poniedziałek, 14 października 2013

08.



Ichigo: „Dziwne uczucie”,  23:52

            Kolejne wezwanie tego dnia. Co jest do cholery?! pomyślałem.
            Szybko wszedłem z powrotem w swoje ciało i skierowałem się w stronę drzwi. Na szczęście nikt nie zauważył, że wychodziłem. Odetchnąłem z ulgą i już miałem zamiar poszukać Onaye i Yuujiego, kiedy po raz kolejny zadzwonił telefon.
- Pilne! Spotkanie w Soul Society jutro o 8:00!- usłyszałem głos Rukii, gdy odebrałem- Musisz przyjść. Ponoć przydzielą ci misję do wykonania.
- Rozumiem.
            Spojrzałem na zegarek. Wskazywał, że północ wybije za 7 minut. Nie było mnie z 20 minut
- Szlag, ostro się spóźniam.- pognałem
Gdy odnalazłem czarnowłosą i mojego kumpla, pierwszoroczni kończyli czwarte zadanie, które polegało na odebraniu swojej parze kawałek owoca z ust bez pomocy rąk. A że Yuuji chwilowo mnie zastępował, zostałem ich przy takiej właśnie krępującej sytuacji. Coś mocno ukuło mnie w pierś. Mimo iż moja głowa wiedziała, że to nie Ayano, serce płakało na widok jej sobowtóra z innym facetem. Wcale nie zwracali na mnie uwagi. No pięknie! Jestem powietrzem!
Ostro podirytowany podszedłem bliżej i zobaczyłem, że jego ręka była stanowczo za nisko. Jeszcze chwila a ich usta zetknęłyby się. Musiałem interweniować.
- Ekchem!
            Na dźwięk mojego głosu oboje podskoczyli i natychmiast się wyprostowali. Dziewczyna wyglądała na mocno speszoną.
- Kurosaki senpai! Spóźniłeś się!- rzekła.
- Ale w sumie to dobrze- puścił oczko do dziewczyny
            Aż boję się spytać, co było trzecim zadaniem...
- Dzięki Yuuji za zajęcie mojego miejsca, ale już sobie poradzę.    
- No spoko- odrzekł chłopak- Jeśli chcesz się ze mną zamienić… Ale truskawka jest tylko jedna. A myślę, że nie chcesz trzymać to, co przed chwilą miałem w ustach?- uśmiechnął się szyderczo.- No chyba, że sam chcesz mi ją odebrać.- i oblizał wyzywająco górną wargę.
            Przeszły mnie dreszcze i aż zamrugałem z niedowierzaniem.
- Nie te preferencje, kolego. No dalej… zróbcie to wreszcie, a nie gapicie się na mnie.
            W jednej chwili oderwali wzrok od mojej osoby i dokończyli zadanie. A ja modliłem się, żeby jej delikatne usta nawet choć odrobinkę nie musnęły jego. Poszło im w miarę sprawnie, mimo że Yuuji za każdym razem, gdy przybliżali się wybuchał śmiechem lub posyłał dziewczynie zaczepne spojrzenia, po których musiałem ją prawie reanimować. - Masz świetnie wyćwiczone usta Onaya chan.- usłyszałem jego komentarz, gdy było już po sprawie.- Ciekawe jak z języczkiem.
            Dziewczyna prawie zakrztusiła się truskawką, którą „zdobyła” i kończyła jeść. Odsunęła się nieśmiało od blondyna. Przysięgam, że niedługo walne tego gnojka.
- Ekchem, ekchem.- głośno odkaszlnąłem, by dać znać, że nadal tu jestem.
            Nadal z wkurzającym uśmiechem na mordzie ponownie nas skuł.
- Może dasz mi swój numer, coooo?- ciągnął dalej.
            Ale zanim cokolwiek odpowiedziała, chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem w tłum.
- Lepiej się z nim nie zadawaj.- burknąłem.
            Czyżbym przed chwilą poczuł się zazdrosny? Niemożliwe…
- Niby czemu?- spytała.- Wydawał się całkiem miły. Choć trochę jak… jak…
- Playboy.
- Nie, nie to miałam na myśli.
- Ale to prawda. – skłamałem. Musiałem usunąć rywala.- Zatańczysz?
            Nie zaczekałem na odpowiedź. Obróciłem ją i położyłem rękę nisko na jej tali. Przez chwilę miałem wrażenie, że mi się wyrwie. W sumie… mogła mieć chłopaka, a ja odważnie posunąłem się do takiego czynu. Ale po chwili mięśnie dziewczyny rozluźniły się i wspólnie bujaliśmy się w rytm piosenki. Była słabo zbudowana, miałem wrażenie że w moich ramionach cała się zgubi. Czułem delikatny zapach jej szamponu do włosów zmieszany lekko z wonią świeżych bułeczek i brzoskwiniowego balsamu. To było dla mnie kojące i dziwnie znajome.
- Masz kogoś?- spytałem choć zdziwiłem się, że wypowiedziałem te pytanie na głos. Ale i tak to dręczyło mnie od dłuższego czasu. Onaya przez chwile nie odpowiadała.
- Miałam.- odrzekła
- Rozeszliście się?
- Taaak, jakiś czas temu.
- Mogę spytać czemu?
            Zastanawiała się chyba, czy może mi o tym powiedzieć.
- Nie widzieliśmy się od bardzo dawna, a kiedy w końcu udało mi się tu przyjechać, zastałam go z inną.
- Przykro mi…- po tonie jej głosu poczułem, że jednak nie powinienem był o to pytać.
            Przez moment jej usta zadrżały, jakby chciała coś dopowiedzieć, ale w ostatniej chwili powstrzymała się.
- To był pewnie straszny debil.- dorzuciłem, by rozluźnić ją trochę.
            Zaśmiała się. Pierwszy raz widziałem, jak się śmieje. Wyglądała niezwykle uroczo.
- Trafiłeś w sedno sprawy.- odrzekła, gdy się uspokoiła i otarła łezki z kącików oczu i uśmiechnęła się pogodnie.- Demo… Chyba nadal go kocham…- dodała ciszej.
- Więc życzę ci, żeby ten idiota przejrzał na oczy, bo wiele traci będąc z tamtą laską, a nie z tobą.
- Dzięki Kurosaki- przytuliła się do mnie, kryjąc kolejne wielkie rozbawienie.
            Moje słowa były aż tak śmieszne? Czy po prostu ucieszyła się z nich?      
            Kolejne uczucie zazdrości ukuło mnie w serce. Ona przyjechała tu specjalnie dla chłopaka. Miała odwagę przyjechać  do nieznanego miasta. Więc czemu ja nie mogłem się i zobaczyć się z Ayano?! Przecież ukończyła już trening i była na Dworze czystych dusz, mogłem ją odwiedzić…
- A co z tobą Kurosaki senpai?- spytała.
- Dokładnie odwrotna sytuacja.- westchnąłem- Czekam. To już jakieś 4 lata.- uśmiechnąłem się smutno.
- Niemożliwe, 4 lata?! I nie widziałeś się z nią ani razu w ciągu tego całego okresu?
- To trochę skomplikowane. Ale utrzymywaliśmy kontakt poprzez listy, ale później nasza jedyna możliwość rozmowy urwała się.
- Zaraz, naprawdę nie miałeś jak jej odwiedzić? To trochę dziwne. To jakbyś nie walczył o ten związek.
- Sore wa…- zastanowiłem się. Miała racje. Przed chwilą o tym samym myślałem i doszedłem do wniosku, że nawet nie próbowałem tego zrobić. Nie zrobiłem nic by ją ujrzeć. Może to dlatego, że to wszystko tak szybko się działo? Aizen, jej odejście, egzaminy, studia…
            Nie próbuj się usprawiedliwiać Ichigo, pomyślałem sobie. To właśnie ty dałeś ciała.
- I przez ten cały czas nie miałeś, żadnej na oku?- spytała z niekrytą ciekawością.
            Onaya precyzyjnie trafiała pytaniami w luki. Przerażało mnie to, jak osoba z boku może idealnie wymienić mi wszystkie moje niedociągnięcia w tej sprawie, które chciałem ukryć.
            Zamiatanie kurzu pod dywan nie załatwi sprawy, jak mawiał mój ojciec.
- Nie. Czemu tak dopytujesz? To trochę podejrzane.- odezwałem się w końcu.
Zmieszała się i na chwilę jakby straciła wątek.
- Wybacz, po prostu nie mogę uwierzyć czemu mój ex nie mógł wytrzymać rozłąki, podczas gdy ty…- urwała. - Zaraz! Powiedziałeś „nie”?!!
            Na jej twarzy pojawiło się dziwne zaskoczenie zmieszane z lękiem. Z pewnością ta kobieta była ciekawą osobą. Nigdy nie wiedziałem, co jej godzi po głowie. W sumie… to samo mogłem powiedzieć o Ayano. W ich obu było coś z spontaniczności i oryginalności, które wypełniały mój codzienny, szary świat. ( komentarz Sayuu: No tak, bo bycie Shinigami już tak ostro przeszło do normalności). Może dlatego ją pokochałem...
***


Ayano: „Chora gra”, 0:20

            Kretyni! Pojebusy! Cwele! I ta stuknięta Truskawa! Do cholery, co oni sobie wyobrażają! Nie chcę być żadną główną atrakcją!
- Puść już mnie!- krzyknęłam.
- Nie drzyj się tak! Przecież próbuję ratować ci dupę!- chłopak gwałtownie skręcił i wbiegł schodami na górę. Był już trochę zasapany.
- Moja dupa ma się dobrze! Stój! Zatrzymaj się! Sukienka mi się ściągnęła! Widać mi stanik! @>@- starałam się naciągnąć wolną ręką materiał na swoje miejsce. Jednak, że zostałam brutalnie przerzucona przez ramię Kurosakiego, nie miałam zbytnio jak tego dokonać ku uciesze rozpędzonych za nami napaleńców. A wszystko zaczęło się jakieś pół godziny temu...
***


- Zaraz! Powiedziałeś „nie”?!!- krzyknęłam.
            Wnet do mojej głowy zaczęły napływać pytania: A co z Inoue? Czemu widziałam ich razem? Czemu nie odpisywał mi na listy? Kiedy powiedział „jedyna możliwość rozmowy urwała się” może nie chciał przyznać, że to z jego powodu? No i czemu do cholery ciągle blisko niego jest Inoue?! Czy on mnie nadal kocha?
            Mój myślotok został przerwany przez doskonale znany mi już głos przewodniczącego.
- Za chwileczkę wybije północ moi kochani! Czas na ostatnią konkurencje, otóż brzmi ona: „Złap uciekającego Kopciuszka” ! Pewnie nie zauważyłyście nawet drogie Panie, ale zostałyście pozbawione jednego pantofelka.
- Eh?- rozległo się po Sali. – Nie mam buta!
            Spojrzałam na swoje stopy. Rzeczywiście ktoś niepostrzeżenie zabrał mi but! Jak to możliwe? Byłam już tak pijana, że nie poczułam? Do każdej z par podszedł ten sam senpai w czarnym garniturze, co na początku. Zostaliśmy rozkuci.
            Gdy na sali ponownie zrobiło się cicho, głos przemówił.
- Spośród pantofelków został wybrany tylko jeden!
            Nagle przygasły światła, a jeden reflektor oświetlił środek pomieszczenia. Z podłogi wysunęła się wysoka kolumna. Na jej szczycie ujrzałam…
- Hej! To mój but!- wymknęło mi się na cały głos.
- O mój Boże… – jęknął Ichigo.
- Gratuluję Ikkan Onaya san.- rzekł przewodniczący.- Zostałaś tegorocznym Kopciuszkiem. Pozostałe Panie proszę przejść do sali obok.
            Reszta kobiet wyszła, a ja byłam coraz bardziej niepewna. Chyba nic mi się nie stanie, co?
- Otóż zasady są proste moi Panowie: Schwytać uciekającego Kopciuszka. Macie czas do godziny 1:00. Jeśli w tym czasie Kopciuszek będzie wolny, wygrywa. Natomiast szczęśliwy łowca będzie mógł z korzystać z tego, co Kopciuszek ma do zaoferowania.
            Yyyy… zaraz! Stop! Co to znaczy, do zaoferowania?! To się robi coraz bardziej niebezpieczne! Jak ja mam uciec od tej bandy…- rozejrzałam się. OMG…!- napaleńców?!
- Jeszcze jedno. Ze względu na bezpieczeństwo naszej Piękności wybraliśmy też Dobrą Wróżkę, która ma za zadanie jej pomagać…
            Pomarańczowowłosy zaklął pod nosem. Przyjrzałam się mu.
- … Kurosaki san?
            Ah… Wiedział, że to spadnie na niego. W tej chwili zegar wybił północ.
- Kopciuszku, radzę ci uciekać. Masz 30 sekund zanim do gry dołączą inni. 30… 29… 28…
            Wpadłam w panikę. Boże, Boże, Boże… ! Zaczęłam biec. Nie wiedziałam gdzie, ale daleko i przed siebie, utykając trochę bez jednego buta. Pomknęłam szybko korytarzem do innego pokoju, gdzie bawili się III-roczni.
- O, patrzcie! Kopciuszek!- uśmiechnęli się, gdy tylko mnie zobaczyli.
- Pomóżcie mi! Proszę! Gdzie mogę się ukryć?
- Radzimy ci pobiec w tamtą stronę.- rzekł jeden pokazując na drzwi za nim.
            Tam więc pobiegłam. Byłam przerażona.
Twarze tych wszystkich I- rocznych facetów sprzed chwili… Wszystkim jakby rozum odebrano!
Już byłam przy drzwiach i sięgnęłam za klamkę, gdy ktoś złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Zaczęłam wrzeszczeć i wyrywać się. Bez przemiany w Shinigami byłam zwykłą, bezbronną dziewczyną. Udało mi się jednak zdjąć drugiego buta i poczęłam okładać nim mojego porywacza.
- Ała kobieto, opanuj się! To ja!- usłyszałam głos Ichigo.
            Przerzucił mnie przez ramie i pobiegł w drugą stronę.
- Kurosaki!- jęknęli III- roczni – Psujesz zabawę...!
Znaleźliśmy się na korytarzu który był już opanowany przez uczestników gry. Ichigo przez chwilę rozmyślał, którędy pobiec.
- Pośpiesz się, są tuż za nami...- rzekłam błagalnie.
- Uruse! - pomknął wzdłuż korytarza.
- Tak w ogóle, o czym mówili senpaiowie?
- Głupia, gdybyś pobiegła tam, trafiłabyś w ślepy zaułek i skończyła jak laska rok temu.
- Niezła mi zabawa- mruknęłam.- A co się stało z tą panną? Złapali ją i …?
- Po tym co się stało wyprowadziła się z miasta
- Żartujesz?! Z- zgwałcili ją?!
- Mało do tego nie doszło, w tamtym roku wychlali więcej alkoholu niż w tym.
            To się nie dzieje...
- Puść już mnie!- krzyknęłam.
- Nie drzyj się tak! Przecież próbuję ratować ci dupę!- chłopak gwałtownie skręcił i wbiegł schodami na górę.
- Szybciej! Są tuż za nami!- ostrzegłam Ichigo. 
            Chłopak mruknął niezadowolony. Stanął i odwrócił się przodem do nich.
- Chotto! Czemu się zatrzymałeś?! Nie mów mi, że z nimi trzymasz!!
- Heh, co ty.- postawił mnie na ziemię- Po prostu stwierdziłem, że dawno nie dałem nikomu w pizde- zasłonił mnie sobą. 
            Boję się go…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz