Kika: „Krucze
pióro ”, 8:02
Kiedy
siostra wróciła od razu chciałam spytać jak było. Przystanęłam w progu kuchni i
przeskanowałam ją wzrokiem. Jednak jej mina nie zapowiadała niczego dobrego.
Zachowywała się podejrzanie cicho, zdjęła cicho buty i poszła do łazienki wziąć
prysznic. Wtedy jeszcze nie odważyłam się do niej odezwać.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi-
zaczęła Kika.- Przecież tak naprawdę cię nie zdradził.
- Ale robiąc to ze mną, on uważał
mnie za swoją znajomą ze studiów!
Rozmawiałyśmy
półgłosem przemykając cicho po korytarzach I oddziału.
- Sama dobrze wiesz jak działa
alkohol. Oboje byliście nim odurzeni, poza tym powinnaś mu wszystko wyjaśnić
jak tylko się spotkacie.- westchnęłam- Matta ku… Z wami jak z dziećmi. Najpierw
się domyślił, że to ty a potem zapomniał?
- Na to wygląda.
Westchnęłam
po raz drugi.
- Przyspieszmy, jesteśmy już
spóźnione.
Wbiegłyśmy zdyszane na
sale spotkań. W jednej chwili wszystkie głowy obróciły się w naszą stronę.
Starając się nie przeszkadzając nikomu ustawiłyśmy się na miejscach III-ego i
V-ego Kapitana.
- Spóźnione!- rzekł srogo
Głównodowodzący.
- Przepraszamy- skłoniłyśmy się.
Był
wymagającym dowódcą, ale ze wszystkiego najbardziej nie tolerował
spóźnialskich, podważania jego decyzji i braku szacunku.
- Tak jak już wcześniej powiedziałem, otrzymaliśmy
informację, że w jednym z chińskich miasteczek zaczęła panoszyć się grupka
Tengu- kontynuował po chwili staruszek.
Usłyszałam
harmider wokół zgromadzonych i poczułam, że będziemy mieć kłopoty. Nigdy nie
miałam z nimi do czynienia, ponieważ nadal byłam z Ayano najmłodszymi z taicho.
Podejrzewałam, że starsi Kapitanowie, tacy jak Ukitake czy Zaraki jednak nie
raz ich spotkali i mieli doświadczenie bardziej potrzebne niż tylko moja książkowa
wiedza. Jak wskazywała zagubiona twarz
mojej siostry, ona również nie miała pojęcia z czym przyjdzie nam się zmierzyć
już wkrótce. Widząc to, Yamamoto taicho rzekł.
- Tengu to stworzenia nocy,
przypominające pół ludzi pół kruki. Krwiożercze i nadzwyczaj mściwe. Są
zagrożeniem dla ludzi, których my mamy za zadanie ochraniać. Dlatego poślę do
miasteczka wyznaczonych ludzi, by wyeliminowali zagrożenie. To zadanie rangi S,
a więc będą je wykonywać tylko kapitanowie.
Na
sali zapanowała cisza. Zgadłam, że nikt kto miał już styczność z tymi youkai,
nie chciał ich widzieć ponownie. Skoro tak, to nie będę się wychylać.
- Panie Fukumase taicho,- dreszcze
przeszły mnie po plecach, gdy usłyszałam swoje nazwisko- Kuchiki taicho…
- Soutaicho, proszę zastanowić się nad
wyborem.- zaprotestował Kyuoraku taicho- Nasze piękne panie nigdy nie walczyły
z Tengu. Możemy odnieść spore straty.
- W takim razie twoja w tym głowa
Kapitanie by razem z Kuchiki taicho odpowiednio je przygotować. Postanowiłem,
że to zadanie dla tamtej trójki.
- Rozkaz.
- Z racji, że nie możemy pozostawić
więcej oddziałów bez dowódców, będzie wam pomagał Zastępczy Shinigami.
Wprowadzić Kurosakiego, reszta może odejść.
Ayano
nagle spoważniała. Zarzuciła kaptur doczepiony do jej białego haori i jako pierwsza
wymknęła się z sali.
- Kika.- usłyszałam swoje imię.
- Ichigo.- nawet nie spostrzegłam, kiedy zjawił się koło mnie. Wyglądał
równie żałośnie jak moja siostra. Skacowany, z cieniami pod oczyma, spięty i
widocznie zdenerwowany. Kto by uwierzył, że do takiego stanu doprowadziła ich impreza studencka...
Gdy po naukach Kyouraku taicho wróciłyśmy,
czarnowłosa od razu powlokła się do łóżka oznajmiając, że nie chce obiadu.
Martwiłam się o nią. Od wczoraj nic nie jadła, a dziś jak tylko otworzyła oczy
czekała ją niemiła niespodzianka. Wyjaśniała mi cały czas, że nic się nie
dzieje i ze to tylko przez kac. Chociaż jak zaproponowałam jej soczek
pomidorowy, odmówiła. Chciałam ją jakoś wesprzeć, okazać współczucie, ale ta
skutecznie się w sobie zamykała.
Wyłączyłam
pilotem telewizor. I tak nie leciało nic ciekawego. Podniosłam się z kanapy. Otworzyłam
okno i usiadłam na parapecie. Mieszkanie Ayano było na 4 piętrze, a więc
całkiem wysoko. Miły wiatr rozwiał mi włosy. Zamknęłam oczy pozwalając sobie
rozkoszować się jak najdłużej ostatnią wolną chwilą przed misją. Lubiłam ludzki
świat, czułam się w nim całkiem swobodnie i pozwalał mi odetchnąć od spraw w
Sereitei.
- Daj spokój, to za wcześnie na
samobójstwo.- usłyszałam szyderczy głos za mną.- Jeszcze z tobą nie skończyłem,
żebyś myślała o śmierci.
To
zdanie było jak najbardziej w stylu Gina.
- Nie mogę przecież umrzeć dwa razy.-
warknęłam.
Mimo
iż byłam za mała by pamiętać swoją śmierć, dobrze wiedziałam, że nie należę do
tego świata i wszystko, co mogło przydarzyć się śmiertelnikom, mnie nie
dotyczyło. Tym bardziej śmierć w ciele gigai.
Złapał
mnie w pasie i ściągnął jedną ręką z parapetu. Jego prawa dłoń nadal nie była
dość sprawna, by wykonywać podobne czynności.
- Aż tak się mną przejmujesz?-
spytałam podstępnie. Odwróciłam się do niego przodem, by zobaczyć na jego
twarzy zakłopotanie za każdym razem, gdy wypowiadałam podobne bzdury. Może tego
nie spostrzegł, ale nieznacznie przycisnął mnie do siebie, a jego spojrzenie
odbiegło w bok. Po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- A kogo bym dręczył?
- Zależy ci na mnie.- stwierdziłam
żartobliwie.
- Nie pochlebiaj sobie.- puścił mnie.
Wyciągnął
z kieszeni kilka listów i podał jednego mi. Otworzyłam. W środku znajdowało się
zawiadomienie o wycieczce studenckiej do Chin uczniów z najlepszymi ocenami.
- Eee… To jakaś pomyłka. Nie jestem
studentem tego…
Niżej
znalazłam pismo.
„Gratuluję
Fukumase Kika, twoje zgłoszenie o przeniesienie na Uniwersytet w Karakurze
zostało przyjęte. Podpisano Kuchiki”
Ale…
Ja nic pisałam żadnego zgłoszenia. Jednak chwilę później zrozumiałam, że to
musi być związane z naszą misją. Nie wiedziałam, że rodzina Kuchiki ma jakieś
wtyki u dziekana. Pewnie to sprawa Soutaicho, bym mogła pod przykrywką udać się
na misję razem z Ayano i Ichigo.
- A reszta listów?- spytałam Gina.
- Jeden jest twojej siostry, a drugi
do mnie.
- Nie mów, że jedziesz z nami!-
wyrwałam mu list z ręki i otworzyłam. Z koperty wyleciało wraz z pismem czarne
duże pióro.
- Hę? Co tu robi te pióro?- nachyliłam
się by podnieść je z podłogi.
- Nie dotykaj…!- krzyknął Gin. Za
późno, gdyż zdążyłam już je dotknąć.
Przez
chwile lekko zamroczyło mnie. Gdy się wyprostowałam trzymając w ręku wysypana
zawartość listu, ujrzałam że Gin patrzy na mnie z lekkim niepokojem.
- Co? To tylko zwykłe piórko. Tylko
czemu miałeś je w liście? I właściwie od kogo jest to pismo?- wyprostowałam
kartę, by przeczytać.
- Czy ty musisz się wszędzie pchać?- wyrwał mi
list wraz z piórem i odszedł.
Wyglądał
na nieźle wkurzonego. Ale… ja nic nie zrobiłam…
Odwróciłam się, by zamknąć okno i przestraszyłam się. Na parapecie siedział duży kruk i... wpatrywał się we
mnie.
Ichigo:
„Shanghai”, 13:18
- Jest już lista- usłyszałem głos
jednego z kolegów.
- Jaka lista?- spytałem lekko rozkojarzony.
Jeszcze nie do końca pozbierałem się po wczoraj. Jeszcze to wezwanie z samego
rana. Od 13 godzin nic nie jadłem i ani razu nie zajrzałem do domu. W sumie to
u mnie w domu nie ma co jeść. Ojciec pewnie powymyślałby niestworzone historie,
co to ja nie wyrabiałem na imprezie, gdybym zajrzał do nich na obiad. Spoko… Na
pewno da mi żyć jak wrócę.
- Z wynikami egzaminów i równocześnie
uczestników wycieczki do Chin- odparł kolega.
Podszedłem
do tablicy. Nie musiałem się martwić. Byłem jak zawsze na pierwszym miejscu.
Nie byłem z tego szczególnie dumny, nauka przychodziła do mnie z łatwością. Tuż
za mną z punktem różnicy Ishida, a dalej… zadrżałem na widok samego nazwiska.
Ikkan.
Więc
będziemy razem na wycieczce.
Nie
wiem jak spojrzę jej w twarz po tym, co się zdarzyło. I jak spojrzę w twarz
Ayano? Na pewno spotkam ją na misji… Jak będę mógł ją z czystym sumieniem
pocałować jednocześnie mając cały czas w głowie obraz zwiedzionej miny Onayi… Do kurwy nędzy! Przecież ja się z nią
przespałem! Zdradziłem Fukumase…
- Yatta! Jestem w pierwszej 20-ce!-
krzyknął Yuuji.- Będę miał szanse poderwać Onayę chan!- odparł rozmarzonym
głosem.
- Hę? Tą laskę, którą Kurosaki wczoraj
zaliczył?- spytał Kyousuke.
- Już? Stary, szybki jesteś… nawet nie
dałeś mi szansy…
- Zamknijcie się! Nikogo wczoraj nie
zaliczyłem!- i odszedłem od tablicy zirytowany.
- Czyli nie będziesz miał mi za złe,
jeśli ją puknę?- dociekał niezwykle zainteresowany blondyn podążając za mną.
Na
ostatnie słowo zareagowałem ostro. W jednej chwili chwyciłem go za kołnierz i
przycisnąłem do ściany nieźle dysząc ze złości.
- Trzymaj się od niej z daleka, dobrze
ci radzę!
- Kurosaki, co cię ugryzło?- drugi
kolega próbował mnie odciągnąć od zlęknionego Yuujiego.
Zaraz uspokoiłem się i
puściłem go. Dlaczego tak mocno mnie to tknęło? Nic mnie nie łączyło z czarnowłosą. Ale mimo
wszystko dziewczyna zasługiwała na kogoś więcej niż na zwykłego podrywacza.Parę dni później lecieliśmy już spakowani do Shanghai’u. Wszyscy byli niezwykle podekscytowani i czekali, by zwiedzić miasto i porobić zdjęcia. Nie mniej cieszyła ich nowina, że wieczorem czeka nas wyjście do klubu. Ja natomiast chciałem jak najszybciej wysiąść. Ta podróż nie należała do najprzyjemniejszych ze względu na siedzącą koło mnie Onayę. Nie odzywaliśmy się do siebie od czasu, gdy wytłumaczyłem jej swój błąd.
„- To nie powinno się wydarzyć i oboje dobrze o tym wiemy. To przez
alkohol…”
Prosiłem, żebyśmy o tym zapomnieli, choć wiedziałem, że o tym co się zdarzyło nie da się zapomnieć. Teraz nie odważyłem się do niej zagadać, ona też nie raczyła zacząć rozmowy. W sumie… Traktowała mnie jak powietrze. Inni też czuli tą napiętą atmosferę między nami, dlatego Kika w połowie drogi zaproponowała, że zamieni się ze mną miejscami. Stwierdziła, że chętnie pozna dziewczynę podobną do jej siostry.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy po wylądowaniu było kilka pamiątkowych zdjęć na tle wieży telewizyjnej i innych charakterystycznych budynków. Pochodziliśmy to tu to tam szukając pamiątek i przy okazji robiąc sobie mały spacerek po okolicy.
Wieczorkiem, gdy przybyliśmy na miejsce zakwaterowania, okazało się, że też w nienajgorszym hotelu będziemy mieszkać… Oświetlony, minimum 15 piętrowy Dorsett Shanghai… W dodatku czterogwiazdkowy. Skąd uczelnia ma pieniądze na takie wyjazdy? W sumie ma paru bogatych sponsorów. Dostaliśmy 3-4 osobowe pokoje z nieźle wyposażonymi łazienkami, mini salonami z telewizorami i innymi bajerami… Do tego mieliśmy niezły widok za oknami. Shanghai świetnie wyglądał oświetlony wieczorem. Po zostawieniu i wypakowaniu bagaży zeszliśmy do restauracji na dole na obiadokolację. Wszystkim gały wyszły na wierzch po zobaczeniu ilości znakomitych potraw na stole.
Przynajmniej dobrze się najem przed zmierzeniem się z morderczymi tengu.
Kika: „Irytujący lokator”, 20:56
Było
mi trochę przykro, gdy dowiedziałam się, że na wycieczce będę sama w pokoju.
Jednak na sam widok dwuosobowego łoża z cudną aksamitną pościelą, puchatym
dywanem, toaletką w rogu i narożną wanną w łazience stwierdziłam, że to
wystarczająca rekompensata. Zwaliłam torbę z ramienia i w trzech podskokach byłam
już na wielkim łóżku, które nieco ugięło się pod moim ciężarem. Ahhh, jaka to
była wygoda… Nie miałam już ochoty iść koło 23:00 z ludźmi do klubu. Z resztą
czeka mnie jeszcze misja zwiadowcza i może jakaś potyczka z tengu. Miałam
jeszcze sporo czasu do spotkania z taicho i reszta grupy, dlatego postanowiłam
wypróbować wannę.
Kąpiel,
co prawda była wspaniała, lecz ileż można siedzieć w wodzie. Cellulitu jeszcze
się nabawię. Mimo iż na wieszaku wisiał hotelowy szlafrok, wolałam użyć swojego
ukochanego i mięciuchnego. Tylko, że… został w walizce w saloniku. Okryta białym
ręcznikiem ledwo kryjącym pośladki przeszłam przez sypialnie do saloniku. Nagle
pomyślałam jaka byłaby mina Gina, gdybym tak swobodnie wyszła w ręczniku w naszym mieszkaniu. Teraz biedaczek został
sam w domku i nie zazna tych luksusów tak jak ja! Ha ha ha! Chociaż nie będzie
się nudził, ma kogoś do towarzystwa.
Teraz
przypomniała mi się rozmowa przed podróżą.
-
Tak, tak. Ty jedź, a ja zaopiekuję się kotem.- rzekł srebrnowłosy.
-
Ale… my nie mamy kota.- odparłam
-
Już mamy. Nazywa się Filemon.- wyciągnął czarnego dachowca spod bluzy.
-
Kupiłeś kota?
-
Zdurniałaś? Miałbym wydać pieniądze na takie chuchro? Szwendał się po ulicy to
go wziąłem. Okazuje się, że mamy wiele wspólnego.- odparł gładząc kota.
Czarnuch zmrużył oczy i zamruczał donośnie. Rzeczywiście są do siebie
uderzająco podobni.
-
Boże oszczędź tego biednego kota i ocal go przed Ichimaru…- poprosiłam
szeptem.- Co fakt to fakt, oboje jesteście makabrycznie wychudzeni.
-
Nie jestem wychudzony tylko szczupły i wysportowany.
-
To prawie to samo =.= No nic, trzeba będzie o ciebie zadbać i niedługo
nabierzesz masy, futrzaczku.- pochyliłam się i pogłaskałam zwierzaka.
-
Umm, jak pieszczotliwie do mnie mówisz.- zamruczał Gin.
Czułam jak twarz mnie piecze.- N-
NIE DO CIEBIE GŁUPKU! DO KOTA!
Zachichotał.
-
W sumie, gdyby tak zjadając za każdym razem twoje nieudane próby gotowania
po kilku dniach każdy przytyłby.
-
Jeszcze jedno słowo, a poczujesz, że moje pazury są równie ostre jak u kota… -
zagroziłam mu.- Opiekuj się Filemonem.- dodałam po chwili.- Dawaj mu codziennie
jeść, sprzątaj kuwetę…
Kucnęłam
przy walizce i zaśmiałam się w duszy. Biedny Filemon. Ciekawe jak przeżyje ten
tydzień… Mimo wszystko z Sreberkiem zabawnie się żyje. Wyciągnęłam szlafroczek
i wyprostowałam się.
- Mogłabyś przynajmniej nałożyć majtki
jeśli nie chcesz, by ci się coś przydarzyło.
W
szoku aż się przewróciłam o walizkę i ściągnęłam z siebie nieco ręcznik. Na
szczęście przykrył mnie szlafrok. W odległości dwóch metrów ode mnie stał nie
ruszony tym całym zajściem Gin. Szczerzył się jeszcze bardziej niż zwykle.
Zboczuch jeden!
- CO TY DO CHOLERY JASNEJ TU ROBISZ?!
I GDZIE ZOSTAWIŁEŚ FILEMONA?!- krzyknęłam nadal leżąc w walizce.
- Nie martw się o kota. Dałem sąsiadce
do zaopiekowania się.- Ichimaru podszedł do mnie i wyciągnął do mnie dłoń. – Ja
natomiast dostałem list od Kuchikiego z prośbą bym był waszą siłą pomocniczą.
A…
to ten list, który wyrwał mi z ręki jakby był od tajnej kochanki…
Po
chwili pomógł mi wstać. Ręcznik ześlizgnął się już ze mnie całkowicie. Teraz
zasłaniała mnie z przodu tylko moja podomka, którą trzymałam kurczowo przed
sobą.
- Przecież twoja ręka nie wyzdrowiała,
jak niby będziesz walczyć?
- Lewą ręką?
- O, wielkie uszanowania, umiesz
walczyć lewą ręką- mruknęłam- Ja wszystko rozumiem, tylko czemu akurat teraz
znajdujesz się w moim pokoju?
- A niby gdzie mam spać?
- Czyli niby w MOIM pokoju?
- Możemy go nazwać MOIM pokojem. A
kiedy spytają: „Kika, gdzie idziesz?” , odpowiesz: „ Do pokoju Gina”-
przestawił krótki dialog z swoim tradycyjnym drwiącym uśmieszkiem na twarzy.-
Ciekaw jestem ich reakcji.
- Yhh… Zastanowię się i dam znać czy
pozwalam ci spać u mnie. Tym czasem możesz iść spać do pokoju taicho. Powinni
już przybyć.
- Już ja widzę te żywe powitanie ze
strony Kuchiki taicho.- uśmiechnął się szeroko i emanował taką radością, że
gdybym go nie znała powiedziałabym, że się na prawdę cieszy – Od razu
zrobimy sobie gej party.
- Nie wiedziałam, że ty z takimi
preferencjami...
- Od razu uprzedzam cię Fukumase, że
mogę w tej chwili dowieść swojej heteroseksualności.- obdarzył mnie tak
poważnym spojrzeniem, że aż zadrżałam.**
Odsunęłam
się na bezpieczną odległość.
- No dobrze, dobrze… Kanapa jest
twoja… A teraz odwróć się, chcę przynajmniej coś na siebie założyć. I nie waż
się podglądać!- syknęłam.
Mężczyzna
zrobił tak jak poprosiłam. Jeszcze raz się upewniłam czy przypadkiem nie
podgląda. Stanęłam do niego tyłem i nałożyłam szlafrok.
-Dawno nie widziałem już tych
pośladków- mruknął, choć nie na tyle cicho bym nie mogła go usłyszeć.
- TY…!- odwróciłam się z zamiarem
dania mu nauczki za podglądanie i w tym momencie spostrzegłam na ścianie
naprzeciwko siebie lustro… Debilko! Jak mogłaś nie zauważyć lustra?! pomyślałam
sobie. A on…! Mimo iż się odwrócił to miał na mnie widok w pierwszym rzędzie!
Już
miałam zamiar się na niego rzucić, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Kolejny
nieproszony gość?
- To ja pójdę wziąć prysznic.- rzekł
zniknął za rogiem.
Otworzyłam
drzwi, za nimi ujrzałam siostrę.
- Aya… Znaczy Onaya san… Co tu robisz…?
Dziewczyna
nie odpowiedziała tylko pewnie weszła do środka.
- Sorrki za bałagan.- rzekłam widząc
moją rozwaloną na środku saloniku walizkę z ubraniami.
- Nic nie szkodzi, u mnie jest
podobnie. Tylko ja mieszkam z trzema dziewczynami- skrzywiła się.
- Aha, czyli chodzi o nie?
- Kika… nie wytrzymam już dłużej w
pokoju z nimi…! Cały czas chcą bym im opowiadała o Kurosakim! Ja… ja nie mogę…!
Przytuliłam
ją i poprowadziłam do sypialni. Usiadłyśmy na łóżku.
- Czemu chcą wiedzieć coś o nim? I
skąd wiedzą o tobie i Ichigo?
- On jest dość popularny na uczelni. A
one widocznie na niego polują, więc chcą wiedzieć wszystko o ich obiekcie
westchnień. Pikantne szczególiki itd. A że widziały, że ze sobą rozmawiamy,
byliśmy nawet razem w parze na imprezie. I do tego jeszcze rozprzestrzeniają
się plotki, że razem spaliśmy! Mogę się do ciebie przenieść?- rzekła błagalnym
tonem.
Nie
wiedziałam, co jej odpowiedzieć.
- Nie dadzą mi spokoju…-
dopowiedziała.
- Przykro mi… ale wiesz, że dla Ichigo
stałoby się podejrzane gdybyśmy razem były w pokoju. Domyśliłby się. A dla
ciebie to chyba teraz nie jest najlepszy czas by dowiedział się kim jesteś.-
trochę zmyśliłam. Obiecałam już Ginowi, że będzie mógł tu spać, a wytłumaczenie
tego Ayano byłoby trochę męczące.
Posmutniała
jeszcze bardziej, o ile to było jeszcze możliwe.
- Masz racje…- westchnęła.- Chyba będę
przychodzić do pokoju tylko by spać. To co, widzimy się o 22:00 na misji
zwiadowczej?
- Un.
Zamierzała
już wyjść, gdy w tej chwili z łazienki wyszedł Gin w hotelowym szlafroku.
Spojrzałam z lekkim przerażeniem na siostrę. Widziałam na jej twarzy
zaskoczenie z powodu zobaczenia mężczyzny.
- Jeśli chciałaś pobyć z nim w pokoju,
trzeba było powiedzieć, zamiast wymyślać wymówki.- warknęła i trzasnęła za sobą
drzwiami.
Westchnęłam.
- Nie mogłeś wyjść trochę później…?-
rzuciłam gniewnie do srebrnowłosego.
**wersja
nieoficjalna, co by się stało gdyby Kika zażądała dowodu heteroseksualności
Gina może ukazać się niebawem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz