niedziela, 13 października 2013

02.

Ayano: „Wizyta domowa”, poniedziałek, 16:25

            Pierwszy dzień na uniwerku, pierwszy wykład, pierwsi znajomi, pierwszy posiłek w bufecie- jest wspaniale! Profesorowie wymagający i znowu będę miała styczność z moim kochanym angielskim... Ale poradzę sobie!
- Na razie!- pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam.
            Zadowolona z siebie zmierzałam ku wyjściu i nawet nie zauważyłam, że ogromne drzwi na sale gimnastyczna otwierają się, wiec oberwałam nimi w nos. Wylądowałam z hukiem na czterech literach. W oczy cisnęły mi się łzy, wiec chwyciłam ręką za obolałe miejsce by je rozmasować. Tym czasem z sali wyszła grupka chłopaków w koszykarskich koszulkach. A pierwszym, który wychylił się zza drzwi był dziwnie znajomy… zaraz…? ICHIGO?!?!?!
… Zgon …
Co on tu do cholery robi?! Prześladuje mnie?!
            Chłopak spojrzał w moja stronę, wytrzeszczył oczy i niewątpliwie miał taki sam wyraz twarzy jak ja. Zamierzał coś powiedzieć, bo otworzył usta i wziął głęboki oddech, ale chyba przypomniał sobie, że to mnie ostatnio spotkał. Po chwili zrozumiał, że przypadkiem przywalił mi drzwiami ( niee, tak tylko sobie odpoczywałam na podłodze) i chciał pomóc mi wstać, lecz zanim to zrobił, inny koszykarz zdarzył podać mi dłoń, którą chwyciłam.
- Nic ci nie jest?- spytał ów wybawca.
- Nie, dzięki- otrzepałam ubranie.
- Uważaj na siebie! Ja matta!- odwrócił się, a za nim poszła cała gromada.
            Miałam zamiar odejść stąd jak najszybciej się da. Czemu do cholery  ON wybrał się na ten sam uniwerek co ja?! Jest tyle uczelni w Karakurze i w okolicach, a JA MUSZE BYĆ AKURAT Z NIM!! Kurwa mać! Miałam go już nigdy nie spotkać!
            Ze złości aż odcisnęłam sobie paznokcie na dłoniach.
- To chyba twoje.- usłyszałam
            CO DO KUR…?!- o mało nie wyrwało mi się. Jednak opanowałam się i odwróciłam.
- Co takiego?- odpowiedziałam udawanym słodkim głosikiem.
            Pomarańczowy wyciągnął w moja stronę mój dowód osobisty. Widocznie wypadł mi z torebki, gdy zaliczyłam spotkanie z drzwiami. Sięgnęłam po niego, jednak w ostatniej chwili chłopak cofnął rękę i przeczytał na głos.
- Ikkan Onaya. Ikkan? Rzadko spotykane nazwisko w tych okolicach.- rzekł przyglądając mi się uważnie.
            Odetchnęłam z ulgą. Dobrze, ze niisan miał znajomości z różnymi ludźmi. Dzięki temu mogłam zmienić bez problemu imię, nazwisko i wiek przy czym wyrobić fałszywy dowód.
- Nie jestem z stąd. Czy możesz oddać mi dowód? Śpieszę się.- ponagliłam go.
            Kurosaki jeszcze chwile przypatrywał się mojemu zdjęciu. Bałam się, że mógłby się domyślić kim jestem. Hayaku!
- Przepraszam, że cię zatrzymałem- i oddał mi moją własność- Jestem Kurosaki Ichigo.
            Na prawdę? Co ty? Pomyślałam zgryźliwie.
- Hajimemashite.
            W końcu mogłam się od niego oddalić, a truskawka dołączył szybkim truchtem do reszty grupy. Zdołałam tylko usłyszeć:
- Kurosaki! Znowu podrywasz jakąś laskę?
             Oh, znowu? Ciekawych rzeczy się tu dowiaduję
- Jakie „znowu”?!- oburzył się pomarańczowy.
- To nie fair! Niedługo wszystkie foczki z I roku będą twoje! Daj kolegom trochę się zabawić.
            Wyszłam z budynku i odetchnęłam z ulga. Chyba za późno na składanie rezygnacji, co? 
-AAA!!! Masakra!!- krzyknęłam rzucając torebkę na sofę obok mojej siostry.
- A- Ayano?!- spytała trochę zmieszana- Co się stało?
- Nie uwierzysz z kim jestem na Uniwerku!!
            Usłyszałam śmiech w kuchni, a po chwili wyłonił się z niej Gin z moim ulubionym kubkiem z kogutem w reku.
- Niech zgadnę, z Kurosakim?
- A TY CO TU ROBISZ?! I SKĄD WIESZ?!
            Szok- widzieć Ichimaru w moim mieszkaniu. Od ostatniego naszego spotkania trochę czasu minęło, a jego morda ani trochę się nie zmieniła, to podejrzane O.o’ Ile w końcu on ma lat? 30? Znaczy się 30 tysięcy?- Przypałętał się to go zaprosiłam.- odrzekła cicho Kika.
- I widzę, że już zdążył się tu dobrze poczuć.- Zgromiłam go wzrokiem widząc jak delektuje się kawą z MOJEGO kubka.
- Pytałaś skąd? Otóż przez ostatni rok byłem jego nauczycielem angielskiego w liceum.- powiedział.
- Pracowałeś jako nauczyciel w naszym liceum?!
- Pracuję- poprawił srebrnowłosy.
- PRACUJESZ?!- znowu szok. Gin to nauczyciel angielskiego! To chyba mój najgorszy koszmar- Skąd ty znasz angielski tak w ogóle?
- Nauczyłem się.
- W ciągu 2 lat?- W ciągu całego mojego życia zdążyłem nauczyć się kilkunastu starożytnych języków, a ty nie możesz przyswoić nawet jednego.
-Uruse kuso ojisan… (jap. Zamknij się cholerny dziadzie) Czy ty nie za bardzo rozgościłeś się w moim mieszkaniu?!- spytałam widząc, że mężczyzna po raz drugi sięga po coś do mojej lodówki.
- Pozwoliłem sobie czuć się jak u siebie w domu
- Eh…- usiadłam na fotelu i podkuliłam nogi.
- Zaczęłaś coś o Kurosakim- ciągnęła czarnowłosa.- Jesteś z nim na uczelni, tak?
- Właśnie!! Jest tylko na drugim roku. I wydaje mi się, że mnie poznał, albo przynajmniej podejrzewa.
- Coś dziwnego- zakpił Ichimaru.
            Zerknęłam na niego z ukosa.
- I co? Nadal będziesz podawać się jako Onaya?- zapytała.
- Onaya? Cóż to za debilne imię! Chyba tylko idiota nie zauważy, ze to „Ayano” od tylu- westchnął.
- Sreberko, morda w kubeł... Oczywiście, że nie powiem mu, że to ja. Nie po tym, co widziałam.
- Wiesz, do tego, co widziałyśmy, nie jestem w 100% pewna.
- Daj spokój! To nie była dwuznaczna sytuacja! Próbujesz go bronić! 
- Wcale nie! Usiłuję spojrzeć na to z drugiej strony. Może po prostu źle to odebrałyśmy.
- Tego nie da się źle odebrać!- fuknęłam zła, że poruszyliśmy ten temat. To była nadal świeża rana na mojej piersi.- Nie utrzymywaliśmy przez 2 lata żadnych kontaktów, czy to nie wystarczający dowód, że coś dzieje się nie tak?
- Ayano, wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Ja osobiście wątpię, żeby Ichigo mógł wytrzymać z Inoue. Przecież to wiesz.
            Westchnęłam. Jak zwykle Kiki argumentów nie da się podważyć. Ale ja i tak wiedziałam swoje.
- Poobserwuje go na razie. Potem zdecyduje, co zrobić- stwierdziłam po chwili.
- To będzie istne wspaniale przestawienie.- ucieszył się srebrnowłosy.
- Jeszcze słowo, a wylecisz za balkon.
- Oho, Ayanochan staje się groźna- zmrużył bardziej oczy i wyszczerzył się.
- Gdyby nie to, ze jesteś niepełnosprawny, wykręciłabym druga rękę. 
- I co ja biedny bym wtedy zrobił?- w jego glosie usłyszałam udawany strach.
- Ale zaraz przestane na to zwracać uwagę.
            Kłóciliśmy się tak może z pół godziny, a biedna Kika musiała się temu wszystkiemu przysłuchiwać. W pewnym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Kto to może być? Kolegów zdaje się nie zapraszałam- podeszłam i zerknęłam przez wizjer- O kurw…! 
- Kto tam?- spytała zaciekawiona Kika
- I-I-Ichigo!- odpowiedziałam półtonem- Mnie tu nie ma!- zabrałam swoje buty i torebkę i pomknęłam do łazienki. Położyłam deskę klozetowa i usiadłam na kiblu.
            Usłyszeliśmy znowu krotki dzwonek.
- Już otwieram!- krzyknęła.
- Kika? Przepraszam, że przychodzę bez uprzedzenia- po chwili jego głos rozległ się w mieszkaniu.
- Mam parę pytań. Ayano wróciła z Soul Society?
            Zapadła krótka cisza. Miałam wrażenie, że siostra zastanawia się nad odpowiedzią. Byleby nie powiedziała mu prawdy.
- Nie, niestety jeszcze nie.- odrzekła na moją ulgę.
- Rozumiem- czyżbym słyszała w jego glosie smutek? Stęsknił się za mną playboy jeden?!
– Spotkałem kilka razy dziewczynę podobną do niej. Miałem nadzieje, że to była ona.
- Na prawdę?- na korytarz wkroczył także Gin.
Przez szparkę w drzwiach ujrzałam zaskoczenie na twarzy pomarańczowego. 
- To iście ciekawy temat. Może opowiesz nam o tym więcej i dojdziesz do wniosku, że być może to była ona, tylko udaje, ze cię nie zna? 
            JA- GO- CHYBA- UDUSZĘ-!
            Chwyciłam za klamkę, ale po chwili opanowałam się. Trudno byłoby wyjaśnić, co Ikkan Onaya robi w mieszkaniu Ayano i ukrywa się w łazience z zgaszonym światłem. 
- O, Ichimaru san. Nie wiedziałem, że też tu jesteś. Nie myślałem, ze kogokolwiek tu zastane. 
To po kiego czorta tu przylazłeś? 
- Wpadam tu od czasu do czasu, gdy jestem w mieście.- wymyśliła szybko czarnowłosa. 
- A ja dotrzymuje jej towarzystwa i dostarczam wystarczająco dużo rozrywki- dodał starszy mężczyzna opierając się o Kikę. 
            Pomarańczowy odkaszlnął zarumieniony, a ja mało co nie wyskoczyłam z łazienki. JAKIEJ ROZRYWKI?!! Przez szczelinę zauważyłam jak Kika dźga go łokciem w żebra. Coś tu się święci
- Rozumiem.- odrzekł wolno.- No, cóż. Miałem nadzieje, że ją spotkam. Dacie mi znać, kiedy się pojawi?
- Jasne- odrzekli razem.
            Kika zatkała srebrnowłosemu ręką usta. Widocznie znowu jakiś tekst cisnął mu się na język. Kiedy młodszy wyszedł, odetchnęłam z ulgą i wyszłam z łazienki.
- Coś mi mówi, ze na wizytach domowych się nie zakończy… I CO MIAŁY ZNACZYĆ TE „ROZRYWKI”?!- spytałam przyglądając się bacznie obojgu.
- Nie słyszałaś nigdy o przygodach swojej siostrzyczki, kiedy to jeszcze należała do mojego oddziału?- srebrnowłosy zmrużył oczy i uśmiechnął się szatańsko.
            Natychmiast w głowie stworzyły mi się setki strasznych wizji, które mam nadzieje nigdy nie były prawdziwe.
- Nie…?- przeniosłam wzrok na bliźniaczkę- Nie opowiadałaś mi o tym.
- Nie słuchaj go^^’ On jak zawsze zmyśla^-^’ I ZARAZ OBERWIE =_=’- dokończyła z dziwnym naciskiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz