Ayano: „Wielka katastrofa”, 18:03
- O ja pierdole – wyrwało mi się, gdy weszłam na salę.
- To samo pomyślałem- rzekł Ichigo, który sekundę temu mnie
zauważył i wciąż nie mógł wyjść z szoku. Zarumieniłam się, widząc, że dalej
lustruje mnie wzrokiem.
- Wyglądasz niezwykle
zjawiskowo- odrzekł.
- D- dziękuję.Phhh, nie po to dałam się wystroić siostrze, by usłyszeć coś innego od byłego.
***
-To był naprawdę głupi
pomysł, żebyśmy poszły razem na zakupy- skarciłam siostrę.- Gdyby ktoś z
znajomych nas zauważył… od razu wydałoby się, że to ja. Poza tym właśnie
wróciłam z egzaminu, a ty już mnie męczysz…
- Jutro twoja pierwsza
studencka impreza! Nie cieszysz się?
- Nie, jakoś nie...
Tym bardziej, że jest obowiązkowa, a moim „opiekunem” będzie nie kto inny jak
truskawka.
- A ty nadal chcesz to
ciągnąć? Czemu chcesz jeszcze udawać Onayę?
Dlaczego o niego nie walczysz?
- Bo to on zdecydował.
Kika, widziałam jak dają sobie z Inoue buziaki na powitanie, dał jej nawet
swoje klucze od mieszkania i chciał mnie nabrać na tekst „pierwszą, która tu
zapraszam…” Blaa, blaa, blaa.... Nawet nie ma o czym mówić!
- Może te buziaki to
tak po przyjacielsku?
- A ty dajesz Ginowi
buziaki po przyjacielsku...?
- No jakoś nie i
jestem tym faktem głęboko urażony- do
rozmowy przyłączył się srebrnowłosy przechodząc właśnie obok kuchni, w której
siedziałyśmy.
- Jeszcze jakieś
uwagi, wnioski, zażalenia? Właśnie, co ci się stało w twarz?- spytałam,
gdy zauważyłam dość wyraźne rozcięcie na policzku.
Gin spojrzał na Kikę i uśmiechnął
się.
- Mały wypadek przy
gotowaniu. Kto by pomyślał, że pieczenie ciastek jest niebezpieczne? Zwracam
honor kobietom w kuchni - i uchylił teatralnie głowę przed Kiką. Na jej
czole zapulsował nerw.
Yyy… o co chodzi
- Skoro nie chcesz iść do galerii, bardzo
dobrze. I tak kupiłam już za ciebie.- czarnowłosa podeszła do dużej torby
leżącej na sofie.- Bardzo mi się spodobała- i wyciągnęła z niej czarna
sukienkę.
Z jej polecenia poszłam się
przebrać. Gdy wyszłam z łazienki by pokazać się siostrze, stwierdziła, że
pasuje idealnie.
- Kika? Czy ona nie
jest zbyt skąpa?- spytałam obciągając do dołu krawędź materiału.
Mimo iż była wygodna, czułam się w
niej trochę niepewnie, bo sięgała mi 25 cm przed kolano, a głęboki dekolt
ozdabiały wzory z koronki.
- Jak się schylę,
będzie mi widać nie tylko dupę, ale i cycki
- I o to chod… Znaczy
się… Gdzie ty będziesz się schylać na imprezie?
- No w sumie racja...
***
No oto i cała historia. Ale jeśli
podobam się Ichigo w tej kiecce, to w porządku. Kika jednak ma dobry gust.
Nagle
przeszedł mnie dreszcz. Ta scenka wyglądała dokładnie tak samo jak na Balu
Walentynkowym 4 lata temu. I on. Ubrany
w luźną koszulkę zapiętą od trzeciego guzika, którą tak uwielbiałam i włosy
lekko ogarnięte żelem. On chyba chce, żebym zeszła na zawał. Przecież tak
dobrze wiedział, że w tym wygląda niezwykle seksownie, a większość pań na sali
wyraźnie to potwierdzała.
- Łaa… Jaka szczęściara, przyjść z szlachtą na imprezę… -
słyszałam ciche westchnienia.
Mam czuć
się dumna? Hm… Chyba tak, czuję się dumna. Nie dlatego, że Ichigo jest ważną i
sławną osobistością w tym durnym społeczeństwie studenckim, ale że jest mój…
Znaczy… Był.
- Chodź przedstawię cię paru osobom- rzekł biorąc mnie pod
ramię.
Przez
chwile poczułam się, jakby nic przez te 4 lata się nie zmieniło. Ta bliskość i
ciepła aura, która od niego biła. Tak bardzo chciałam się w niego wtulić.
Ichigo do
cholery! Dlaczego musiałeś wszystko zepsuć? Powstrzymałam się od głośnego
szlochu. A tym bardziej usiłowałam nie wydobyć z siebie krzyku, gdy zauważyłam,
że w naszym kierunku biegnie ruda kobieta.
- Tu jesteś Kurosaki kun. O, Ikkan chan, przyszłaś z nim?
Łaa… szczęściara…
Nawijała
może z 5 minut zanim któreś z nas zdołało wtrącić.
- A teraz panie i panowie, proszę o uwagę!- usłyszeliśmy z
głośników. Muzyka w jednym momencie ucichła- Serdecznie witam wszystkich na
pierwszej w tym roku imprezie. Pragnę równie gorąco powitać nasze nieświadome
jeszcze niczego pierwszaki.
Z ust
starszych studentów wydobyły się śmiechy.
- Mam się bać?- spytałam pomarańczowego.
- Yyy… nie wiem, czy to pocieszające, ale większości
wydarzeń nie będziesz jutro pamiętać ^-^’- odparł zniesmaczony- I pewnie ja tez
nie.
- Tak właściwie, to kogo to głos? Nikogo nie widzę.- rozejrzałam
się po scenie, na której znajdował się tylko wynajęty przez uczelnie zespół.
- Przewodniczący, ponoć ma indywidualne nauczanie i nikt go
nie widział odkąd sprawuje tu taka rangę.
- Bawcie się dobrze, dopóki możecie. O 20:00 przedstawię wam
pierwszą zabawę. Do usłyszenia!
Pierwsza
godzina minęła nam w towarzystwie Inoue i innych znajomych truskawki. Na
szczęście później koleżanki z roku porwały mnie od tańca. Zabawa była naprawdę
udana, a jedzenie świetne, nie wiem czemu Ichigo opowiadał mi takie okropieństwa.
- Witam ponownie! Czas na pierwsze zadanie dla naszych
pierwszaków!- z głośników dobiegł znów nieznajomy głos- Ale zanim to dla zabawy
przykujemy ręce I-rocznych i ich opiekunów kajdankami. Od teraz to oni są waszą
prawą ręką. Będziecie chodzić razem aż do zakończenia zabawy.
Do każdej
pary podeszli senpaiowie ubrani w czarne marynarki i czarne okulary i zaczęli
nas skuwać. Gdy skończyli, głos znów zabrzmiał.
- Otóż pozwólcie, że wytłumaczę. Na początek coś dla
rozluźnienia atmosfery i żeby lepiej się wam bawiło. Po lewej stoją stoiska z
Kelerami. Każdy ma za zadanie wylosować karteczkę z szklanej kuli z pierwszego
stołu, a następnie przejść do kolejnego i wypić tyle kieliszków ile wskazuje
cyfra na kartce. Ostrzegam! Każde z was jest obserwowane! Niewykonanie zadania
będzie surowo karane!
Nie
brzmiało to zbyt groźnie. Wszyscy ustawili się w kilku kolejkach. Kiedy
przyszła pora na mnie wstrzymałam oddech.
- Proszę mało! Proszę mało!- modliłam się losując karteczkę.
- Zabawnie będzie jak wylosujesz 100- rzekł Ichigo.
- Cicho... – zgromiłam go wzrokiem- 4! Uff…!
Tak więc
wypiłam 4 kieliszki wódki przyszykowane przez kelnera. Trochę zakręciło mi się
w głowie. Ale w sumie było nawet zabawnie ^^ Jak na normalnej imprezie.
- Haaaaai!- głoś odezwał się, gdy zadanie dobiegło końca.-
Dziękuję, że wykonaliście moje polecenie. W nagrodę możecie skosztować ciasta
przygotowanego dla was.
Na salę
wjechały stoliki z różnorodnymi ciastami, ciastkami, tortami, kremówkami i
muffinkami. Oczy zaświeciły mi się na ten widok.
- O Boże, ciasta!- szepnęłam śliniąc się .
Pomarańczowowłosy
zaśmiał się pod nosem.
- Hmm… którego by tu spróbować… Jest tiramisu, sernik, 3
bit, blok, rafaello… Cholera za dużo tego.
- Coraz bardziej przypominasz mi Ayano.- odrzekł radośnie mój towarzysz..
Szczęka mi
opadła. Przez moją słabość do słodkości zaczęłam zachowywać się normalnie!
Szlag by to…!
- Ha ha- zaczęłam powoli.- Może jestem jej zagubioną siostrą
bliźniaczką?- zażartowałam.
- To niemożliwe.- uśmiechnął się.- Jesteś o rok młodsza ;P
Wzruszyłam
ramionami.
- Oke, wezmę te- chwyciłam za talerzyk- Etto… Myślisz, że
mogą nas na chwilę rozkuć?- spytałam wskazując na moją prawą dłoń- Jestem
praworęczna.
- Wątpię w to- odparł.- Widzisz, ten, co zorganizował
imprezę pomyślał o wszystkim. Ja mam być twoją prawą ręką, a ty moją lewą.-
wziął widelczyk- A teraz otwórz buzię.
Spaliłam
buraka. O… o… on ma mnie karmić?!! Poczułam w sobie nienaturalne gorąco.
Ale po chwili nieśmiało otworzyłam usta. Ichigo podał mi kawałek ciasta. Ta
sytuacja była śmiesznie niezręczna, ale kiedy poczułam smak ciasta na
podniebieniu zapomniałam o całym świecie. A on cały czas się uśmiechał.
- I jak? Smakuje Pani?- spytał, a mną coś lekko wstrząsnęło.
Kiwnęłam
głową. Przez chwilę widziałam w nim seksownego lokaja. Czemu on musi być tak
cholernie przystojny? Musiałam powstrzymać swe pożądanie, by się na niego nie
rzucić. Ojej, chyba te 4 kieliszki uderzyły mi do głowy…
Chwilę
później nadszedł czas na zadanie nr 2. Było nieznośne, gdyż mieliśmy zdjąć
wszystko, co mamy czerwone, a II-roczni za pomocą dziwnych urządzeń sprawdzali,
czy aby nie oszukujemy. Ichigo nie miał z tym problemu, miał do zdjęcia tylko
krawat. Trafiły się dziewczyny w czerwonych sukienkach, więc według reguły
miały je zrzucić. Ale nie to było najgorsze, bowiem ja miałam…
- Cze- czerwone springi?!- Ichigo z niemałym rumieńcem
wpatrywał się w bieliznę w mojej dłoni.
- U- uruse!- krzyknęłam zażenowana faktem iż musiałam je
zdjąć.- Zabiję organizatora!- schowałam moją własność do torebki.
- Hehe… Mam pomysł. Co powiesz na pokera?
- Na fanty? Chcesz mnie ograć i zmusić do zdjęcia reszty
ubrań?
- Nie koniecznie na fanty.- wciął kolega Ichigo, który
zjawił się nagle.- Mamy dużo do wypicia tej nocy. Proponuję, żeby każdy
przegrany wypijał kolejkę!
- …
Usiedliśmy
przy stoliku, a chwilę później dosiedli się inni zainteresowani. Ichigo zaczął
tasować, po czym rozdał karty.
- Tylko nie oszukuj!- ostrzegłam.
Miałam
zamiar wygrać. Od zawsze byłam dobra w kartach, a więc i tym razem nie
przegram! Spojrzałam w swoje karty. 3 dziewiątki, szóstka i królowa. No, może
być. Niedługo potem wymieniłam dwie karty, teraz dziesiątka i znów sześć.
Kurcze… szkoda. Jednak kartą którą dostałam od dziewczyny po prawej była
właśnie „9” Uśmiechnęłam się i oddałam piątą niepotrzebną kartę Ichigo.
- Sprawdzamy?
Kiwnęli
głowami.
- My nie mamy nic.- odrzekła reszta.
- 2 pary- odpowiedział pomarańczowy.
- Kareta- uśmiechnęłam się i położyłam karty na stół.
Tak więc
przegrani zrobili swoje. Ichigo znów rozdał karty. Tym razem było trudniej, bo
karty nie chciały się dobrać w żadną dobrą parę.
- Para.
- Full- odparłam z lekką złością
- Poker- Ichigo miał… pokera?! Foch!
I właśnie
po tej przegranej nie miałam już takiego szczęścia. Jestem pewna, że on
specjalnie zaczarował tak karty!
- Poker!- krzyknęłam pewna, ze tym razem wygrałam.
- Poker królewski.
- Niemożliwe… Oszukujesz!
- Hahaha, chciałoby się
Wbiliśmy w siebie wzrok. Zaciętość w nas czuć było na
kilometr. I nagle w tej samej sekundzie nasze komórki zapiszczały informując o
nowej misji. Myślałam, że serce wyleci mi z piersi. Proszę! Oby nie usłyszał
mojego sygnału!
- Nie odbierzesz?- spytał.
Przełknęłam
głośno ślinę.
- To od mojego operatora. Nic się nie stanie jak nie odbiorę
teraz. Pewnie i tak nie ma korzystniejszej oferty dla mnie.
- Skoro tak mówisz. Wybacz mi na chwilkę- odebrał swoją.-
Tak? Co się stało?
Z jego miny
wyczytałam, że to coś poważniejszego. Miał wyraźnie zmarszczone brwi i
zaniepokojony wyraz twarzy.
- Dobrze, zaraz tam będę- rozłączył się.- Przepraszam, ale
muszę na chwilę wyjść. To ważne.
- No dobrze, a kajdanki?
- Chodź ze mną.- podeszliśmy do jakiegoś blondyna, który
wcześniej skuł nas a teraz stał przy ścianie.- Yuuji, możesz na chwilę nas
rozkuć? Muszę do toalety.
Chłopak
kiwnął głową, a po chwili z ręki Kurosakiego metalowa obręcz znikła. Kiedy
zniknął za rogiem, chwyciłam za komórkę. Na ekranie pokazał się numer siostry.
Oddzwoniłam.
- Co jest?
- Kłopoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz