Życie jest jak ten liść, żyje, rozwija się, a kiedy jest piękny i zielony, powoli opada na ziemie, gdzie później zamiera. Podobnym liściem była ja. Miałam normalne życie, normalne zajęcia, „nienormalnych” znajomych i „nienormalne” przygody. Odpowiadało mi to. Cieszyłam się, że nie jest to codzienna rutyna, że mogłam z kimś podzielić swoje przeżycia i miałam osobę, która kochałam. I dzięki Bogu ona odwzajemniała moje uczucia.
Teraz,
gdy patrzę na rysunek obok i zastanawiam się, gdzież podział się ów liść-
chodzi mi o oryginał- uświadamiam sobie jak podobny jest do moich wspomnień. Te
dwie rzeczy są dowodem na to, że kiedyś takie życie istniało. Miało miejsce w
czasie i przestrzeni. Jednak obie są również tylko odwzorowaniem. W
przeciwieństwie do rysunku nie można zmienić ich kształtu, wytrzeć czy po
prostu wyrzucić. Dzięki temu nikt nie jest w stanie odebrać mi tych dni. Pisze
wam to, byście zdali sobie sprawę, jak cenne jest to, co posiadacie. Bo
wystarczy nawet mały wietrzyk, aby wasz liść życia został stracony i opadł z
cichym szmerem pośród tylu szelestu drzew.
Ayano: „Niespodzianka” sobota, 11:11
- Ayano!- usłyszałam, gdy przechodziłam się po mieście. Ktoś
dotknął mojego ramienia, a po chwili delikatnie obrócił w swoja stronę.
Ujrzałam burze pomarańczowych włosów. Osobą, która mnie zatrzymała był wysoki
chłopak, wyglądający mi na studenta. Na jego twarzy widziałam radość i błysk
nadziei, którą po chwali chłodno zgasiłam.
- Znamy się?- odpowiedziałam udając zaskoczenie.
Rzeczywiście byłam zaskoczona i nawet trochę przerażona, choć nie z tego
powodu, że go nie znałam. Znałam i to doskonale. Moje zdenerwowanie wynikało z
tego, że go w tym danym miejscu spotkałam. Miałam z nim tak bliski pierwszy raz
od bardzo długiego czasu.
- W takim razie przepraszam… Hmmm... wydawało mi się, że…-
jeszcze przez chwile uważnie mi się przyglądał- Nieważne.- westchnął i lekko
spuścił głowę.
No cóż. Odwróciłam
się i odeszłam powstrzymując się od głośnego szlochu. Musze się przyznać, miałam
wyrzuty sumienia. Chociaż to nie ja powinnam czuć się winna.
Przyśpieszyłam
kroku i przygryzłam dolna wargę. Przypomniało mi się bowiem wydarzenie sprzed
paru dni, gdy przybyłam do Karakury:
- Chotto matte
neechan!
- Oj daj spokój Ayano!
Chyba na tyle nie zdziczałaś u Shinonome dono, by teraz bać się wyjść na ulice!
- Bać się nie boje-
westchnęłam- Tylko spójrz jak ja wyglądam -.-‘
Siostra przyjrzała się mi w ciszy.
- No… Bywałaś w
lepszym stanie, ale teraz też nie jest źle.^^’
- =.=’
Wróciłam do przedpokoju, by spojrzeć
na swoje odbicie w lustrze. Kisuke chyba nie do końca zadbał o moje ciało przez
te cztery lata. Nieco wychudzona sylwetka, podkrążone oczy, twarz jeszcze
bledsza niż zwykle, potargane i przetłuszczone włosy, które sięgały mi prawie
do kolan oraz za mały mundurek szkolny, którego spódniczka ledwo kryła pośladki,
a materiał koszulki był tak naprężony, że bałam się, iż lada chwile rozerwie mi
guziki.
- I ty to nazywasz
„nie źle”?! Gdzie twoje okulary tak w ogóle?
- Zost… zgubiłam gdzieś
^-^’
- Cała ty -.-‘ Dziwie
się, że przy mnie jesteś całkiem inna osoba przy swoim oddziale.
- Ty też neesan- odparła
już całkiem poważna.
Po chwili namysłu stwierdziłam, że
potrzeba mi długiej kąpieli i ogarnięcia się zanim wyjdę na miasto. Moja
siostra oznajmiła mi potrzebę sprzątnięcia tym czasie moje nieużywane od czasu mojego
treningu w SS mieszkanie.
To były ciężkie czasy, pomyślałam
maczając się w wannie. Mój sensei wcale nie był milą ani wyrozumiałą osobą. Nie
zdziwiłabym się jeśli przez niego mój charakterek nieco się zmienił. To był
istny syn szatana! Jak stwierdził to Kisuke: „Byłam jedyną osobą, która wytrzymała
z nim tak długo pod jednym dachem”. Może to samotność zrobiła z tego staruszka
takiego tyrana? Co prawda ostatni rok zajęło mi zdanie egzaminów w Akademii
Shinigami, wiece mieliśmy ze sobą już tak długiego kontaktu. Ale z zaskoczeniem
stwierdziłam, ze gdy wracałam po miesiącu do jego domu, stawał się trochę
milszy jakby się za mną stęsknił. Kiedy opuszczałam Soul Society rzekł, bym
czasem go odwiedzała. Chyba na prawdę przywiązałam się do tego staruszka.
Wstałam i okryłam się ręcznikiem. Dzięki
długiej kąpieli moje policzki nabrały żywszych kolorów, przez co wyglądałam
teraz bardziej jak człowiek, a nie manekin. Otworzyłam szafeczkę nad umywalka i
sięgnęłam po nożyczki. Parę zgrabnych ruchów i długie, czarne kosmyki upadły na
podłogę. Teraz było mi o wiele wygodniej i o kilka kilogramów lżej na głowie.
Kiedy stwierdziłam, ze włosy sięgające mi do polowy pleców są odpowiedniej
długości, zabrałam się szybko za robienie makijażu. Po czym okryta ręcznikiem,
ruszyłam śmiało do swojej sypialni. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać
ubrania, w które mogłabym się zmieścić. Niestety wszystkie były albo za
krótkie, albo za obcisłe. Możecie wierzyć lub nie, ale podczas treningu urosłam
(teraz mam cale 164 cm, fuck yeah xD) i przybyło mi trochę w biuście.
- Mam!- rzekłam
uradowana wyciągając bluzkę, która kiedyś dla mnie była za dużą, ale uparłam
się by ją kupić. Bogu dzięki za moja upartość <3 Owa bluzka była długa,
dlatego w sam raz pasowała do czarnych leginsów, które jako jedyne były na mnie
dobre.
- Będę musiała zrobić
duże zakupy- rzekłam, a Kika tylko się uśmiechnęła.
- Dostałaś przecież sporo
kasy na wydatki od Urahary zanim pojechał.
Racja, kiedy wróciłam brat wręczył
mi spory pęczek pieniędzy + kartę i oznajmił, że wyjeżdża. Byłam mu niezmiernie
wdzięczna. Nie za pieniądze. Za to, co dla mnie zrobił. Zajęło mu to sporo
czasu i wysiłku, na pewno wiele razy znajdował się w trudnej sytuacji lub na
skraju rozpaczy, lecz udało mu się naprawić połączenie miedzy moim ciałem a
dusza. Zawsze wiedziałam, ze mogę na nim polegać. Kochałam go jak prawdziwego
brata. Dlatego nie zdziwiłam, się jak po tym wszystkim oznajmił, że zamyka
sklep na parę tygodni i jedzie do znajomego odpocząć.
- Ne, Ne, co ty na to
by po zakupach zrobić niespodziankę paru osobom?- spytała Kika.
Te „parę osób” to na pewno moi
starzy znajomi z liceum, którym po niefortunnym wypadku powiedziano, że jednak żyję
i przebywam w specjalnej klinice na rehabilitacji. Wiedziałam, że za tymi słowami
kryje się też inna osoba. Odruchowo spojrzałam na ścianę w salonie. Nadal
widniały na niej nasze bazgroły. Kurosaki Ichigo. To jego w szczególności miała
na myśli siostra. Czułam w duszy niezwykły napływ emocji. Nie mogę się doczekać…
Przystanęłam
na chwile, czekając aż światła zmienią się na zielone.
On… Nie
miałam z nim żadnego kontaktu od 2 lat! Żadnej nowiny, listu, nic… Z początku
usprawiedliwiałam go brakiem czasu, bo i on ma swoje życie. Nie byłam zła, może
trochę rozżalona, że nasze relacje nagle osłabły. Jednak teraz się nie dziwie
jego postępowaniem. To, co widziałam pozwoliło mi zrozumieć.
Kiedy wybrałyśmy się na miasto z zamiarem
uzupełnienia mojej garderoby, wpadłyśmy na chwile do sklepu z biżuterią. Wiecie
jak to jest- kobiety i świecidełka. Kiedy tak nachylałyśmy się nad ladą,
zauważyłam u siostry nową błyskotkę na szyji. Dziewczyna dzielnie ukrywała wisiorek
pod bluzka z minimalnym dekoltem, ale moje oko wyłapało taki szczegół jak to.
- Od kogo to?-
spytałam pokazując na ową rzecz.
- A to… Takie tam… na
wyprzedaży było to kupiłam- odpowiedziała zakłopotana.
- Jaaaasne ;>-
przyjrzałam się jej uważnie.
Kika uśmiechnęła się lekko po czym
pierwsza się wyprostowała. Nagle jej wzrok utkwił gdzieś za mną, a po chwili rozszerzyły
jej się źrenice.
-Co jest?- spytałam
również się prostując.
- Nic…- nie zdążyła
dokończyć, bo odwróciłam się i ujrzałam go. Stal przy wejściu przy ladzie. Nie
zmienił się za bardzo. Zmężniał na twarzy i może trochę pociemniały mu włosy,
to wszystko. Ale nadal wyglądał tak, jak go sobie ostatnio zapamiętałam.
Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie. Boże, jaki on przystojny…
Miałam już zamiar pobiec i wskoczyć mu na ręce, jednak szybko
zadowolenie zniknęło z mojej twarzy, gdy ujrzałam koło niego Inoue
przyglądającą się wystawie. Podeszłam bliżej, a po chwili na jej smukłym palcu mignął mi złoty
pierścionek zaręczynowy.
- Uso…- szepnęłam.
- Ayano, to na pewno
nie tak jak myślisz. Hora, podejdźmy i przywitajmy się z nimi…- chwyciła mnie
pod łokieć.
Wyrwałam się.
- A wiec jednak ruda
ma mózg i wykorzystała szanse- odpowiedziałam beznamiętnie.- Brawo, ja bym
postąpiła tak samo.
I wyszłam szybkim krokiem ze sklepu
nie będąc przez nich zauważona. Łzy cisnęły mi się w oczy, lecz dzielnie
powstrzymywałam je nim wróciłam do domu.
A wiec temu nie odpisywał na moje
listy. Stwierdził, że z nami koniec i znalazł sobie inna, o atrakcyjniejszych
walorach, która zawsze brzęczeć mu będzie nad uchem „Kurosaki kun! Kurosaki
kun!”. No cóż, życzę im powodzenia w dalszej drodze życia!
Zauważyłam,
że złości gniotę dokumenty, które trzymam w dłoni.
- AAA!!- natychmiast zaczęłam wyrównywać krawędzie i
zagniecenia. Przede mną rozciągał się pokaźny budynek, na którym widniał zdobiony
napis „Uniwersytet w Karakurze”. Weszłam
do środka pewnym krokiem.
Od dziś
zaczynam nowe życie.
Ale
bez ciebie…
Ichigo: „Podobna do NIEJ” sobota, 12:05
Wróciłem do domu. Jak zwykle rzuciłem
zwykłe „Tadaima”
- Przyszła do ciebie poczta. Położyłem ją na biurku u
ciebie.- oznajmił mi ojciec.
- A, sankyuu- pomknąłem po schodach i zamknąłem się w pokoju
na piętrze, rzucając torbę gdzieś w kąt.
Przez cały dzień jedna osoba
chodziła mi po głowie. Nic dziwnego, wystarczyło spojrzeć gdziekolwiek i za
każdym razem przypominało mi się wspomnienie o niej. Ale dziś na mieście...
Nie mogłem
uwierzyć, że spotkałem dziewczynę tak podobna do NIEJ! Byłem pewny, że to
Ayano! Ten sam odcień włosów, ta sama sylwetka, te oczy…! Nawet głos wydawał się
identyczny. Nadal miałem w głowie to zdanie „Znamy się?”. Zabolało jak cholera,
ponieważ wydawało mi się to zimnym spławieniem ze strony Fukumase. Kiedy
odchodziła dobrze się przypatrzyłem i stwierdziłem z żalem, że jednak się
pomyliłem. Ayano nie była taka wysoka, chodziła w trampkach, nie na obcasach,
nosiła czarne, podziurawione jeansy, a owa kobieta miała zwiewną, seksowną
sukienkę. Skóra była delikatnie muśniętą słońcem, co nie pasowało do bladej
cery, którą tak dobrze znałem. Może robię się chory? Mam obsesję na jej punkcie
i niedługo będę widzieć w dziewczynach w moim wieku jej podobiznę?
Westchnąłem.
Na stole, tak jak powiedział ojciec,
leżały dwie koperty. Drżącą ręką otworzyłem jeden z nich. Już dawno oczekiwałem
na bardzo ważny list, codziennie więc miałem nadzieje, ze takowy otrzymam. I
tak jak było zazwyczaj spotykałem się z zawodem. Codziennie od dwóch lat…
Jeden zawierał wyniki moich
egzaminów po I roku studiów, drugi zaś pogratulowanie i premie na następny rok.
„Gratulujemy Kurosakiemu Ichigo pomyślnego zdania egzaminów i
wspaniałych rezultatów…” bla bla bla…
Podrapałem
się po głowie i położyłem się na łóżku.
- To już 4 lata, co?- rzekłem sam do siebie.- Może
powinienem spytać o to Urahare?
- Braciszku! Kolacja na stole!- usłyszałem z dołu głos Yuzu.
Podniosłem się z posłania i usiadłem na łóżku.
- Już idę!
Oh Ayano,
czemu nie odpisujesz mi na listy?
Kika: „O jakim przedstawieniu mowa?”
poniedziałek, 10:00
- Chcesz powiedzieć, ze nasze gołąbki się rozstały?- spytał
srebrnowłosy śmiejąc się pod nosem. Zgromiłam
go wzrokiem.
- Gomene, Kikachan, oni mnie po prostu śmieszą^^ Okazuje
się, ze nawet dorośli ludzie maja braki w komunikacji międzyludzkiej i nie
wiedza jak sobie z tym problemem poradzić.
- Rozumiem, ze ty masz doktorat w tej dziedzinie.-
prychnęłam.
- A żebyś wiedziała- odrzekł nadal się uśmiechając.
Ścisnęłam
nagle mocniej bandaż na jego ręce, który właśnie nakładałam.
Zaklął cicho pod nosem.
- To boli, pani pielęgniarko!- ton jego głosu brzmiał niczym
obrażone dziecko.
- I dobrze, że boli. Przynajmniej masz już czucie w ręce.-
warknęłam.
Od walki z
Aizenem, kiedy Gin stracił władze w prawej ręce, zajmuje się nim i jego
rehabilitacja. Został oficjalnie osadzony przez Soul Society za zdrajcę i
wygnany do prawdziwego świata. Musiałam mu pomoc, ponieważ nie poradziłby sobie
na początku z tylko jedna sprawną ręką. Znalazłam mu mieszkanie i prace. O
resztę sam zadbał. Ja przychodziłam tylko od czasu do czadu zająć się jego
ramieniem lub sprawami domowymi. Musze przyznać, że dość szybko zaznajomił się
z otoczeniem. Rok później dzięki Orihime i jej umiejętnościom, zdołała
przywrócić do pewnego stopnia nerwy, z czasem zaczął czuć ciepło i dotyk i
umiał delikatnie poruszać palcami. Jednak to tylko drobne umiejętności.
Kiedy
skończyłam bandażować i pomogłam założyć mu koszule, nadal zła klepnęłam go po
ramieniu.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze?- spytałam.
Pokręcił
głową.
- Nie wiem czego się tak wściekasz. Twoja siostra sama o
wszystkim zadecydowała. Nam pozostaje przyglądać się przedstawieniu, które
nieświadomie przygotowała.
- O czym ty mówisz?
- Rzekłaś, że idzie na Uniwersytet w Karakurze?
- No tak?
Gin
uśmiechnął się jeszcze bardziej. Ten chytry lis o czymś wiedział i nie chciał
się z tym że mną podzielić.
- Wszystko, co powiedziałem okazuje się być prawda.
- Możesz powiedzieć czego się tak szatańsko szczerzysz?
- Mogę^^- rzekł.- Ale nie muszę.- dopowiedział.
Myślałam, że
się na niego rzucę =_=

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz