Ichigo: „Niebieska parasolka” poniedziałek, 7:50
Inoue nie
jest osobą mściwą, albo taką, którą długo się gniewa. Od naszego spotkania w
kawiarni minęły dwa tygodnie, ale już po dwóch dniach od kłótni pogodziliśmy
się.
„- Nic nie
szkodzi, Kurosaki kun. To chyba niskie ciśnienie tak wpłynęło na mnie i z
niczego zrobiłam awanturę^^' Baka, baka, baka^^' Przepraszam...”
Wspomniałem
jej słowa. Iie, prawda jest taka, że zbyt dużo myślę o czarnowłosej. Obiecałem
sobie, że sam z siebie nie powiem ani słowa o niej dopóki jej nie zobaczę.
Wysiadłem z
samochodu- zdałem niedawno prawko, a ojciec w prezencie oddal mi swoje stare
auto.- i założyłem kaptur na głowę. Padało chyba już od 5 dni i na chodniku
porobiły się spore kałuże. Omijając jedna z nich po drodze, zauważyłem
biegnącego po drugiej stronie jezdni Akaye.
- Kurosaki! Kurosaki!- krzyknął coraz bardziej zbliżając się
do mnie.- Kuuuuroooosaaaaaakiiii! KU- RO- SA- KI!
Zatrzymałem
się. Ten facet już przesadza.
- Nie drzyj się! Widzę cię!- zbeształem go, gdy znalazł się
bliżej.
- Sorry, po prostu myślałem, że mnie nie usłyszysz z tak
daleka.
Może przez
bycie shinigami za bardzo wyostrzyły mi się zmysły, skoro tak...?
- Twojego irytującego głosu nie sposób nie usłyszeć. Więc? O
co chodzi?
- O imprezę dla I-rocznych.
- Ah... O TĄ imprezę.
Co roku dla
studentów I. roku sempaiowie organizują imprezę. Taka... tradycja uczelni,
można by powiedzieć. Wole nie wspominać, co tam się działo. Co gorsze na tą
imprezę przychodzą wszyscy, bo uważają, że to świetna okazja do zabawy w środku
semestru. Ich zdanie zmienia się po
drugim zadaniu… Owszem jest coś dobrego w tej zabawie. Zaproszone są wszystkie roczniki, więc
zdobycie bogatych, wpływowych znajomych czy też sponsorów, którzy też przez
pierwsze 2 godziny się tam kręcili jest bardzo możliwe. Np. tak w przypadku
moim- dzięki temu zdobyłem kontrakt w klubie koszykarskim. To było niestety
jedyne szczęście jakie mnie wtedy spotkało.
- W tym roku zaszły drobne zmiany. To II- roczni będą
opiekować się I-rocznymi.
- Oh… -.-‘ Miło.
Znowu
zostanę w cos wpakowany. Znowu! Ja… nie chce w tym uczestniczyć, nie chce…
- Wybierz sobie panienkę, którą będziesz się zajmować
podczas tej pamiętnej nocy.
Pamiętnej
nocy… Te „opiekowanie” się kimś miało podobno na celu zacieśnianie więzów
miedzy studentami i nauczanie pierwszorocznych, ze rządzi tu pewne prawo i
grupa popularnych ludzi zwana
„Szlachtą”. Do owego zgromadzenia zaliczane są osoby od 2 roku, które
osiągnęły jakieś wyróżnienie lub są po prostu bardzo popularne u płci
przeciwnej. Niestety ja też jestem zaliczany do „Szlachty”. Większość par kończy
w ten sposób, że po paru butelkach piwa lub czegoś mocniejszego (lub po prostu
„Szlachta” im czegoś dosypuje do drinków) budzi się razem w różnych miejscach
po udanym stosunku. Z przykrością musze stwierdzić, że o mały włos skończyłbym
tak samo. Laska, która była moją opiekunką wypiła 30 kieliszków pod rząd i
wiadomo jak to by się skończyło.
- Tak wiec przyszykuj się!- klepnął mnie po ramieniu.
Weszliśmy
do środka budynku.
- Mówiłem ci, jestem zajęty.
- Dobrze, dobrze. Nawet jeśli istnieje ta twoja dziewczyna,
której nigdy nie widziałem to chyba wybaczy ci ten mały „niezaplanowany” skok w
bok? Czego nie widzi, to ją nie zaboli, nie?
Czasami
brak mi na niego słów. Miałem taka ochotę jebnąć mu w twarz, ale w ostatnim
momencie powstrzymałem się. Mógłbym przypadkiem wybić mu szczękę. No ale
dobrze, wybaczę mu. Trudno się dziwić takiemu zachowaniu, chłopak wychował się
w USA.
- Data już ustalona?- spytałem.
- Tak, tuz po ich pierwszych egzaminach.
- Czyli w ten piątek?Kiwnął głową.
Masakra...
***
Kiedy skończyłem zajęcia ona czekała już pod drzwiami sali.
Mowa oczywiście o rudej.
- Kurosaki kun!- rzekła na co paru moich kolegów obróciło
się i puściło mi oczko.
- Inoue? Co ty tu robisz?- spytałem zaskoczony. Pierwszy raz
odwiedziła mnie na uniwerku.
- Etto… Zrobiłam trochę za dużo ciasteczek dla dzieciaków z
„Kącika zabaw”. U mnie się zepsują, wiec tak się zastanawiałam, czy nie
chciałbyś trochę…?
- Jasne. Karin i Yuzu na pewno się ucieszą.
- Poza tym chciałabym ci powiedzieć, że zgłosiłam się do
organizowania imprezy.
Znowu…
Czemu wszyscy gadają tylko o tej głupiej zabawie?
- F- fajnie.
- Un. Na pewno się tam spotkamy. Będzie na prawdę super. Ishida kun był tu przed chwilą i chyba coś od ciebie chciał.
- Tak? Cóż, znajdę go później. Nie masz przypadkiem na 16:00
do pracy?
- O! Masz racje! Masz- wręczyła mi ładnie opakowane pudełko
z ciastkami- To ja lecę! Na razie!- i cmoknęła mnie w policzek.
…
Drgnąłem.
Postanowiłem
więc zawieźć słodycze dla sióstr. Kiedy zjawiłem się w domu ojca, dziewczyny
rzuciły mi się na szyje. No dobrze, tylko Yuzu to zrobiła. Chociaż Karin też
jakoś podejrzanie miła była. Pewnie już wyniuchały, że coś dla nich mam. Ojciec
jak zawsze zaczął pieprzyć jakieś głupoty, za to Yuzu przyszykowała mi pyszny
obiad. Odkąd się przeprowadziłem, nie jadłem tak dobrze. Moje mieszkanie
zawalone było pustymi pudelkami po zupkach chińskich. Zasiedziałem się u nich
aż do 21:00. Mimo utrzymującej się kiepskiej pogody, mój humor po tej wizycie
znacznie się poprawił. W drodze powrotnej niestety zagapiłem się i oblałem woda
z kałuży dziewczynę stojącą na przystanku autobusowym. Przytrzymałem się, by
przeprosić. Wtedy niebieska parasolka owej dziewczyny odkryła jej twarz, a ja
mogłem usłyszeć głośne przekleństwo ku mojej osobie.
- Uważaj jak kurwa jedziesz…! Yyyyy…?
„Yyyyy…?”
To mało powiedziane, bo ujrzałem rozwścieczoną na maxa Onayę. Z jej ubrań i
włosów lała się ciurkiem woda, a wyraz jej twarzy mówił sam za siebie.
Ayano: „Mokra”, 21:21
- K- kurosaki senpai?!- krzyknęłam choć w połowie głos mi
zadrżał. Nie wiem czy to z zimna czy z zaskoczenia.
- Ikkan san, gomenasai! Nie chciałem!- odpowiedział
przez otwarte drzwi- Może odwiozę cię za to do domu?- zaproponował.
- Nie! Nie trzeba!- szybko zaprotestowałam. Gdyby mnie
podwiózł do mieszkania mógłby się domyślić kim na prawdę jestem. Mowy nie ma!
Jeszcze czego!
- Jesteś pewna? Przeziębisz się! Wskakuj!
- Tylko, że… że… -rozejrzałam się lekko po otoczeniu.
Zauważyłam
reklamę z napisem „Dorabianie kluczy”. O, to jest myśl!
- Że?
- Widzisz… zgubiłam klucze.- wymyśliłam wymówkę.
- Na serio? Oh, biedna. Zgłosiłaś to na policje? Może
chcesz, żebym ci pomógł szukać?
- Już to zrobiłam.
Kurcze!
Czemu on nie chce się odczepić? Odwal się w końcu, pomyślałam.
- A gdzie przenocujesz?
No raczej
nie u ciebie, geniuszu. Czyżbyś się o mnie troszczył? A może to jakaś
propozycja?
- U koleżanki.- Uff…. Całe szczęście, że nie powiedziałam „u
Kiki”, bo to właśnie o niej pomyślałam. Chociaż… tez złe! Kika nie ma teraz
mieszkania i nadmiar złego jest w SS
- To może cię tam podwieźć?
- Jeszcze nie ma jej w domu.
Ale sypie
kłamstwami, jak z rękawa.
- To może nie masz nic przeciwko, abyśmy zajechali do mnie?
Dam ci coś suchego.
WTF?! Po
cholerę? Jak odmówię, nie powinien się dziwić, co nie? Wsiąść do samochodu
całkiem obcego faceta i pojechać z nim do jego domu. Jednak widząc jak się
trzęsę, chłopak ponaglił mnie gestem. Myśląc tylko o tym by zrzucić mokre
ciuchy, wsiadłam. Ichigo zdjął bluzę i wręczył mi ja. Okryłam się nią
szczelnie.
- Dzięki- mruknęłam.
Ruszył, a
ja dopiero co zrozumiałam co takiego zrobiłam. Jadę do NIEGO. Czemu? Czemu za
każdym razem, kiedy próbuję się od niego odgrodzić, on nagle się pojawia i robi
w mojej głowie furorę?!
Ciekawe, czy wszystkim
dziewczynom proponuje wizytę w jego raju.
- Pewnie teraz myślisz, że zapraszam wszystkie dziewczyny do
siebie, co?
… Nie, no
co ty? Jasnowidz jakiś? =.= Może osiągnął jakieś nowe umiejętności shinigami,
które pozwalają na czytanie w myślach? Nie, Ayano. Nie wymyślaj głupot!
- Po prostu czuje z tobą jakąś dziwna więź . Poza tym
oblałem cię, powinienem coś na to zaradzić.
- Dziwna więź? Może dlatego, że przypominam ci jakąś
dziewczynę, z która mnie pomyliłeś wtedy na mieście?
- Masz dobra pamięć.
- Yyy, tak. Z taka zaciekłością się mi przyglądałeś, że
utkwiło mi to w pamięci.
- Gomen… Dawno jej nie widziałem.
- Jakaś przyjaciółka?- spytałam dociekliwie.
Ciekawe, co o mnie powie.
- Coś w tym rodzaju.
- A ta dziewczyna, z którą rozmawiałeś po południu? To twoja
dziewczyna, co nie? Tak często cię odwiedza. Gomene, że wypytuje, ale ładnie
razem wyglądacie
Taa, akurat
=.=
Ah, ta moja gra aktorska. Wszystko
perfekcyjnie, chociaż ostatnie zdanie z lekkim trudem przeszło mi przez gardło.
- Chodzi ci o Inoue?- parsknął śmiechem.
Zdziwiłam
się. Co ma oznaczać ta reakcja? Zgadłam?
- Masakra, czemu wszyscy mi tak mówią?- powiedział po chwili
nie spuszczając oczy z drogi.- Przyjaciółka.
- Na pewno?- przyjrzałam się mu- Jej spojrzenie chyba mówi
co innego.
Przez
chwilę spojrzał pytająco na mnie. Czyżby się domyślił, że jestem jego zazdrosna
ex? Chyba za późno ugryzłam się w język.
- Heh…- pokręcił głową.- Nie jestem nią zainteresowany.
Ulga…
Dziwna ulga…
Nic tylko
lekko na sercu… Niewątpliwie poczułam się lepiej. Nie należy do INOUE.
Czyli jak
mam wytłumaczyć to, co widziałam w sklepie z biżuteria? Od tak umówili się na
zakupy i postanowili przymierzyć pierścionki? W sumie też tak robię jak widzę,
że coś się świeci… Może coś w tym jest…
Kurcze,
czuję się głupio. Zamiast posłuchać się Kiki i wyjaśnić całą tą sprawę wołałam
przybrać postać Onayi i go olać.
Ale
pozostaje jeszcze jedno „ale”. To wcale nie tłumaczy ich bliskości. Może nie
chciał rozpowiadać ich związku? Zwłaszcza
dla dziewczyny, z którą raptem rozmawiał 3 razy góra 5 minut. Nawet ja będąc z
Kurosakim nie powiedziałam o tym dziewczynom, nawet siostrze. Dopiero po samej
rozmowie i moim zachowaniu wywnioskowały, że coś jest nie tak i kazały się
przyznać…
Kurde, nie
mam pewności! Gdybym nawiązała do tego, że pewnego dnia widziałam ich w tym
durnym sklepie, pewnie skojarzyłby fakty i domyślił się, że to ja jestem Ayano.
- Co tak zamilkłaś?- spytał, gdy przez pewien czas się nie
odzywałam.
Moje myślenie
nagle się wyłączyło, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na mojej. Powstrzymałam
dreszcz i chęć odepchnięcia jej.
- Etto…- zaczęłam gorączkowo myśleć nad tematem do rozmowy.-
Zastanawiam się, co włożyć na imprezę.- wymyśliłam szybko.- Pewnie
pierwszoroczne zabijają się o ciebie
- Właśnie- dodał z westchnieniem i gwałtownie skręcił w
prawo. Zatrzymał się na parkingu.- Musze sobie znałeś normalna pierwszoroczną…
Zaraz…- spojrzał na mnie
- E?- spytałam trochę przestraszona.
- Ikkan san! Ciebie wybiorę na podopieczna.
- Ee?!
Jego twarz
była niebezpiecznie blisko. Boże, znów mogę ujrzeć jego brązowe tęczówki z tak
bliska… Opanuj się, niech cię to nie zahipnotyzuje! No opanuj się!- krzyczałam
w myślach. Postanowiłam sobie, że już więcej o nim nie pomyślę. Ale w tym momencie
tak zapragnęłam jego ust…!
- Nie możliwe, że jesteście aż tak podobne- rzekł w końcu urywając
nasz kontakt między-zmysłowy.- Mam wrażenie, że wszyscy mnie oszukują. Powiedz
mi szczerze, jesteś Ikkan Onaya, tak?
Całkowicie
zbił mnie z tropu. Wystarczyłoby powiedzieć krótkie „nie”, żeby moje życie powróciło
do normalności. Wystarczyłoby…
- …N- n- no tak. Sorry, nie wiem o co ci chodzi. Może ja
sobie pójdę…?-rzekłam nerwowo.
Zaprzepaściłam
szanse… Nie byłam gotowa.
- Przepraszam. Ostatnio w mojej głowie mam mętlik.- wysiadł,
a po chwili znalazł się po drugiej stronie z parasolka i pomógł mi wyjść.
Mimo
ciemności rozpoznałam tą okolice. Nie mogłam uwierzyć… To było świeżo wybudowane
osiedle, o którym kiedyś pisaliśmy w listach! Planowaliśmy tu razem zamieszkać,
kiedy wrócę…
Zasłoniłam
ręką usta.
- Ty tutaj mieszkasz?!- spytałam łamiącym się głosem.
- Tak, a bo co? Niedawno się wprowadziłem.
Prosiłam w
duchu, by teraz nie spojrzał na mnie, powstrzymywałam się od płaczu. Pamiętał.
O wszystkim, o obietnicach, o nas.
- Coś się stało?- spytał przyglądając mi się.
Oczywiście,
że tak dupku!
- Nie…! Wydawało mi się, że moja koleżanka tu mieszka- No proszę Ayano… sypiesz kłamstwami jak z worka.
Niedługo będziesz się mogła równać z Jackiem Sparrowem.
- So ka.- zamknął samochód i poprowadził mnie w kierunki
klatki.
- Eeee…- wziął wdech- Jesteś pierwszą, która tu zapraszam.
Miała być nią Ayano i mieliśmy zrobić wchodziny, ale w tej sytuacji muszę zrezygnować
z moich głupich wymysłów.
Serce zabiło
mi szybciej. Miałam być tu pierwsza?
Pewnie wiecie jak to jest, kiedy ukochana
osoba wyznaje wam miłość? Niezręczność, uczucie zmieszania, gorąca i jednocześnie
przyjemności. Ja w tej chwili miałam tak samo. Byłam głupia, bo uwierzyłam w
moja głupotę. Zwątpiłam w Ichigo. On mnie cały czas kochał!
Weszliśmy
po schodach na 3 piętro i przystanęliśmy na chwile przy drzwiach. Ichigo wyciągnął
z kieszeni przewieszkę z kluczami.
Powinnam mu
powiedzieć prawdę… Powinnam… Czułam, że serce wyrwie mi się z piersi nim zdecyduje
się cokolwiek wykrztusić.
- Słuchaj… Musze ci coś ważnego powiedzieć.- zaczęłam
drżącym głosem.
Pomarańczowy otworzył zamek i
położył dłoń na klamce. Odwrócił się twarzą w moją stronę czekając.
- Co takiego?
Światło na
klatce schodowej zgasło. Jedynym i w dodatku nikłym źródłem światła była
latarnia widoczna za oknem na półpiętrze. Słyszałam swój przyspieszony oddech.
- Ja...
Chwyciłam
go za rękę. Jej ciepło dodawało mi odwagi.
- Jestem Aya…
W tym momencie
drzwi się otworzyły, a po drugiej stronie w oświetlonym pomieszczeniu stanęła
naprzeciw nam cycata kobieta.
- Kurosaki kun?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz