ayano, serce
płakało na widok jej sobowtóra z innym facetem. Wcale nie zwracali na mnie
uwagi. No pięknie! Jestem powietrzem!
Ostro podirytowany podszedłem
bliżej i zobaczyłem, że jego ręka była stanowczo za nisko. Jeszcze chwila a ich
usta zetknęłyby się. Musiałem interweniować.
- Ekchem!
Na dźwięk
mojego głosu oboje podskoczyli i natychmiast się wyprostowali. Dziewczyna
wyglądała na mocno speszoną.
- Kurosaki senpai! Spóźniłeś się!- rzekła.
- Ale w sumie to dobrze- puścił oczko do dziewczyny
Aż boję się
spytać, co było trzecim zadaniem...
- Dzięki Yuuji za zajęcie mojego miejsca, ale już sobie
poradzę.
- No spoko- odrzekł chłopak- Jeśli chcesz się ze mną
zamienić… Ale truskawka jest tylko jedna. A myślę, że nie chcesz trzymać to, co
przed chwilą miałem w ustach?- uśmiechnął się szyderczo.- No chyba, że sam
chcesz mi ją odebrać.- i oblizał wyzywająco górną wargę.
Przeszły
mnie dreszcze i aż zamrugałem z niedowierzaniem.
- Nie te preferencje, kolego. No dalej… zróbcie to
wreszcie, a nie gapicie się na mnie.
W jednej
chwili oderwali wzrok od mojej osoby i dokończyli zadanie. A ja modliłem się,
żeby jej delikatne usta nawet choć odrobinkę nie musnęły jego. Poszło im w
miarę sprawnie, mimo że Yuuji za każdym razem, gdy przybliżali się wybuchał
śmiechem lub posyłał dziewczynie zaczepne spojrzenia, po których musiałem ją
prawie reanimować. - Masz świetnie wyćwiczone usta Onaya chan.- usłyszałem jego
komentarz, gdy było już po sprawie.- Ciekawe jak z języczkiem.
Dziewczyna
prawie zakrztusiła się truskawką, którą „zdobyła” i kończyła jeść. Odsunęła się
nieśmiało od blondyna. Przysięgam, że niedługo walne tego gnojka.
- Ekchem, ekchem.- głośno odkaszlnąłem, by dać znać, że
nadal tu jestem.
Nadal z
wkurzającym uśmiechem na mordzie ponownie nas skuł.
- Może dasz mi swój numer, coooo?- ciągnął dalej.
Ale zanim
cokolwiek odpowiedziała, chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem w tłum.
- Lepiej się z nim nie zadawaj.- burknąłem.
Czyżbym
przed chwilą poczuł się zazdrosny? Niemożliwe…
- Niby czemu?- spytała.- Wydawał się całkiem miły. Choć
trochę jak… jak…
- Playboy.
- Nie, nie to miałam na myśli.
- Ale to prawda. – skłamałem. Musiałem usunąć rywala.-
Zatańczysz?
Nie
zaczekałem na odpowiedź. Obróciłem ją i położyłem rękę nisko na jej tali. Przez
chwilę miałem wrażenie, że mi się wyrwie. W sumie… mogła mieć chłopaka, a ja
odważnie posunąłem się do takiego czynu. Ale po chwili mięśnie dziewczyny
rozluźniły się i wspólnie bujaliśmy się w rytm piosenki. Była słabo zbudowana,
miałem wrażenie że w moich ramionach cała się zgubi. Czułem delikatny zapach
jej szamponu do włosów zmieszany lekko z wonią świeżych bułeczek i
brzoskwiniowego balsamu. To było dla mnie kojące i dziwnie znajome.
- Masz kogoś?- spytałem choć zdziwiłem się, że
wypowiedziałem te pytanie na głos. Ale i tak to dręczyło mnie od dłuższego
czasu. Onaya przez chwile nie odpowiadała.
- Miałam.- odrzekła
- Rozeszliście się?
- Taaak, jakiś czas temu.
- Mogę spytać czemu?
Zastanawiała
się chyba, czy może mi o tym powiedzieć.
- Nie widzieliśmy się od bardzo dawna, a kiedy w końcu udało
mi się tu przyjechać, zastałam go z inną.
- Przykro mi…- po tonie jej głosu poczułem, że jednak nie
powinienem był o to pytać.
Przez
moment jej usta zadrżały, jakby chciała coś dopowiedzieć, ale w ostatniej
chwili powstrzymała się.
- To był pewnie straszny debil.- dorzuciłem, by rozluźnić ją
trochę.
Zaśmiała
się. Pierwszy raz widziałem, jak się śmieje. Wyglądała niezwykle uroczo.
- Trafiłeś w sedno sprawy.- odrzekła, gdy się uspokoiła i
otarła łezki z kącików oczu i uśmiechnęła się pogodnie.- Demo… Chyba nadal go
kocham…- dodała ciszej.
- Więc życzę ci, żeby ten idiota przejrzał na oczy, bo wiele
traci będąc z tamtą laską, a nie z tobą.
- Dzięki Kurosaki- przytuliła się do mnie, kryjąc kolejne
wielkie rozbawienie.
Moje słowa
były aż tak śmieszne? Czy po prostu ucieszyła się z nich?
Kolejne
uczucie zazdrości ukuło mnie w serce. Ona przyjechała tu specjalnie dla
chłopaka. Miała odwagę przyjechać do
nieznanego miasta. Więc czemu ja nie mogłem się i zobaczyć się z Ayano?! Przecież
ukończyła już trening i była na Dworze czystych dusz, mogłem ją odwiedzić…
- A co z tobą Kurosaki senpai?- spytała.
- Dokładnie odwrotna sytuacja.- westchnąłem- Czekam. To już
jakieś 4 lata.- uśmiechnąłem się smutno.
- Niemożliwe, 4 lata?! I nie widziałeś się z nią ani razu w
ciągu tego całego okresu?
- To trochę skomplikowane. Ale utrzymywaliśmy kontakt
poprzez listy, ale później nasza jedyna możliwość rozmowy urwała się.
- Zaraz, naprawdę nie miałeś jak jej odwiedzić? To trochę
dziwne. To jakbyś nie walczył o ten związek.
- Sore wa…- zastanowiłem się. Miała racje. Przed chwilą o
tym samym myślałem i doszedłem do wniosku, że nawet nie próbowałem tego zrobić.
Nie zrobiłem nic by ją ujrzeć. Może to dlatego, że to wszystko tak szybko się
działo? Aizen, jej odejście, egzaminy, studia…
Nie próbuj
się usprawiedliwiać Ichigo, pomyślałem sobie. To właśnie ty dałeś ciała.
- I przez ten cały czas nie miałeś, żadnej na oku?- spytała
z niekrytą ciekawością.
Onaya
precyzyjnie trafiała pytaniami w luki. Przerażało mnie to, jak osoba z boku
może idealnie wymienić mi wszystkie moje niedociągnięcia w tej sprawie, które
chciałem ukryć.
Zamiatanie
kurzu pod dywan nie załatwi sprawy, jak mawiał mój ojciec.
- Nie. Czemu tak dopytujesz? To trochę podejrzane.-
odezwałem się w końcu.
Zmieszała się i na chwilę jakby
straciła wątek.
- Wybacz, po prostu nie mogę uwierzyć czemu mój ex nie mógł
wytrzymać rozłąki, podczas gdy ty…- urwała. - Zaraz! Powiedziałeś „nie”?!!
Na jej twarzy pojawiło
się dziwne zaskoczenie zmieszane z lękiem. Z pewnością ta kobieta była ciekawą
osobą. Nigdy nie wiedziałem, co jej godzi po głowie. W sumie… to samo mogłem
powiedzieć o Ayano. W ich obu było coś z spontaniczności i oryginalności, które
wypełniały mój codzienny, szary świat. ( komentarz Sayuu: No tak, bo bycie Shinigami już
tak ostro przeszło do normalności). Może dlatego ją pokochałem...***
Ayano: „Chora gra”, 0:20
Kretyni!
Pojebusy! Cwele! I ta stuknięta Truskawa! Do cholery, co oni sobie wyobrażają!
Nie chcę być żadną główną atrakcją!
- Puść już mnie!- krzyknęłam.
- Nie drzyj się tak! Przecież próbuję ratować ci dupę!-
chłopak gwałtownie skręcił i wbiegł schodami na górę. Był już trochę zasapany.
- Moja dupa ma się dobrze! Stój! Zatrzymaj się! Sukienka mi się
ściągnęła! Widać mi stanik! @>@- starałam się naciągnąć wolną ręką materiał
na swoje miejsce. Jednak, że zostałam brutalnie przerzucona przez ramię
Kurosakiego, nie miałam zbytnio jak tego dokonać ku uciesze rozpędzonych za nami napaleńców. A wszystko zaczęło się jakieś pół godziny temu...***
- Zaraz! Powiedziałeś „nie”?!!- krzyknęłam.
Wnet do
mojej głowy zaczęły napływać pytania: A co z Inoue? Czemu widziałam ich razem?
Czemu nie odpisywał mi na listy? Kiedy powiedział „jedyna możliwość rozmowy
urwała się” może nie chciał przyznać, że to z jego powodu? No i czemu do
cholery ciągle blisko niego jest Inoue?! Czy on mnie nadal kocha?
Mój
myślotok został przerwany przez doskonale znany mi już głos przewodniczącego.
- Za chwileczkę wybije północ moi kochani! Czas na ostatnią
konkurencje, otóż brzmi ona: „Złap uciekającego Kopciuszka” ! Pewnie nie
zauważyłyście nawet drogie Panie, ale zostałyście pozbawione jednego
pantofelka.
- Eh?- rozległo się po Sali. – Nie mam buta!
Spojrzałam
na swoje stopy. Rzeczywiście ktoś niepostrzeżenie zabrał mi but! Jak to
możliwe? Byłam już tak pijana, że nie poczułam? Do każdej z par podszedł ten
sam senpai w czarnym garniturze, co na początku. Zostaliśmy rozkuci.
Gdy na sali
ponownie zrobiło się cicho, głos przemówił.
- Spośród pantofelków został wybrany tylko jeden!
Nagle
przygasły światła, a jeden reflektor oświetlił środek pomieszczenia. Z podłogi
wysunęła się wysoka kolumna. Na jej szczycie ujrzałam…
- Hej! To mój but!- wymknęło mi się na cały głos.
- O mój Boże… – jęknął Ichigo.
- Gratuluję Ikkan Onaya san.- rzekł przewodniczący.- Zostałaś
tegorocznym Kopciuszkiem. Pozostałe Panie proszę przejść do sali obok.
Reszta
kobiet wyszła, a ja byłam coraz bardziej niepewna. Chyba nic mi się nie stanie,
co?
- Otóż zasady są proste moi Panowie: Schwytać uciekającego
Kopciuszka. Macie czas do godziny 1:00. Jeśli w tym czasie Kopciuszek będzie
wolny, wygrywa. Natomiast szczęśliwy łowca będzie mógł z korzystać z tego, co
Kopciuszek ma do zaoferowania.
Yyyy…
zaraz! Stop! Co to znaczy, do zaoferowania?! To się robi coraz bardziej
niebezpieczne! Jak ja mam uciec od tej bandy…- rozejrzałam się. OMG…!-
napaleńców?!
- Jeszcze jedno. Ze względu na bezpieczeństwo naszej Piękności
wybraliśmy też Dobrą Wróżkę, która ma za zadanie jej pomagać…
Pomarańczowowłosy
zaklął pod nosem. Przyjrzałam się mu.
- … Kurosaki san?
Ah… Wiedział, że to spadnie na niego.
W tej chwili zegar wybił północ.
- Kopciuszku, radzę ci uciekać. Masz 30 sekund zanim do gry
dołączą inni. 30… 29… 28…
Wpadłam w
panikę. Boże, Boże, Boże… ! Zaczęłam biec. Nie wiedziałam gdzie, ale daleko i
przed siebie, utykając trochę bez jednego buta. Pomknęłam szybko korytarzem do
innego pokoju, gdzie bawili się III-roczni.
- O, patrzcie! Kopciuszek!- uśmiechnęli się, gdy tylko mnie
zobaczyli.
- Pomóżcie mi! Proszę! Gdzie mogę się ukryć?
- Radzimy ci pobiec w tamtą stronę.- rzekł jeden pokazując
na drzwi za nim.
Tam więc
pobiegłam. Byłam przerażona.
Twarze tych wszystkich I-
rocznych facetów sprzed chwili… Wszystkim jakby rozum odebrano!
Już byłam przy drzwiach i
sięgnęłam za klamkę, gdy ktoś złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Zaczęłam
wrzeszczeć i wyrywać się. Bez przemiany w Shinigami byłam zwykłą, bezbronną
dziewczyną. Udało mi się jednak zdjąć drugiego buta i poczęłam okładać nim
mojego porywacza.
- Ała kobieto, opanuj się! To ja!- usłyszałam głos Ichigo.
Przerzucił
mnie przez ramie i pobiegł w drugą stronę.
- Kurosaki!- jęknęli III- roczni – Psujesz zabawę...!
Znaleźliśmy się na korytarzu
który był już opanowany przez uczestników gry. Ichigo przez chwilę rozmyślał,
którędy pobiec.
- Pośpiesz się, są tuż za nami...- rzekłam błagalnie.
- Uruse! - pomknął wzdłuż korytarza.
- Tak w ogóle, o czym mówili senpaiowie?
- Głupia, gdybyś pobiegła tam, trafiłabyś w ślepy zaułek i
skończyła jak laska rok temu.
- Niezła mi zabawa- mruknęłam.- A co się stało z tą panną?
Złapali ją i …?
- Po tym co się stało wyprowadziła się z miasta
- Żartujesz?! Z- zgwałcili ją?!
- Mało do tego nie doszło, w tamtym roku wychlali więcej
alkoholu niż w tym.
To się
nie dzieje...
- Puść już mnie!- krzyknęłam.
- Nie drzyj się tak! Przecież
próbuję ratować ci dupę!- chłopak gwałtownie skręcił i wbiegł schodami na górę.
- Szybciej! Są tuż za nami!- ostrzegłam Ichigo.
Chłopak
mruknął niezadowolony. Stanął i odwrócił się przodem do nich.
- Chotto! Czemu się zatrzymałeś?! Nie mów mi, że z nimi
trzymasz!!
- Heh, co ty.- postawił mnie na ziemię- Po prostu
stwierdziłem, że dawno nie dałem nikomu w pizde- zasłonił mnie sobą.
Boję
się go…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz