niedziela, 13 października 2013

05.

Ichigo: „Niebieska parasolka” poniedziałek,  7:50

            Inoue nie jest osobą mściwą, albo taką, którą długo się gniewa. Od naszego spotkania w kawiarni minęły dwa tygodnie, ale już po dwóch dniach od kłótni pogodziliśmy się.

„- Nic nie szkodzi, Kurosaki kun. To chyba niskie ciśnienie tak wpłynęło na mnie i z niczego zrobiłam awanturę^^' Baka, baka, baka^^' Przepraszam...”
           
            Wspomniałem jej słowa. Iie, prawda jest taka, że zbyt dużo myślę o czarnowłosej. Obiecałem sobie, że sam z siebie nie powiem ani słowa o niej dopóki jej nie zobaczę.
            Wysiadłem z samochodu- zdałem niedawno prawko, a ojciec w prezencie oddal mi swoje stare auto.- i założyłem kaptur na głowę. Padało chyba już od 5 dni i na chodniku porobiły się spore kałuże. Omijając jedna z nich po drodze, zauważyłem biegnącego po drugiej stronie jezdni Akaye.
- Kurosaki! Kurosaki!- krzyknął coraz bardziej zbliżając się do mnie.- Kuuuuroooosaaaaaakiiii! KU- RO- SA- KI!
            Zatrzymałem się. Ten facet już przesadza.
- Nie drzyj się! Widzę cię!- zbeształem go, gdy znalazł się bliżej.
- Sorry, po prostu myślałem, że mnie nie usłyszysz z tak daleka.
            Może przez bycie shinigami za bardzo wyostrzyły mi się zmysły, skoro tak...?
- Twojego irytującego głosu nie sposób nie usłyszeć. Więc? O co chodzi?
- O imprezę dla I-rocznych.
- Ah... O TĄ imprezę.
            Co roku dla studentów I. roku sempaiowie organizują imprezę. Taka... tradycja uczelni, można by powiedzieć. Wole nie wspominać, co tam się działo. Co gorsze na tą imprezę przychodzą wszyscy, bo uważają, że to świetna okazja do zabawy w środku semestru.  Ich zdanie zmienia się po drugim zadaniu… Owszem jest coś dobrego w tej zabawie.  Zaproszone są wszystkie roczniki, więc zdobycie bogatych, wpływowych znajomych czy też sponsorów, którzy też przez pierwsze 2 godziny się tam kręcili jest bardzo możliwe. Np. tak w przypadku moim- dzięki temu zdobyłem kontrakt w klubie koszykarskim. To było niestety jedyne szczęście jakie mnie wtedy spotkało.
- W tym roku zaszły drobne zmiany. To II- roczni będą opiekować się I-rocznymi.
- Oh… -.-‘ Miło.
            Znowu zostanę w cos wpakowany. Znowu! Ja… nie chce w tym uczestniczyć, nie chce…
- Wybierz sobie panienkę, którą będziesz się zajmować podczas tej pamiętnej nocy.
            Pamiętnej nocy… Te „opiekowanie” się kimś miało podobno na celu zacieśnianie więzów miedzy studentami i nauczanie pierwszorocznych, ze rządzi tu pewne prawo i grupa popularnych ludzi zwana  „Szlachtą”. Do owego zgromadzenia zaliczane są osoby od 2 roku, które osiągnęły jakieś wyróżnienie lub są po prostu bardzo popularne u płci przeciwnej. Niestety ja też jestem zaliczany do „Szlachty”. Większość par kończy w ten sposób, że po paru butelkach piwa lub czegoś mocniejszego (lub po prostu „Szlachta” im czegoś dosypuje do drinków) budzi się razem w różnych miejscach po udanym stosunku. Z przykrością musze stwierdzić, że o mały włos skończyłbym tak samo. Laska, która była moją opiekunką wypiła 30 kieliszków pod rząd i wiadomo jak to by się skończyło.
- Tak wiec przyszykuj się!- klepnął mnie po ramieniu.
            Weszliśmy do środka budynku.
- Mówiłem ci, jestem zajęty.
- Dobrze, dobrze. Nawet jeśli istnieje ta twoja dziewczyna, której nigdy nie widziałem to chyba wybaczy ci ten mały „niezaplanowany” skok w bok? Czego nie widzi, to ją nie zaboli, nie?
            Czasami brak mi na niego słów. Miałem taka ochotę jebnąć mu w twarz, ale w ostatnim momencie powstrzymałem się. Mógłbym przypadkiem wybić mu szczękę. No ale dobrze, wybaczę mu. Trudno się dziwić takiemu zachowaniu, chłopak wychował się w USA.
- Data już ustalona?- spytałem.
- Tak, tuz po ich pierwszych egzaminach.
- Czyli w ten piątek?
             Kiwnął głową.
             Masakra...
***

             Kiedy skończyłem zajęcia ona czekała już pod drzwiami sali. Mowa oczywiście o rudej.
- Kurosaki kun!- rzekła na co paru moich kolegów obróciło się i puściło mi oczko.
- Inoue? Co ty tu robisz?- spytałem zaskoczony. Pierwszy raz odwiedziła mnie na uniwerku.
- Etto… Zrobiłam trochę za dużo ciasteczek dla dzieciaków z „Kącika zabaw”. U mnie się zepsują, wiec tak się zastanawiałam, czy nie chciałbyś trochę…?
- Jasne. Karin i Yuzu na pewno się ucieszą.
- Poza tym chciałabym ci powiedzieć, że zgłosiłam się do organizowania imprezy.
            Znowu… Czemu wszyscy gadają tylko o tej głupiej zabawie?
- F- fajnie.
- Un. Na pewno się tam spotkamy. Będzie na prawdę super. Ishida kun był tu przed chwilą i chyba coś od ciebie chciał.
- Tak? Cóż, znajdę go później. Nie masz przypadkiem na 16:00 do pracy?
- O! Masz racje! Masz- wręczyła mi ładnie opakowane pudełko z ciastkami- To ja lecę! Na razie!- i cmoknęła mnie w policzek.
            …
            Drgnąłem.

            Postanowiłem więc zawieźć słodycze dla sióstr. Kiedy zjawiłem się w domu ojca, dziewczyny rzuciły mi się na szyje. No dobrze, tylko Yuzu to zrobiła. Chociaż Karin też jakoś podejrzanie miła była. Pewnie już wyniuchały, że coś dla nich mam. Ojciec jak zawsze zaczął pieprzyć jakieś głupoty, za to Yuzu przyszykowała mi pyszny obiad. Odkąd się przeprowadziłem, nie jadłem tak dobrze. Moje mieszkanie zawalone było pustymi pudelkami po zupkach chińskich. Zasiedziałem się u nich aż do 21:00. Mimo utrzymującej się kiepskiej pogody, mój humor po tej wizycie znacznie się poprawił. W drodze powrotnej niestety zagapiłem się i oblałem woda z kałuży dziewczynę stojącą na przystanku autobusowym. Przytrzymałem się, by przeprosić. Wtedy niebieska parasolka owej dziewczyny odkryła jej twarz, a ja mogłem usłyszeć głośne przekleństwo ku mojej osobie.
- Uważaj jak kurwa jedziesz…! Yyyyy…?

            „Yyyyy…?” To mało powiedziane, bo ujrzałem rozwścieczoną na maxa Onayę. Z jej ubrań i włosów lała się ciurkiem woda, a wyraz jej twarzy mówił sam za siebie.

Ayano: „Mokra”, 21:21

- K- kurosaki senpai?!- krzyknęłam choć w połowie głos mi zadrżał. Nie wiem czy to z zimna czy z zaskoczenia.
- Ikkan san, gomenasai! Nie chciałem!- odpowiedział przez otwarte drzwi- Może odwiozę cię za to do domu?- zaproponował.
- Nie! Nie trzeba!- szybko zaprotestowałam. Gdyby mnie podwiózł do mieszkania mógłby się domyślić kim na prawdę jestem. Mowy nie ma! Jeszcze czego!
- Jesteś pewna? Przeziębisz się! Wskakuj!
- Tylko, że… że… -rozejrzałam się lekko po otoczeniu.
            Zauważyłam reklamę z napisem „Dorabianie kluczy”. O, to jest myśl!
- Że?
- Widzisz… zgubiłam klucze.- wymyśliłam wymówkę.
- Na serio? Oh, biedna. Zgłosiłaś to na policje? Może chcesz, żebym ci pomógł szukać?
- Już to zrobiłam.
            Kurcze! Czemu on nie chce się odczepić? Odwal się w końcu, pomyślałam.
- A gdzie przenocujesz?
            No raczej nie u ciebie, geniuszu. Czyżbyś się o mnie troszczył? A może to jakaś propozycja?
- U koleżanki.- Uff…. Całe szczęście, że nie powiedziałam „u Kiki”, bo to właśnie o niej pomyślałam. Chociaż… tez złe! Kika nie ma teraz mieszkania i nadmiar złego jest w SS
- To może cię tam podwieźć?
- Jeszcze nie ma jej w domu.
            Ale sypie kłamstwami, jak z rękawa.
- To może nie masz nic przeciwko, abyśmy zajechali do mnie? Dam ci coś suchego.
            WTF?! Po cholerę? Jak odmówię, nie powinien się dziwić, co nie? Wsiąść do samochodu całkiem obcego faceta i pojechać z nim do jego domu. Jednak widząc jak się trzęsę, chłopak ponaglił mnie gestem. Myśląc tylko o tym by zrzucić mokre ciuchy, wsiadłam. Ichigo zdjął bluzę i wręczył mi ja. Okryłam się nią szczelnie.
- Dzięki- mruknęłam.
            Ruszył, a ja dopiero co zrozumiałam co takiego zrobiłam. Jadę do NIEGO. Czemu? Czemu za każdym razem, kiedy próbuję się od niego odgrodzić, on nagle się pojawia i robi w mojej głowie furorę?!
Ciekawe, czy wszystkim dziewczynom proponuje wizytę w jego raju.
- Pewnie teraz myślisz, że zapraszam wszystkie dziewczyny do siebie, co?
            … Nie, no co ty? Jasnowidz jakiś? =.= Może osiągnął jakieś nowe umiejętności shinigami, które pozwalają na czytanie w myślach? Nie, Ayano. Nie wymyślaj głupot!
- Po prostu czuje z tobą jakąś dziwna więź . Poza tym oblałem cię, powinienem coś na to zaradzić.
- Dziwna więź? Może dlatego, że przypominam ci jakąś dziewczynę, z która mnie pomyliłeś wtedy na mieście?
- Masz dobra pamięć.
- Yyy, tak. Z taka zaciekłością się mi przyglądałeś, że utkwiło mi to w pamięci.
- Gomen… Dawno jej nie widziałem.
- Jakaś przyjaciółka?- spytałam dociekliwie.
Ciekawe, co o mnie powie.
- Coś w tym rodzaju.
- A ta dziewczyna, z którą rozmawiałeś po południu? To twoja dziewczyna, co nie? Tak często cię odwiedza. Gomene, że wypytuje, ale ładnie razem wyglądacie
            Taa, akurat =.=          
Ah, ta moja gra aktorska. Wszystko perfekcyjnie, chociaż ostatnie zdanie z lekkim trudem przeszło mi przez gardło.
- Chodzi ci o Inoue?- parsknął śmiechem.
            Zdziwiłam się. Co ma oznaczać ta reakcja? Zgadłam?
- Masakra, czemu wszyscy mi tak mówią?- powiedział po chwili nie spuszczając oczy z drogi.- Przyjaciółka.
- Na pewno?- przyjrzałam się mu- Jej spojrzenie chyba mówi co innego.
            Przez chwilę spojrzał pytająco na mnie. Czyżby się domyślił, że jestem jego zazdrosna ex? Chyba za późno ugryzłam się w język.
- Heh…- pokręcił głową.- Nie jestem nią zainteresowany.             
            Ulga… Dziwna ulga…
            Nic tylko lekko na sercu… Niewątpliwie poczułam się lepiej. Nie należy do INOUE.
            Czyli jak mam wytłumaczyć to, co widziałam w sklepie z biżuteria? Od tak umówili się na zakupy i postanowili przymierzyć pierścionki? W sumie też tak robię jak widzę, że coś się świeci… Może coś w tym jest…
            Kurcze, czuję się głupio. Zamiast posłuchać się Kiki i wyjaśnić całą tą sprawę wołałam przybrać postać Onayi i go olać.
            Ale pozostaje jeszcze jedno „ale”. To wcale nie tłumaczy ich bliskości. Może nie chciał rozpowiadać ich związku?  Zwłaszcza dla dziewczyny, z którą raptem rozmawiał 3 razy góra 5 minut. Nawet ja będąc z Kurosakim nie powiedziałam o tym dziewczynom, nawet siostrze. Dopiero po samej rozmowie i moim zachowaniu wywnioskowały, że coś jest nie tak i kazały się przyznać…
            Kurde, nie mam pewności! Gdybym nawiązała do tego, że pewnego dnia widziałam ich w tym durnym sklepie, pewnie skojarzyłby fakty i domyślił się, że to ja jestem Ayano.
- Co tak zamilkłaś?- spytał, gdy przez pewien czas się nie odzywałam.
            Moje myślenie nagle się wyłączyło, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na mojej. Powstrzymałam dreszcz i chęć odepchnięcia jej.
- Etto…- zaczęłam gorączkowo myśleć nad tematem do rozmowy.- Zastanawiam się, co włożyć na imprezę.- wymyśliłam szybko.- Pewnie pierwszoroczne zabijają się o ciebie
- Właśnie- dodał z westchnieniem i gwałtownie skręcił w prawo. Zatrzymał się na parkingu.- Musze sobie znałeś normalna pierwszoroczną… Zaraz…- spojrzał na mnie
- E?- spytałam trochę przestraszona.
- Ikkan san! Ciebie wybiorę na podopieczna.
- Ee?!
            Jego twarz była niebezpiecznie blisko. Boże, znów mogę ujrzeć jego brązowe tęczówki z tak bliska… Opanuj się, niech cię to nie zahipnotyzuje! No opanuj się!- krzyczałam w myślach. Postanowiłam sobie, że już więcej o nim nie pomyślę. Ale w tym momencie tak zapragnęłam jego ust…!
- Nie możliwe, że jesteście aż tak podobne- rzekł w końcu urywając nasz kontakt między-zmysłowy.- Mam wrażenie, że wszyscy mnie oszukują. Powiedz mi szczerze, jesteś Ikkan Onaya, tak?
            Całkowicie zbił mnie z tropu. Wystarczyłoby powiedzieć krótkie „nie”, żeby moje życie powróciło do normalności. Wystarczyłoby…
- …N- n- no tak. Sorry, nie wiem o co ci chodzi. Może ja sobie pójdę…?-rzekłam nerwowo.
            Zaprzepaściłam szanse… Nie byłam gotowa.
- Przepraszam. Ostatnio w mojej głowie mam mętlik.- wysiadł, a po chwili znalazł się po drugiej stronie z parasolka i pomógł mi wyjść.
            Mimo ciemności rozpoznałam tą okolice. Nie mogłam uwierzyć… To było świeżo wybudowane osiedle, o którym kiedyś pisaliśmy w listach! Planowaliśmy tu razem zamieszkać, kiedy wrócę…
            Zasłoniłam ręką usta.
- Ty tutaj mieszkasz?!- spytałam łamiącym się głosem.
- Tak, a bo co? Niedawno się wprowadziłem.
            Prosiłam w duchu, by teraz nie spojrzał na mnie, powstrzymywałam się od płaczu. Pamiętał. O wszystkim, o obietnicach, o nas.
- Coś się stało?- spytał przyglądając mi się.
            Oczywiście, że tak dupku!
- Nie…! Wydawało mi się, że moja koleżanka tu mieszka-  No proszę Ayano… sypiesz kłamstwami jak z worka. Niedługo będziesz się mogła równać z Jackiem Sparrowem.
- So ka.- zamknął samochód i poprowadził mnie w kierunki klatki.
- Eeee…- wziął wdech- Jesteś pierwszą, która tu zapraszam. Miała być nią Ayano i mieliśmy zrobić wchodziny, ale w tej sytuacji muszę zrezygnować z moich głupich wymysłów.
            Serce zabiło mi szybciej. Miałam być tu pierwsza?
Pewnie wiecie jak to jest, kiedy ukochana osoba wyznaje wam miłość? Niezręczność, uczucie zmieszania, gorąca i jednocześnie przyjemności. Ja w tej chwili miałam tak samo. Byłam głupia, bo uwierzyłam w moja głupotę. Zwątpiłam w Ichigo. On mnie cały czas kochał!
            Weszliśmy po schodach na 3 piętro i przystanęliśmy na chwile przy drzwiach. Ichigo wyciągnął z kieszeni przewieszkę z kluczami.
            Powinnam mu powiedzieć prawdę… Powinnam… Czułam, że serce wyrwie mi się z piersi nim zdecyduje się cokolwiek wykrztusić.
- Słuchaj… Musze ci coś ważnego powiedzieć.- zaczęłam drżącym głosem.
Pomarańczowy otworzył zamek i położył dłoń na klamce. Odwrócił się twarzą w moją stronę czekając.
- Co takiego?
            Światło na klatce schodowej zgasło. Jedynym i w dodatku nikłym źródłem światła była latarnia widoczna za oknem na półpiętrze. Słyszałam swój przyspieszony oddech.
- Ja...
            Chwyciłam go za rękę. Jej ciepło dodawało mi odwagi.
 - Jestem Aya…
            W tym momencie drzwi się otworzyły, a po drugiej stronie w oświetlonym pomieszczeniu stanęła naprzeciw nam cycata kobieta.
- Kurosaki kun?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz