poniedziałek, 14 października 2013

12.



Gin: „Bałagan w myślach”, 4:00

- Jak mogłaś być tak niekompetentna!
- Miałam pozwolić tamtym w spokoju kosztować się żywymi ludźmi?! ŻYWYMI?!
- Mogłaś skazać naszą misję na niepowodzenie!
            Już od kilku minut Kuchiki wydzierał się na starszą Fukumase za wystawienie się na atak wroga. Obserwowałem to wszystko z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Za co oczywiście zostałem wkrótce zbesztany przez moją cudowną współlokatorkę. Oczywiście w słowie „cudowną” nie było żadnego sarkazmu.
- No co? Może mam się z tego powodu rozpłakać?- szepnąłem i pomasowałem obolałe ramie, w które dostałem. 
            Nic nie odpowiedziała, ale posłała mi jedno z swoich ostrzegających spojrzeń. Zadrżałem. Miała taki przenikający wzrok, że aż cholernie pociągający. Aż pozwoliłem przez chwilę pomyśleć o czymś niepochlebnym. Uśmiechnąłem się przez tą wizję jeszcze szerzej, ale zachowałem trzeźwy umysł.
- Wybacz Kuchiki taicho- rzekła po chwili milczenia już całkowicie spokojna.- To był odruch. I więcej się on nie powtórzy.
            Spojrzałem kątem oka na Kurosakiego. Wpatrywał się w nią odkąd wrócili. Ciekaw jestem do czego między nimi doszło. Z jej strony nie doszukałem się jednak jakiegokolwiek zainteresowania pomarańczowowłosym. Całkowicie go ignorowała. Pewnie jak przystało na jej wciąż gówniarskie postępowanie, nadal się dąsała.
            Ayano wiele się nauczyła u Shinonome i na pewno wydoroślała, jednak jej młodsza siostra biła ją na głowę dojrzałym zachowaniem. I właśnie teraz, kiedy to pomyślałem, przypomniałem sobie sytuację w pokoju sprzed paru godzin. No… Może trochę przesadzam z tym jej dojrzałym zachowaniem.
- Musimy obmyślić plan. Wątpię, że tengu nie będą się chcieli zemścić za tamto.- odparła Kika.
- Masz całkowitą rację, jednak- starszy mężczyzna zerknął na zegarek- jest już po czwartej. Kończymy zebranie. Ale mam was widzieć tu o 20:00!
            Zanim rozeszliśmy się zauważyłem tylko kątem oka jak Kurosaki zaczepia Ayano, a ta z niechęcią odrzuciła jego dłoń. Razem z młodszą Fukumase wróciliśmy do pokoju i weszliśmy w swoje gigai leżące tak jak je zostawiliśmy.
- Zajmuję łazienkę.- rzekła.- I radzę ci nie kręcić się koło drzwi.
            Kiwnąłem głową uśmiechając się jak aniołek. I tak, gdy weszła do środka zamknęła się na klucz i ustawiła kilka magicznych blokad przy drzwiach. Dopiero po dokładnym upewnieniu się, że nie wejdę, nie podejrzę i nie zrobię żadnych innych rzeczy rozebrała się i weszła pod prysznic. Mniejsza, że kiwnięciem jednego palca mogłem roznieść jej wszystkie blokady.
            Przebrałem się i położyłem na łóżku. W prawdzie kazała mi spać na kanapie, ale droczenie jej tak weszło mi w krew, że nie mogłem odpuścić. Zatem pozostaje mi czekać aż wyjdzie. Pozwoliłem więc sobie na chwilę relaksu i wsłuchałem się w odgłos lejącej się wody. Cudem powstrzymałem się od wizji obnażonej dziewczyny. I od tej, w której wchodzę razem z nią w strumień ciepłej wody, dotykamy się mokrymi, rozgrzanymi ciałami, drażnię jej skórę na szyji, dotykam bioder, brzucha, piersi…
            Syknąłem z podekscytowania i natychmiast odepchnąłem od siebie te myśli. Z dnia na dzień coraz trudniej jest mi odpędzić się o tych wyobrażeń. Nie żeby mi one przeszkadzały- w końcu i tak nic z tego nie wyjdzie i mogę wyobrażać sobie co chcę. Jestem zdrajcą, jej byłym kapitanem i do tego starszym z 8 tysięcy lat- tylko przez nie…  gorzej mi się z tym powstrzymywać. By ukryć mój żenujący dowód rozmyślań uwierający mnie boleśnie w pewnym miejscu, okryłem się kołdrą. Niedługo później wyszła czarnowłosa.          
            Nic? Żadnego sprzeciwu, że leżę w jej łóżku? Nawet ani jednego złośliwego komentarza? Chyba musi być zmęczona, by się sprzeczać. Jestem niezmiernie zawiedziony…
- W kaczuszki?- powstrzymałem się od głośnego śmiechu, lecz nie ukrywałem wielkiego rozbawienia widząc jej uroczą piżamę.
            Ziewnęła i mruknęła tylko coś w stylu „prezent od siostry”. Obeszła łóżko i weszła pod kołdrę z drugiej strony, odwracając się do mnie plecami.
- Dobranoc.- powiedziałem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko, że jej oddech stał się płytszy i wyrównał się.
            Zasnęła, pomyślałem gasząc lampkę. Kiedy była w moim oddziale zawsze szybko zasypiała po misji i nie dało się jej obudzić niczym. Mogła być w pokoju impreza oddziału ( a to nie należy do najcichszych spotkań), odbywać się koncert Rammsteina, trwać konkurs najgłośniejszego krzyku albo mogły chodzić po niej stado pająków, a i tak spała dalej jak zabita. Może to wykorzystam? Najwyżej znów obrócę to w żart i doprowadzę ją do rumieńców. Podsunąłem się bliżej i objąłem ją w pasie zanurzając głowę w jej włosach.

            Rano, gdy słońce uparcie dążyło do przedostania się do pokoju przez szczeliny w żaluzjach, czekał mnie ciekawszy przypadek. Kiedy się obudziłem i poczułem, że jest mi dziwnie ciepło- bynajmniej nie od kołdry- od razu zachciałem sprawdzić, co jest tego przyczyną. No i zastałem sytuację całkiem odwrotną do tej z nocy. Teraz to ja robiłem za poduszkę, do której przytulała się rozespana Fukumase. Wtulona w moją pierś obejmowała mnie w pasie jedną ręką. Na jej widok ledwo co powstrzymałem się przed zrzuceniem jej ze śmiechu z siebie. Wyglądała komicznie z czarnymi włosami zarzuconymi w nieładzie na twarz i lekko rozchylonymi ustami. Czyżby była to ochrona przed rannymi promieniami słońca? Dziwna, co prawda, ale chyba skutkowała, skoro dalej spała w najlepsze. Przez chwilę obserwowałem jak jej wargi rytmicznie rozwierają się przy spokojnym oddechu. Nachyliłem się nad nią, wziąłem jeden jej kosmyk i zacząłem się nim bawić, łaskocząc po twarzy, nosie, uchu, a nawet dorabiając jej wąsy. Dziewczyna zmarszczyła nos, podrapała się po nim, po czym półprzytomnym głosem rzekła:
- Mógłbyś się ogolić.
            Zachichotałem w duchu.
- Chyba ty powinnaś to zrobić skoro masz takie długie wąsy.
            Cisza. Zero reakcji. Do czasu. Parę sekund później dotarło chyba do niej, że mój głos jej się nie przyśnił i naprawdę leżę tuż obok. W szoku otworzyła oczy, odgarnęła włosy z twarzy i wstając z rozmachu walnęła mnie głową w czoło. Chyba ma ołów w głowie, bo przez chwilę zaćmiło mnie. Jednak wczoraj musiała być naprawdę zmęczona, by nie pamiętać mnie w swoim łóżku. Dziewczyna za to wygrzebała się z kołdry i w tempie ekspresowym wyskoczyła jakby znalazła koło siebie skorpiona. Hmmm, kobiety zazwyczaj nie chciały wychodzić z łóżka, kiedy już do niego ze mną trafiły, a tutaj takie rozczarowanie, pomyślałem. Ale Kika przecież nie przypominała żadnej z nich. W tym czasie ona wyciągnęła przed siebie rękę i wskazując na mnie nabrała powietrza, by krzyknąć… ale…? Spojrzała na mnie, spłonęła rumieńcem i ze strachem spojrzała w dół. Usłyszałem jak wypuściła powietrze z ulgą. Czyżby widząc mnie niemal nagiego przykrytego kołdrą, przestraszyła się, że również jest bez ubrania?
            Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- U-ubierz się!- mruknęła, spuszczając wzrok.- Zaraz śniadanie.- i wpatrując się cały czas w podłogę poszła do łazienki.


Ichigo: „Sprawy się zmieniły”, 8:11


            Schodząc na dół na śniadanie byłem ledwo przytomny. Pomijając, że mieliśmy jakieś cztery godziny snu po powrocie z misji rozpoznawczej. Ja nie spałem prawie w ogóle. Cały czas miałem w głowie. Non stop odtwarzałem chwilę naszego spotkania. To szczęście, które ogarnęło mnie, gdy na nią spojrzałem i ujrzałem te same fioletowe oczy, wąskie usta  i jasną cerę. Zmieniła się. Urosła- co prawda tylko odrobinkę-, jej twarz spoważniała, ciało nabrało kobiecych kształtów, a czarne włosy wydawały się gęstsze, pełne zdrowego blasku i cudnie powiewały na wietrze. Poczułem się jakby minął tylko dzień od naszej rozłąki. Nie mogłem powstrzymać się od wzięcia jej w ramiona. I zrobiłem to. Jednak cała euforia uleciała ze mnie, gdy chwilę później usłyszałem słowa czarnowłosej. Wciąż je sobie przypominałem, a one wbijały się we mnie jak w szpilki i nie pozwalały mi spać.
            „Nie tylko ty czekałeś, ale dla mnie zmieniło się wiele…”
            Co miała na myśli? Czy nic już do mnie nie czuła? Chciała to wszystko zakończyć? Czemu?  Czy zrobiłem coś nie tak? Czemu mnie odtrąciła?!
            Czułem jak przepływa we mnie gniew i żal jednocześnie. Nie potrafiłem zrozumieć jej nagłego zlodowacenia. Muszę z nią koniecznie porozmawiać.  
            Prawie wpadłem na kelnera, który zwinnie mnie wyminął i pewnie rzucił pod nosem jakieś chińskie przekleństwo.
- Przepraszam…- rzuciłem za nim.
            Skierowałem się w stronę, gdzie siedzieli ludzie z mojej uczelni i podszedłem do stolika znajomych. Jednak wszystkie miejsca były już zajęte, bowiem Yuuji zaprosił do grona jakąś I roczną blondynkę, do której zaczął wyraźnie czuć sympatię.
- Wybacz Kurosaki, ale to tak na dziś- wytłumaczył.
            Nie miałem siły nawet mu nic odpowiedzieć. Rozejrzałem się i znalazłem wolne miejsce. Przechodząc obok stolika Kiki, Gina i Byakuyi wyczułem napiętą atmosferę. Czyżby oni też źle spali tej nocy? Ayano jednak przy nich nie było. Młodsza z sióstr wyglądała na spiętą i obrażoną, Kuchiki jak zwykle miał na wszystko wyjebane i w spokoju dopijał herbatę, a Ichimaru właśnie rzucał jakiś dwuznaczny tekst do dziewczyny. Ta oczywiście zaraz potem ostro zareagowała i kopnęła go nogą pod stołem. Starszy mężczyzna wstał i w milczeniu zostawił skłóconą dwójkę. Przywitałem się i poszedłem dalej. Chyba nawet mnie nie usłyszeli. Zająłem miejsce przy I rocznych i usłyszałem jak parę dziewczyn aż piszczy z zachwytu na widok mojej osoby. Całkowicie to zignorowałem.
            Stół był tak jak wczoraj nakryty białym obrusem, na nim leżały ciekawie ozdobione talerze i sztućce i dzbanek z kwiatami. Jak się dowiedziałem od rozmawiających obok dziewczyn były to pierwiosnek lekarski i floks niebieski, które symbolizowały zdradę i iluzję miłości.
            Wziąłem z koszyka dwie bułki i zacząłem robić sobie kanapki.
- Kwiaty dla ciebie, co?- usłyszałem.
            Podniosłem głowę. Naprzeciwko mnie siedziała Aya… zaraz, to była Ayano czy Onaya? Przez chwilę nie mogłem rozpoznać z którą rozmawiam. Miały tak samo ściągnięte brwi i ten sam uśmieszek, gdy były zirytowane. Obiec również z jakiegoś powodu były na mnie obrażone i nie chciały mieć ze mną nic do czynienia. Potrząsnąłem głową, by się rozbudzić.
            Kwiaty dla mnie? Zdrada i iluzja miłości?
            Zacisnąłem pięści. Przypomniałem sobie naszą rozmowę z imprezy studenckiej, kiedy opowiedziała mi jak nakryła swojego chłopaka z inną. Zrozumiałem dlaczego się do mnie nie odzywa. Najwyraźniej gardziła ludźmi, którzy zdradzają swoich partnerów i miała ku temu powód. A ja właśnie to zrobiłem. Przespałem się z nią. A co jeśli na tej wycieczce te dwie się spotkały i Ikkan wyjawiła całą prawdę? W końcu wiedziała, że Ayano jest do niej podobna. Mogła do niej zagadać i… Wtedy wszystko, by się zgadzało. Dlatego mnie unikała.
- Nie wiem, o co ci chodzi.- odpowiedziałem udając jakbym rzeczywiście nic nie wiedział.
            Ta jednak fuknęła, wzięła dzbanek i postawiła go pomiędzy nami tak, że niemal całkowicie ją zasłaniał. Źle się czułem w tej sytuacji, ale co mogłem poradzić? Byłem dupkiem.         
            Rozejrzałem się. Fukumase nie zeszła na śniadanie. Chyba nawet nie zamierzała zejść.
            Położyłem na rozkrojoną bułkę szynkę i zacząłem jeść. Muszę się pośpieszyć. Za 15 minut mamy jechać zwiedzać miasto.


Ayano: „ Pod kontrolą wroga”, 19:47

           
            Od samego rana Kika zachowywała się dość dziwnie. Chodziła jakaś małomówna, rozkojarzona i podenerwowana. Nawet podczas zwiedzania miasta. Powinna być tak jak wczoraj uśmiechnięta. Myślałam, że będzie zagadywać do nieznajomych i z podekscytowaniem robić zdjęcia. W sumie dzisiaj nikt z naszej grupy nie wyglądał na radosnego, ja nie wyspana, Kuchiki zamyślony, nawet Ichigo był też przez cały ranek jakiś zamulony. Jednak nie wszyscy. Jedynie normalnie zachowywał się Ichimaru. I wcale tym nie poprawiał nam wszystkim nastroju. I nie trudził się, by powstrzymywać jeszcze złośliwszych uwag skierowanych do Kiki. Ona oczywiście nie potrafiła się powstrzymać i darła się na niego, choć znacznie mocniej niż zazwyczaj. Między nimi dało się wyczuć pewnego rodzaju napięcie. Miałam pewne podejrzenia, co do srebrnowłosego i tego, co mogło się między nimi stać ostatniej nocy. Przecież spali w jednym pokoju.- wciąż się trochę gniewałam, za tamtą sytuację. Mogła mi wprost powiedzieć, że nie ma dla mnie miejsca, bo  pozwoliła Ginowi tam spać.- Nie wiadomo, co mu przyszło do głowy. Kiedy tylko o tym pomyślałam gotowała się we mnie krew. Niech ja się tylko dowiem, że położył swoje brudne łapska na mojej siostrze, to załatwię mu nie tylko drugą rękę do rehabilitacji, ale też pewną część ciała do rekonstrukcji.
            Tak zaprzątałam sobie tym głowę, że zapomniałam o moim cały czas chodzącym koło mnie problemie. Jasne chyba o kim mowa? Ten dureń nawet nie wyglądał na zmartwionego po tym, co mu powiedziałam w nocy. Wręcz przeciwnie. Bawił się ŚWIETNIE z kolegami. Teraz widzę jak bardzo mu na mnie zależało. Tak bardzo, że aż wcale. Ale dla niepoznaki udawałam, że ja też przeżywam wspaniałe chwile. Po powrocie do hotelu i po obiado- kolacji nareszcie dorwałam Kikę samą w pokoju. Chciałam się dowiedzieć, co z nią. Nie powiedziała mi też za dużo. Za to narzekała na ból głowy, lekkie zamroczenie i w szczególności na Gina. Jednak nie uraczyła mnie żadnym szczegółem, dzięki któremu mogłabym go ukatrupić.
- Idę się przejść.- oznajmiła po pewnym czasie, kiedy przyszłam specjalnie, by z nią porozmawiać.
- Zaraz spotkanie.- odparłam.
- Wiem, za pięć minut wrócę. Nie czekaj na mnie, idź sama.- zrzuciła gigai i ułożyła je na sofę.
            Przypatrzyłam jej się uważnie.
- No dobrze. Uważaj na siebie.
            Machnęła na to ręką.
- Przecież nic mi nie jest.- prychnęła i wyszła.
            Pomyślałam wtedy, że chyba jednak przesadzam.
           
            Ale chyba nikt nie podejrzewał, co mogło się dalej stać.

            Kiedy stawiłam się na spotkaniu panowało niemałe zamieszanie. Wszyscy starali się zachować spokój, choć to co najwyraźniej się zdarzyło stanowczo im na to nie pozwalało. Nawet srebrnowłosy miał ściśnięte usta i ściągnięte brwi.
- Kapitan III dywizji melduje się. Co jest? Jakaś kolejna ofiara?- spytałam dołączając do rozmowy.
- Tak, twoja siostra.- odezwał się Byakuya z niezwykłym chłodem w głosie.
            Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Stałam jak wrośnięta w ziemię i oczekiwałam, że wszyscy razem wybuchnął śmiechem oznajmiając mi, że to był tylko kiepski żart. Rozejrzałam się. Po Kice nie było śladu. Ona nigdy się nie spóźniała. Opanował mnie strach jakiego nigdy wcześniej nie czułam.
- Jak to?!- spytałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek dźwięk.- Czy ona…- przełknęłam ślinę starając się powstrzymać łzy- nie żyje…?
- Jeszcze żyje, ale jeśli się nie pośpieszymy to może się to zmienić.- powiedział Ichimaru.- Musimy ruszać teraz.
            Odwrócił się w kierunku południa i otworzył oczy. Pierwszy raz widziałam w jego spojrzeniu takie zdecydowanie i skupienie. Czyżby jednak nie był bezuczuciowy? Może dzięki czarnowłosej jego ludzkie uczucia wróciły?
- Nie.- odparł stanowczo Kuchiki.- Pośpiech w niczym nam nie pomoże. Musimy być przygotowani. To jest ewidentnie zasadzka.
- Zasadzka czy nie, muszę ją uratować!- zaprotestowałam.
- To odwet za wczoraj. Dlatego mówiłem wyraźnie, że to tylko misja zwiadowcza, nie podejmujemy ŻADNYCH działań Fukumase! To, że Kapitan V oddziału została w dziwny sposób uprowadzona to wyłącznie twoja wina.
            Pierwszy raz widziałam tak bardzo poważnego i niemalże do granic możliwości rozwścieczonego Kuchiki. Ale miał rację. Zaatakowałam ich kryjówkę i wyrządziłam niemałe straty, dlatego się mszczą. Doskonale rozumiałam swój błąd. Ale jak mogłam skazać tamtych ludzi na pożarcie żywcem?
- Jeśli to w ogóle uprowadzenie.- dokończył.
            Nie wytrzymałam.
- Czy ty sugerujesz, że z własnej woli moja siostra przeszła na stronę wroga?!
- Zważ na kogo podnosisz głos!- jednym warknięciem uciszył mnie. Wokół niego unosiła się bardzo ciężka aura.- Koniec zebrania! Za dwie godziny widzimy się tutaj, jasne?!
            Dopiero teraz poczułam ze czyjeś ręce trzymają mnie za ramiona. Z dwóch stron stali Ichimaru i Ichigo powstrzymując mnie przed rzuceniem się na Byakuyę. Wyrwałam się z ich uścisków.
- Ayano pozwól na słówko.- rzekł Gin.
- Czego chcesz?!- odparłam wkurzona całą tą sytuacją i cholernie zaniepokojona życiem siostry.
- Chyba wiem, co się stało z Kiką.

11.



Ayano: „Po trupach do celu… dosłownie”, 0:54
           
            Zanim wszyscy zgromadzili się na naszym spotkaniu, zgłosiłam się do rozeznania południowo- zachodniej części terenu. Miałam ochotę na dłuższą chwilę wyrwać się od wszystkich, a odnalezienie tengu zajęłoby mi trochę czasu. No i oczywiście przede wszystkim nie chciałam widzieć Ichigo. Według naszych informacji nie działali w centrum Shanghaiu, tylko gdzieś na obrzeżu miasta. Wcale się nie spieszyłam. Biegłam po niebie ciągle w tym samym kierunku mając małą nadzieję, że znajdę jakiś trop. Jak na razie nic tylko spokój i oświetlone ulice miasta.
            Dochodziła powoli pierwsza w nocy. Zatrzymałam się na chwilę przy automacie z kanapkami. Kolację mieliśmy dawno, a nie wiadomo czy nie spóźnimy się na śniadanie. Wrzuciłam ostatniego drobniaka jakiego znalazłam w haori i po chwili wyciągnęłam kanapkę. Schowałam ją do kieszeni i już miałam wskoczyć na dach, by znowu pobiec, kiedy przez niebo przeleciało złote światło. Oślepiło mnie na moment Tak szybko jak się pojawiło tak i znikło jakby wylądowało gdzieś nieopodal mnie. Spadający meteoryt? Chyba wątpię. No i nie słychać było uderzenia.
            Wysunęłam cicho zanpakuto z pochwy. Wyjrzałam zza rogu ulicy i w tym momencie usłyszałam żałosny krzyk gdzieś niedaleko.
- Pomocy! Proszę…! Odejdź…! Zostaw mnie!- wołał żeński głos. Nie rozumiałam oczywiście, co krzyczała jednak to mnie nie zatrzymało, by sprawdzić co się dzieje.
            Od razu rzuciłam się w tamtym kierunku. Może to był zwykły bandyta, ale to chyba nie był zwykły zbieg okoliczności te jasne światło i krzyk. Nie pomyślałam by zawiadomić innych. Nie miałam czasu. Jakaś kobieta potrzebowała pomocy.
            I nagle ujrzałam… Postać człowieka w czerwono- zielonym tradycyjnym stroju z czarnymi skrzydłami i głową ptaka. W ręku trzymał coś na kształt włóczni, a na drugim ramieniu przerzucił do połowa już martwą kobietę. Tengu…
             Spojrzał w moją stronę i zanim zdążyłam zareagować uniósł się w górę i odleciał. Od razu pomknęłam za nim, niestety daleko w tyle. Gdy przybyłam u podnóża gór straciłam go już kompletnie z oczu. Mimo to pobiegłam dalej. Po półtorej godziny błądzenia w zimnym lesie, znalazłam ścieżkę, która najprawdopodobniej prowadziła do świątyni na szczycie góry. Miałam już zamiar się wycofać, kiedy ujrzałam u dołu schodów sylwetkę siedzącego mężczyzny. Opierał się o drzewo. Być może jakiś zagubiony turysta zmęczył się i zasnął. Podeszłam bliżej. Teraz już lepiej widziałam tego człowieka. Był mnichem… zabitym mnichem… Jego szczęka była nienaturalnie wykrzywiona, jakby wyłamana, a brzuch niemalże całkowicie rozerwany jakby przez drapieżniki. Zasłoniłam usta ręką i odeszłam dalej. Czyżbym była na właściwym tropie?
            Parę schodków dalej ujrzałam zgubiony but. Jego właściciel chyba go tak po prostu nie zostawił. Dalej prowadziły mnie już ślady krwi. Na początku prowadziły dalej w górę przez schodki, potem ujrzałam wielką czerwoną plamę. Dalej osoba musiała się już chyba czołgać, bo ślady były rozmazane i odbiegały w prawo w krzaki. Ostrożnie podążałam za poszlakami cały czas mając miecz w pogotowiu. Gdy zeszłam ze schodów trop był już mniej widoczny. Krew wsiąkła w ziemię, i gdyby nie to, że rzucił mi się w oczy krwawy ślad ręki na korze drzewa, nie wiedziałabym dokąd iść. Właściciela buta odnalazłam kilka metrów dalej przywiązanego do drzewa. Był w podobnym stanie, co mnich.
- Zaczyna mi się to coraz mniej podobać…- rzekłam do siebie półtonem.
- Czy ktoś tu jest…?!
            Natychmiast odwróciłam się w stronę głosu i dostrzegłam ducha mężczyzny w średnim wieku, który wisiał na drzewie. Był w nieco lepszym stanie niż jego ciało. Oczywiście fizycznym. Psychicznie był na skraju załamania. Cały czas trzymał się za głowę jak histeryk. Łańcuch przymocowany do jego piersi był już dość krótki. Mimo iż byliśmy w Chinach i ograniczał nas język, nie miałam trudności w zrozumieniu go. W postaci duchowej nie istnieje bariera językowa.
- Błagam pomóż mi!- odezwał się.
- Co tu się stało?- spytałam roztrzęsionego.
- Diabły! Skrzydlate diabły…!  
- Zaatakowały cię?
            Mężczyzna zaczął głęboko oddychać i jęczeć.
- Ból… okropny ból…- zacisnął palce na włosach jakby chciał je wyrwać- Rozrywali ich jak kawałki mięsa…! A potem zabrali ich ze sobą…
- Ich? Jest was więcej?- dociekałam.
            Powiedział kilka w ogóle nie pasujących do siebie słów, po czym zaczął płakać.
To wcale nie pomagało. Byłam coraz bardziej zaniepokojona. Stworzenia udowodniły, że są cholernie groźne, a ja nie miałam żadnego wsparcia. Gdyby jakiś się tu kręcił- nie mówiąc o stadzie- byłoby ze mną krucho. Mężczyzna pokazał kilka palcem kilka miejsc. Musiałam wytężyć wzrok, by ujrzeć cokolwiek w tej ciemności. Udało mi się rozpoznać w wskazanych obszarach wiszące zwłoki ludzi. Było ich około tuzina.
- Słuchaj, odpowiedź na moje pytania to pomogę ulżyć twojej duszy!
            Powoli się uspokajał.
- Co noc kogoś łapią…
- Gdzie są?
- Na górze…
- W świątyni?
- T-tak…
- Ilu ich jest?
- Widziałem tylko pięciu…
            Podziękowałam mu za informacje. Pięciu… To i tak za dużo jak na mnie.
- Teraz możesz odejść w pokoju- i odprawiłam jego duszę na tamten świat.
            Jest poważniej niż opowiadał nam Kyuoraku taicho. Zerknęłam na komórkę. Szlag by to trafił… Nie ma zasięgu. Wysłałam Piekielne Motylki z wiadomościami do reszty. Pewnie trochę im zajmie dotarcie tutaj.
            Zdecydowałam zakraść się dalej. Wiedziałam, że to nie jest najlepszy pomysł i wystawiam się na ogromne niebezpieczeństwo, ale miałabym bezczynnie czekać?
            Po drodze widziałam jeszcze wiele innych ciał. Wszystkie skierowane były głowami w dół góry jakby zostali dopadnięci, gdy zbiegali. Widocznie uciekali i mieli nadzieje na wydostanie się z tego piekła. Niestety nie mieli pojęcia, że byli bez szans. Powoli zbliżałam się do świątyni. Stanęłam za drzewem i przypatrywałam się w ukryciu. Na zewnątrz paliły się pochodnie, a trzech z nich stało na warcie. Lecz zauważyłam, że… wyglądali jak zwykli ludzie…


Ichigo: „W połowie drogi do ukochanej”, 2:31

- Do wszystkich taicho, Zastępczego Shinigamiego i Ichimaru Gina! Melduję, że odnalazłam kryjówkę tengu. Dokładna liczba wrogów jest nie określona. Proszę o natychmiastowe wsparcie. Przesyłam dane do lokalizacji. Kapitan III dywizji, Fukumase taicho.
            Motyl skończył nadawać wiadomość i zniknął. Czemu po prostu nie zadzwoniła? Sprawdziłem w telefonie na mapie, w jakim miejscu się znajduje. Góry. Wszystko jasne, mogła nie mieć zasięgu. Obrałem podany kierunek i jak najszybciej potrafiłem pobiegłem wesprzeć Ayano. Miała farta, że pierwsza odkryła miejsce znajdowania się tengu. A może pecha? Nie wiadomo, co mogą jej zrobić, choć nie wiem czemu tak bardzo rwała się, by ich znaleźć. Nawet na dzisiejszym spotkaniu, kiedy się zjawiłem już jej nie było. Miałem nadzieję ją dziś spotkać. Widocznie tylko jej nie spieszyło się, by mnie zobaczyć…
            To zabolało…
            Czemu tak postępowała? Przecież chyba nadal byliśmy razem, tak? Wiedziałem, że po sytuacji z Onayą trochę się zagmatwało, ale Fukumase ani nikt inny nigdy się o tym nie dowie. A przede wszystkim ta sytuacja nigdy się to nie powtórzy.
            Na chwilę obecną jako jedyny byłem najbliżej niej, bo w momencie otrzymania wiadomości wróciłem do naszej bazy, podczas gdy inni dopiero wracali. Gdy byłem już połowie drogi, zadzwoniła moja komórka.
- Ichigo! Nie mogę się dodzwonić do Ayano, a Motyl nie doleci na czas.- usłyszałem przerażony głos Kiki- Jak tylko ją znajdziesz zabierajcie się stamtąd natychmiast!
- Nie przybędziecie jej wesprzeć?
- Potrzebujemy przygotowań. Oni mają królową…
- Okej, rozumiem, że to coś poważnego. Dobra, zabiorę ją.


Ayano: „Uratowana z opresji?”, 2:57

            Nadal przyczajona gdzieś w krzakach obserwowałam swoich wrogów, którzy zachowywali się prawie jak normalni mnisi zajmujący się świątynią. Aż miałam ochotę zwątpić we wszystko to, co niedawno widziałam. Jedna rzecz mnie zastanawiała tylko. Grupka z nich strzegła jakiegoś stosu. Mimo braku dowodów, że to jednak siedziba tengu liczyłam, że coś musi się niedługo zdarzyć, by potwierdzić moje przypuszczenia. I zdarzyło. Z świątyni wszyło trzech mężczyzn w ubranych w identyczne szaty, co stwór, który zabrał kobietę. Rozmawiali między sobą.
- Amanozako sama jest ucieszona z dzisiejszej kolacji.- rzekł jeden.
- Jirobo san zawsze umie łapać dogodne dziewice.- odparł drugi.
            Mimo sporej odległości od świątyni mogłam przysłuchiwać się ich rozmowie bez problemu. Kim byli ci Amanozako i Jirobo? Może jacyś niezwykle ważni tengu w ich hierarchii?
- Teraz możemy posilić się i my.
            Rozległo się głośne krakanie i zewsząd zlecieli się tengu w swej kruczej postaci. Rozsiedli się na około strzeżonego usypiska i zaczęli ucztę. Wyrywali sobie nawzajem z dziobów mięso. Jak się okazało po przerażających krzykach tą stertą okazali się być ludzie, a ich ofiary oczywiście nadal żyły…
            Mimo odruchów wymiotnych i walącym w piersi sercem, w tej chwili moim naturalnym odruchem było wyciągnięcie katany i ruszenie im z pomocą. Miałam świadomość, że jeśli teraz zdradzę się będę nie tylko na przegranej pozycji- co może też zakończyć się moją śmiercią-, ale i też zaszkodzić naszej misji. Wstałam z krzaków i zamierzałam zaatakować.
            Nie rób tego Ayano, odezwała się w mojej głowie Akari, próbując mnie ostrzec. Dobrze wiesz, że nic nie wskórasz.
            Siedź cicho, odrzekłam.
            Przez chwilę rozważałam wyjęcie również mojego drugiego Zanpakuto. Shinro był znacznie silniejszy niż jego bliźniacy miecz. Chwyciłam go w lewą dłoń i wzięłam głęboki oddech.
- Osusz wraz ze słońcem swym gorącym oddechem, Akari! Shinro!- tymi słowami aktywowałam shikai i rzuciłam się w sam środek tengu.
            Krucze bestie oderwały się od posiłku i przez chwile stały osłupiałe. To była moja szansa, pomyślałam.
- Sunaarushi!- wykonałam w powietrzu cięcie katanami w kształcie X. W wyniku tego moje ostrza zniknęły za to powstał wielki podmuch powietrza i uformował się w małą burzę piaskową. Uderzenie pomknęło na tengu, a wirujące w nim drobinki piasku rozdarły skórę tym, którym nie udało się w porę uciec.
- Uciekaj!- krzyknęłam do młodej dziewczyny, która jeszcze żyła. Chinka mimo iż nie znała japońskiego, zrozumiała o co mi chodzi i pobiegła w stronę lasu.
            Tengu zebrali się i otoczyli mnie z wszystkich stron. Odwołałam piaskowe ostrza, by mieć się czym bronić. Zaatakowało mnie paru. Nie mieli jakiejś konkretnej broni, za to ostre dzioby i pazury. Odparłam ich ataki bez większego problemu i bezlitośnie zabiłam. Rozpłynęli się w powietrzu. Zrozumiałam po chwili, że nie ich powinnam się obawiać. Przede mną pojawili się tengu w pół-ludzkiej postaci m.in. dwójka, którą obserwowałam wcześniej. Unosili się w powietrzu, trzymając w rękach włócznie i dziwne wachlarze z piór.
- Shinigami?- rzekł jeden z zdziwieniem.- Co tutaj robi Shinigami? Nigdy nie zapuszczają się tak daleko.
- Uważaj, skoro jest tu jeden, to reszta musi być gdzieś w pobliżu.- ostrzegł go drugi rozglądając się, po czym natarł na mnie.
            I oby tak było. Nie będę miała zbyt dużych szans w pojedynkę. Zablokowałam cios i już szykowałam się do kontrataku, kiedy ten drugi zamachnął się i uderzył mnie niezwykle silnym wiatrem wywołanym przez wachlarz. Uderzyłam o ziemie.
- Jednak Hokibo miał rację mówiąc, że będą chcieli nas się  pozbyć.- odparł.
            Szybko podniosłam się i z przerażeniem stwierdziłam, że wpatruje się we mnie przynajmniej 3 tuziny krwiście czerwonych, kruczych oczu. Poczułam jak pot ścieka mi po skroni. No to się wpakowałam. Nie czekając aż znowu pierwsi wykonają ruch, użyłam shunpo i znalazłam się tuż za moim przeciwnikiem, by go dźgnąć. Ten jednak odkrył moje zamiary i w porę się obrócił. Wykonałam kilka skoków do tylu i wtedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Dość Ayano. Zmywamy się stąd.- rzekł Kurosaki.
            Zastygłam w ruchu. Jednak zanim zdążyłam cokolwiek zrobić wziął mnie na ręce i uciekł z zasięgu wzroku potworów.
- Możesz już mnie puścić- warknęłam, gdy byliśmy jakieś 30 kilometrów dalej.
            Pomarańczowowłosy przystanął na dachu jednego z budynków i wtedy mnie postawił. Lekko spanikowałam, gdy ujrzałam jego twarz. Patrzył na mnie i uśmiechał się nieśmiało. Czułam się prawie jak naga, nie mogąc ukryć się za postacią Onayi. I co teraz? Mamy nasze pierwsze spotkanie od lat. Jak zachowa się Ichigo?
            Chłopak podszedł do mnie bliżej i na chwilę się zawahał. Oj, czyżby zżerało go poczucie winy, z powodu sytuacji w jaką wpakował się z Onayą?
- Aya…- szepnął i przytulił mnie.
            Zacisnęłam pięści. 
- Czemu to robisz…?- spytałam.
            Chłopak odsunął się trochę i z niepokojem spojrzał na mnie.
- Czemu zachowujesz się tak jakbyśmy się nie widzieli zaledwie kilka dni?- rzekłam ledwo utrzymując swoje emocje na wodzy.
- Czekałem cztery lata i mimo wszystko dla mnie nic się nie zmieniło…- zaczął
- Nie tylko ty czekałeś, ale dla mnie zmieniło się wiele…


10.



Kika: „Krucze pióro ”, 8:02

                                                                                                                                      
            Kiedy siostra wróciła od razu chciałam spytać jak było. Przystanęłam w progu kuchni i przeskanowałam ją wzrokiem. Jednak jej mina nie zapowiadała niczego dobrego. Zachowywała się podejrzanie cicho, zdjęła cicho buty i poszła do łazienki wziąć prysznic. Wtedy jeszcze nie odważyłam się do niej odezwać.

                                                                                                                                      
- Nie rozumiem, o co ci chodzi- zaczęła Kika.- Przecież tak naprawdę cię nie zdradził.
- Ale robiąc to ze mną, on uważał mnie za swoją znajomą ze studiów!
              Rozmawiałyśmy półgłosem przemykając cicho po korytarzach I oddziału.
- Sama dobrze wiesz jak działa alkohol. Oboje byliście nim odurzeni, poza tym powinnaś mu wszystko wyjaśnić jak tylko się spotkacie.- westchnęłam- Matta ku… Z wami jak z dziećmi. Najpierw się domyślił, że to ty a potem zapomniał?
- Na to wygląda.
            Westchnęłam po raz drugi.
- Przyspieszmy, jesteśmy już spóźnione.
            Wbiegłyśmy zdyszane na sale spotkań. W jednej chwili wszystkie głowy obróciły się w naszą stronę. Starając się nie przeszkadzając nikomu ustawiłyśmy się na miejscach III-ego i V-ego Kapitana.
- Spóźnione!- rzekł srogo Głównodowodzący.
- Przepraszamy- skłoniłyśmy się.
            Był wymagającym dowódcą, ale ze wszystkiego najbardziej nie tolerował spóźnialskich, podważania jego decyzji i braku szacunku.
- Tak jak już wcześniej powiedziałem, otrzymaliśmy informację, że w jednym z chińskich miasteczek zaczęła panoszyć się grupka Tengu- kontynuował po chwili staruszek.
            Usłyszałam harmider wokół zgromadzonych i poczułam, że będziemy mieć kłopoty. Nigdy nie miałam z nimi do czynienia, ponieważ nadal byłam z Ayano najmłodszymi z taicho. Podejrzewałam, że starsi Kapitanowie, tacy jak Ukitake czy Zaraki jednak nie raz ich spotkali i mieli doświadczenie bardziej potrzebne niż tylko moja książkowa wiedza. Jak wskazywała zagubiona  twarz mojej siostry, ona również nie miała pojęcia z czym przyjdzie nam się zmierzyć już wkrótce. Widząc to, Yamamoto taicho rzekł.
- Tengu to stworzenia nocy, przypominające pół ludzi pół kruki. Krwiożercze i nadzwyczaj mściwe. Są zagrożeniem dla ludzi, których my mamy za zadanie ochraniać. Dlatego poślę do miasteczka wyznaczonych ludzi, by wyeliminowali zagrożenie. To zadanie rangi S, a więc będą je wykonywać tylko kapitanowie.
            Na sali zapanowała cisza. Zgadłam, że nikt kto miał już styczność z tymi youkai, nie chciał ich widzieć ponownie. Skoro tak, to nie będę się wychylać.
- Panie Fukumase taicho,- dreszcze przeszły mnie po plecach, gdy usłyszałam swoje nazwisko- Kuchiki taicho…
- Soutaicho, proszę zastanowić się nad wyborem.- zaprotestował Kyuoraku taicho- Nasze piękne panie nigdy nie walczyły z Tengu. Możemy odnieść spore straty.
- W takim razie twoja w tym głowa Kapitanie by razem z Kuchiki taicho odpowiednio je przygotować. Postanowiłem, że to zadanie dla tamtej trójki.
- Rozkaz.
- Z racji, że nie możemy pozostawić więcej oddziałów bez dowódców, będzie wam pomagał Zastępczy Shinigami. Wprowadzić Kurosakiego, reszta może odejść.
            Ayano nagle spoważniała. Zarzuciła kaptur doczepiony do jej białego haori i jako pierwsza wymknęła się z sali.
- Kika.- usłyszałam swoje imię. 
- Ichigo.- nawet nie spostrzegłam, kiedy zjawił się koło mnie. Wyglądał równie żałośnie jak moja siostra. Skacowany, z cieniami pod oczyma, spięty i widocznie zdenerwowany. Kto by uwierzył, że do takiego stanu doprowadziła ich impreza studencka...

           Gdy po naukach Kyouraku taicho wróciłyśmy, czarnowłosa od razu powlokła się do łóżka oznajmiając, że nie chce obiadu. Martwiłam się o nią. Od wczoraj nic nie jadła, a dziś jak tylko otworzyła oczy czekała ją niemiła niespodzianka. Wyjaśniała mi cały czas, że nic się nie dzieje i ze to tylko przez kac. Chociaż jak zaproponowałam jej soczek pomidorowy, odmówiła. Chciałam ją jakoś wesprzeć, okazać współczucie, ale ta skutecznie się w sobie zamykała.
            Wyłączyłam pilotem telewizor. I tak nie leciało nic ciekawego. Podniosłam się z kanapy. Otworzyłam okno i usiadłam na parapecie. Mieszkanie Ayano było na 4 piętrze, a więc całkiem wysoko. Miły wiatr rozwiał mi włosy. Zamknęłam oczy pozwalając sobie rozkoszować się jak najdłużej ostatnią wolną chwilą przed misją. Lubiłam ludzki świat, czułam się w nim całkiem swobodnie i pozwalał mi odetchnąć od spraw w Sereitei.
- Daj spokój, to za wcześnie na samobójstwo.- usłyszałam szyderczy głos za mną.- Jeszcze z tobą nie skończyłem, żebyś myślała o śmierci.
            To zdanie było jak najbardziej w stylu Gina.
- Nie mogę przecież umrzeć dwa razy.- warknęłam.
            Mimo iż byłam za mała by pamiętać swoją śmierć, dobrze wiedziałam, że nie należę do tego świata i wszystko, co mogło przydarzyć się śmiertelnikom, mnie nie dotyczyło. Tym bardziej śmierć w ciele gigai.
            Złapał mnie w pasie i ściągnął jedną ręką z parapetu. Jego prawa dłoń nadal nie była dość sprawna, by wykonywać podobne czynności.
- Aż tak się mną przejmujesz?- spytałam podstępnie. Odwróciłam się do niego przodem, by zobaczyć na jego twarzy zakłopotanie za każdym razem, gdy wypowiadałam podobne bzdury. Może tego nie spostrzegł, ale nieznacznie przycisnął mnie do siebie, a jego spojrzenie odbiegło w bok. Po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- A kogo bym dręczył?
- Zależy ci na mnie.- stwierdziłam żartobliwie.
- Nie pochlebiaj sobie.- puścił mnie.
            Wyciągnął z kieszeni kilka listów i podał jednego mi. Otworzyłam. W środku znajdowało się zawiadomienie o wycieczce studenckiej do Chin uczniów z najlepszymi ocenami.
- Eee… To jakaś pomyłka. Nie jestem studentem tego…
            Niżej znalazłam pismo.

„Gratuluję Fukumase Kika, twoje zgłoszenie o przeniesienie na Uniwersytet w Karakurze zostało przyjęte. Podpisano Kuchiki”

            Ale… Ja nic pisałam żadnego zgłoszenia. Jednak chwilę później zrozumiałam, że to musi być związane z naszą misją. Nie wiedziałam, że rodzina Kuchiki ma jakieś wtyki u dziekana. Pewnie to sprawa Soutaicho, bym mogła pod przykrywką udać się na misję razem z Ayano i Ichigo.
- A reszta listów?- spytałam Gina.
- Jeden jest twojej siostry, a drugi do mnie.
- Nie mów, że jedziesz z nami!- wyrwałam mu list z ręki i otworzyłam. Z koperty wyleciało wraz z pismem czarne duże pióro.
- Hę? Co tu robi te pióro?- nachyliłam się by podnieść je z podłogi.
- Nie dotykaj…!- krzyknął Gin. Za późno, gdyż zdążyłam już je dotknąć.
            Przez chwile lekko zamroczyło mnie. Gdy się wyprostowałam trzymając w ręku wysypana zawartość listu, ujrzałam że Gin patrzy na mnie z lekkim niepokojem.
- Co? To tylko zwykłe piórko. Tylko czemu miałeś je w liście? I właściwie od kogo jest to pismo?- wyprostowałam kartę, by przeczytać.
-  Czy ty musisz się wszędzie pchać?- wyrwał mi list wraz z piórem i odszedł.
            Wyglądał na nieźle wkurzonego. Ale… ja nic nie zrobiłam…
             Odwróciłam się, by zamknąć okno i przestraszyłam się. Na parapecie siedział duży kruk i... wpatrywał się we mnie.


Ichigo: „Shanghai”, 13:18

- Jest już lista- usłyszałem głos jednego z kolegów.
- Jaka lista?- spytałem lekko rozkojarzony. Jeszcze nie do końca pozbierałem się po wczoraj. Jeszcze to wezwanie z samego rana. Od 13 godzin nic nie jadłem i ani razu nie zajrzałem do domu. W sumie to u mnie w domu nie ma co jeść. Ojciec pewnie powymyślałby niestworzone historie, co to ja nie wyrabiałem na imprezie, gdybym zajrzał do nich na obiad. Spoko… Na pewno da mi żyć jak wrócę.
- Z wynikami egzaminów i równocześnie uczestników wycieczki do Chin- odparł kolega.
            Podszedłem do tablicy. Nie musiałem się martwić. Byłem jak zawsze na pierwszym miejscu. Nie byłem z tego szczególnie dumny, nauka przychodziła do mnie z łatwością. Tuż za mną z punktem różnicy Ishida, a dalej… zadrżałem na widok samego nazwiska. Ikkan.
            Więc będziemy razem na wycieczce.
            Nie wiem jak spojrzę jej w twarz po tym, co się zdarzyło. I jak spojrzę w twarz Ayano? Na pewno spotkam ją na misji… Jak będę mógł ją z czystym sumieniem pocałować jednocześnie mając cały czas w głowie obraz zwiedzionej miny Onayi…    Do kurwy nędzy! Przecież ja się z nią przespałem! Zdradziłem Fukumase…
- Yatta! Jestem w pierwszej 20-ce!- krzyknął Yuuji.- Będę miał szanse poderwać Onayę chan!- odparł rozmarzonym głosem.
- Hę? Tą laskę, którą Kurosaki wczoraj zaliczył?- spytał Kyousuke.
- Już? Stary, szybki jesteś… nawet nie dałeś mi szansy…
- Zamknijcie się! Nikogo wczoraj nie zaliczyłem!- i odszedłem od tablicy zirytowany.
- Czyli nie będziesz miał mi za złe, jeśli ją puknę?- dociekał niezwykle zainteresowany blondyn podążając za mną.
            Na ostatnie słowo zareagowałem ostro. W jednej chwili chwyciłem go za kołnierz i przycisnąłem do ściany nieźle dysząc ze złości.
- Trzymaj się od niej z daleka, dobrze ci radzę!
- Kurosaki, co cię ugryzło?- drugi kolega próbował mnie odciągnąć od zlęknionego Yuujiego.
            Zaraz uspokoiłem się i puściłem go. Dlaczego tak mocno mnie to tknęło?  Nic mnie nie łączyło z czarnowłosą. Ale mimo wszystko dziewczyna zasługiwała na kogoś więcej niż na zwykłego podrywacza.


        Parę dni później lecieliśmy już spakowani do Shanghai’u. Wszyscy byli niezwykle podekscytowani i czekali, by zwiedzić miasto i porobić zdjęcia. Nie mniej cieszyła ich nowina, że wieczorem czeka nas wyjście do klubu. Ja natomiast chciałem jak najszybciej wysiąść. Ta podróż nie należała do najprzyjemniejszych ze względu na siedzącą koło mnie Onayę. Nie odzywaliśmy się do siebie od czasu, gdy wytłumaczyłem jej swój błąd.

„- To nie powinno się wydarzyć i oboje dobrze o tym wiemy. To przez alkohol…”

 Prosiłem, żebyśmy o tym zapomnieli, choć wiedziałem, że o tym co się zdarzyło nie da się zapomnieć. Teraz nie odważyłem się do niej zagadać, ona też nie raczyła zacząć rozmowy. W sumie… Traktowała mnie jak powietrze. Inni też czuli tą napiętą atmosferę między nami, dlatego Kika w połowie drogi zaproponowała, że zamieni się ze mną miejscami. Stwierdziła, że chętnie pozna dziewczynę podobną do jej siostry.

            Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy po wylądowaniu było kilka pamiątkowych zdjęć na tle wieży telewizyjnej i innych charakterystycznych budynków. Pochodziliśmy to tu to tam szukając pamiątek i przy okazji robiąc sobie mały spacerek po okolicy.

Wieczorkiem, gdy przybyliśmy na miejsce zakwaterowania, okazało się, że też w nienajgorszym hotelu będziemy mieszkać… Oświetlony, minimum 15 piętrowy Dorsett Shanghai… W dodatku czterogwiazdkowy. Skąd uczelnia ma pieniądze na takie wyjazdy? W sumie ma paru bogatych sponsorów. Dostaliśmy 3-4 osobowe pokoje z nieźle wyposażonymi łazienkami, mini salonami z telewizorami i innymi bajerami… Do tego mieliśmy niezły widok za oknami. Shanghai świetnie wyglądał oświetlony wieczorem. Po zostawieniu i wypakowaniu bagaży zeszliśmy do restauracji na dole na obiadokolację. Wszystkim gały wyszły na wierzch po zobaczeniu ilości znakomitych potraw na stole.

 Przynajmniej dobrze się najem przed zmierzeniem się z morderczymi tengu.


 Kika: „Irytujący lokator”, 20:56

            Było mi trochę przykro, gdy dowiedziałam się, że na wycieczce będę sama w pokoju. Jednak na sam widok dwuosobowego łoża z cudną aksamitną pościelą, puchatym dywanem, toaletką w rogu i narożną wanną w łazience stwierdziłam, że to wystarczająca rekompensata. Zwaliłam torbę z ramienia i w trzech podskokach byłam już na wielkim łóżku, które nieco ugięło się pod moim ciężarem. Ahhh, jaka to była wygoda… Nie miałam już ochoty iść koło 23:00 z ludźmi do klubu. Z resztą czeka mnie jeszcze misja zwiadowcza i może jakaś potyczka z tengu. Miałam jeszcze sporo czasu do spotkania z taicho i reszta grupy, dlatego postanowiłam wypróbować wannę.

            Kąpiel, co prawda była wspaniała, lecz ileż można siedzieć w wodzie. Cellulitu jeszcze się nabawię. Mimo iż na wieszaku wisiał hotelowy szlafrok, wolałam użyć swojego ukochanego i mięciuchnego. Tylko, że… został w walizce w saloniku. Okryta białym ręcznikiem ledwo kryjącym pośladki przeszłam przez sypialnie do saloniku. Nagle pomyślałam jaka byłaby mina Gina, gdybym tak swobodnie wyszła w ręczniku w  naszym mieszkaniu. Teraz biedaczek został sam w domku i nie zazna tych luksusów tak jak ja! Ha ha ha! Chociaż nie będzie się nudził, ma kogoś do towarzystwa.
            Teraz przypomniała mi się rozmowa przed podróżą.

- Tak, tak. Ty jedź, a ja zaopiekuję się kotem.- rzekł srebrnowłosy.
- Ale… my nie mamy kota.- odparłam
- Już mamy. Nazywa się Filemon.- wyciągnął czarnego dachowca spod bluzy.
- Kupiłeś kota?
- Zdurniałaś? Miałbym wydać pieniądze na takie chuchro? Szwendał się po ulicy to go wziąłem. Okazuje się, że mamy wiele wspólnego.- odparł gładząc kota. Czarnuch zmrużył oczy i zamruczał donośnie. Rzeczywiście są do siebie uderzająco podobni.
- Boże oszczędź tego biednego kota i ocal go przed Ichimaru…- poprosiłam szeptem.- Co fakt to fakt, oboje jesteście makabrycznie wychudzeni.
- Nie jestem wychudzony tylko szczupły i wysportowany.
- To prawie to samo =.= No nic, trzeba będzie o ciebie zadbać i niedługo nabierzesz masy, futrzaczku.- pochyliłam się i pogłaskałam zwierzaka.
- Umm, jak pieszczotliwie do mnie mówisz.- zamruczał Gin.
            Czułam jak twarz mnie piecze.- N- NIE DO CIEBIE GŁUPKU! DO KOTA!
            Zachichotał.
- W sumie, gdyby tak  zjadając  za każdym razem twoje nieudane próby gotowania po kilku dniach każdy przytyłby.
- Jeszcze jedno słowo, a poczujesz, że  moje pazury są równie ostre jak u kota… - zagroziłam mu.- Opiekuj się Filemonem.- dodałam po chwili.- Dawaj mu codziennie jeść, sprzątaj kuwetę… 

            Kucnęłam przy walizce i zaśmiałam się w duszy. Biedny Filemon. Ciekawe jak przeżyje ten tydzień… Mimo wszystko z Sreberkiem zabawnie się żyje. Wyciągnęłam szlafroczek i wyprostowałam się.
- Mogłabyś przynajmniej nałożyć majtki jeśli nie chcesz, by ci się coś przydarzyło.
            W szoku aż się przewróciłam o walizkę i ściągnęłam z siebie nieco ręcznik. Na szczęście przykrył mnie szlafrok. W odległości dwóch metrów ode mnie stał nie ruszony tym całym zajściem Gin. Szczerzył się jeszcze bardziej niż zwykle. Zboczuch jeden!
- CO TY DO CHOLERY JASNEJ TU ROBISZ?! I GDZIE ZOSTAWIŁEŚ FILEMONA?!- krzyknęłam nadal leżąc w walizce.
- Nie martw się o kota. Dałem sąsiadce do zaopiekowania się.- Ichimaru podszedł do mnie i wyciągnął do mnie dłoń. – Ja natomiast dostałem list od Kuchikiego z prośbą bym był waszą siłą pomocniczą.
            A… to ten list, który wyrwał mi z ręki jakby był od tajnej kochanki…
            Po chwili pomógł mi wstać. Ręcznik ześlizgnął się już ze mnie całkowicie. Teraz zasłaniała mnie z przodu tylko moja podomka, którą trzymałam kurczowo przed sobą.
- Przecież twoja ręka nie wyzdrowiała, jak niby będziesz walczyć?
- Lewą ręką?
- O, wielkie uszanowania, umiesz walczyć lewą ręką- mruknęłam- Ja wszystko rozumiem, tylko czemu akurat teraz znajdujesz się w moim pokoju?
- A niby gdzie mam spać?
- Czyli niby w MOIM pokoju?
- Możemy go nazwać MOIM pokojem. A kiedy spytają: „Kika, gdzie idziesz?” , odpowiesz: „ Do pokoju Gina”- przestawił krótki dialog z swoim tradycyjnym drwiącym uśmieszkiem na twarzy.- Ciekaw jestem ich reakcji.
- Yhh… Zastanowię się i dam znać czy pozwalam ci spać u mnie. Tym czasem możesz iść spać do pokoju taicho. Powinni już przybyć.
- Już ja widzę te żywe powitanie ze strony Kuchiki taicho.- uśmiechnął się szeroko i emanował taką radością, że gdybym go nie znała powiedziałabym, że się na prawdę cieszy – Od razu zrobimy sobie gej party.
- Nie wiedziałam, że ty z takimi preferencjami...
- Od razu uprzedzam cię Fukumase, że mogę w tej chwili dowieść swojej heteroseksualności.- obdarzył mnie tak poważnym spojrzeniem, że aż zadrżałam.**
            Odsunęłam się na bezpieczną odległość.
- No dobrze, dobrze… Kanapa jest twoja… A teraz odwróć się, chcę przynajmniej coś na siebie założyć. I nie waż się podglądać!- syknęłam.
            Mężczyzna zrobił tak jak poprosiłam. Jeszcze raz się upewniłam czy przypadkiem nie podgląda. Stanęłam do niego tyłem i nałożyłam szlafrok.
-Dawno nie widziałem już tych pośladków- mruknął, choć nie na tyle cicho bym nie mogła go usłyszeć.
- TY…!- odwróciłam się z zamiarem dania mu nauczki za podglądanie i w tym momencie spostrzegłam na ścianie naprzeciwko siebie lustro… Debilko! Jak mogłaś nie zauważyć lustra?! pomyślałam sobie. A on…! Mimo iż się odwrócił to miał na mnie widok w pierwszym rzędzie!
            Już miałam zamiar się na niego rzucić, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Kolejny nieproszony gość?
- To ja pójdę wziąć prysznic.- rzekł zniknął za rogiem.
            Otworzyłam drzwi, za nimi ujrzałam siostrę.
- Aya… Znaczy Onaya san… Co tu robisz…?
            Dziewczyna nie odpowiedziała tylko pewnie weszła do środka.
- Sorrki za bałagan.- rzekłam widząc moją rozwaloną na środku saloniku walizkę z ubraniami.
- Nic nie szkodzi, u mnie jest podobnie. Tylko ja mieszkam z trzema dziewczynami- skrzywiła się.
- Aha, czyli chodzi o nie?
- Kika… nie wytrzymam już dłużej w pokoju z nimi…! Cały czas chcą bym im opowiadała o Kurosakim! Ja… ja nie mogę…!
            Przytuliłam ją i poprowadziłam do sypialni. Usiadłyśmy na łóżku.
- Czemu chcą wiedzieć coś o nim? I skąd wiedzą o tobie i Ichigo?
- On jest dość popularny na uczelni. A one widocznie na niego polują, więc chcą wiedzieć wszystko o ich obiekcie westchnień. Pikantne szczególiki itd. A że widziały, że ze sobą rozmawiamy, byliśmy nawet razem w parze na imprezie. I do tego jeszcze rozprzestrzeniają się plotki, że razem spaliśmy! Mogę się do ciebie przenieść?- rzekła błagalnym tonem.
            Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.
- Nie dadzą mi spokoju…- dopowiedziała.
- Przykro mi… ale wiesz, że dla Ichigo stałoby się podejrzane gdybyśmy razem były w pokoju. Domyśliłby się. A dla ciebie to chyba teraz nie jest najlepszy czas by dowiedział się kim jesteś.- trochę zmyśliłam. Obiecałam już Ginowi, że będzie mógł tu spać, a wytłumaczenie tego Ayano byłoby trochę męczące.
            Posmutniała jeszcze bardziej, o ile to było jeszcze możliwe.
- Masz racje…- westchnęła.- Chyba będę przychodzić do pokoju tylko by spać. To co, widzimy się o 22:00 na misji zwiadowczej?
- Un.
            Zamierzała już wyjść, gdy w tej chwili z łazienki wyszedł Gin w hotelowym szlafroku. Spojrzałam z lekkim przerażeniem na siostrę. Widziałam na jej twarzy zaskoczenie z powodu zobaczenia mężczyzny.
- Jeśli chciałaś pobyć z nim w pokoju, trzeba było powiedzieć, zamiast wymyślać wymówki.- warknęła i trzasnęła za sobą drzwiami.
            Westchnęłam.
- Nie mogłeś wyjść trochę później…?- rzuciłam gniewnie do srebrnowłosego.


**wersja nieoficjalna, co by się stało gdyby Kika zażądała dowodu heteroseksualności Gina może ukazać się niebawem.




09.



Ayano: „My first time”, 0:55


- Schowajmy się tu- rzekł Ichigo otwierając drzwi do jakiegoś pokoju gościnnego na 5 piętrze.
            Szybko wbiegłam do ciemnego pomieszczenia, a pomarańczowowłosy zamknął je cicho za nami. Dopiero później naszła nas obawa, że być może włamaliśmy się do czyjegoś pokoju. Jeszcze gorzej byłoby gdybyś zastali tutaj któregoś z uczestników zabawy. Trochę to dziwne, że jako jedyny był otwarty i nikt się w nim nie znajdował. Jednak w środku nadal panowała kompletna cisza, więc uznaliśmy, że czas się rozgościć. Odetchnęliśmy ze spokojem i usiedliśmy zdyszani na fioletowej kanapie ustawionej na środku pokoju tyłem do drzwi.
- Nie wiedziałem, że potrafisz się tak bić- zaczął półszeptem.- Ćwiczysz karate?
            Miałam ochotę walnąć się w czoło. No tak. Tak bardzo pragnęłam wyrwać się z łap tych ohydnych facetów, że poszłam na całość z moimi umiejętnościami walki w ręcz, które poznałam przez te 4 lata. A Ichigo pewnie stał z rozwartą gębą i dziwił się skąd Onaya posiada takie ruchy. Zajebiście Ayano, zajebiście…
            Podrapałam się po głowie.
- To był mój pierwszy raz.- rzekłam nadal utrzymując bezpieczną cisze w pokoju. Wiedziałam, że w to mi nie uwierzy.-  Zawsze obserwowałam brata jak trenował i zapamiętałam parę ruchów- szybko wyjaśniłam wymyślając następną historyjkę.- Ale nie wiedziałam, że tak dobrze mi idzie. Mimo wszystko nieźle dali nam w kość nie?
            Uśmiechnęłam się uroczo, mając nadzieje, że to kupi.
- Ta…- chłopak rozpiął guziki koszuli, a po chwili ją zdjął. Eee…? To mój uśmiech tak działa? – Zrobiło się tu trochę gorąco.
            Przełknęłam głośno ślinę. Widok jego lekko mokrego i przyklejonego do ciała podkoszulka nie dawał mi spokoju. Czy mi się wydawało, ale odległość między nami się zmniejszyła?
Baaaaakaa! Znowu robisz maślane oczy! Trzymaj się tego, co postanowiłaś!- jakaś część we mnie krzyczała. Najpierw go poobserwuj, później wyjawisz mu swą prawdziwą tożsamość.
- To… Co będziemy robić przez te 5 minut, które nam zostały?- odezwałam się w końcu usiłując skupić się wyłącznie na jego twarzy.
- Jesteśmy sami.
Oblała mnie fala gorąca. Tylko nie takimi tekstami kolego! Ostatnio kiedy byliśmy sami w pokoju- i także po alkoholu- skończyło się to utratą przeze mnie dziewictwa.
- Możemy porozmawiać o innych twoich pierwszych razach.- oparł się na ramieniu kanapy i spojrzał na mnie z ciekawością.
            Spaliłam buraka.
- Moich pierw…?!
Zachichotał, a ja dopiero później zrozumiałam, że nawiązywał do tego, co przed chwilą mówiłam. Moja mina jednak nieźle rozbawiła truskawkę, bo niemal tarzał się ze śmiechu. Specjalnie zafundował mi taki dwuznaczny tekst. Rany! Tak sobie zażartować!
- Gomen, gomen!- rzekł głośno widząc moją groźną minę i powstrzymując się od kolejnego wybuchu śmiechu. Naszła mnie nagła ochota, by go walnąć.
Nagle coś mnie zaniepokoiło. Rzuciłam się na niego i zatkałam mu usta ręką, gdyż usłyszałam spory hałas na korytarzu.
- Cicho idioto, bo nas usłyszą!- wytłumaczyłam, gdy poczułam opór z jego strony. Pewnie sprawdzali wszystkie pokoje, pomyślałam z niepokojem.
            Zeskoczyliśmy obydwoje z kanapy i skuliliśmy za nią. Po chwili drzwi otworzyły się, a w pokoju zapalono światło. Zapanowała cisza, w której czekaliśmy w napięciu na dalszy przebieg wydarzeń. To było gorsze doświadczenie od zabawy w chowanego.
- Tu też ich nie ma.- powiedział głos w progu, a ja zadrżałam. Byleby nie przyszło mu na myśl sprawdzanie całego pokoju. Jedyną ucieczką w takim przypadku byłoby wyskoczenie przez taras na jakieś krzaczory. Eh! Niech tylko rzuci okiem i wyjdzie! Tak mało czasu do końca zostało! Ku mojej uciesze, światło zaraz zgasło, a owa osoba znowu pozostawiła nas samych w ciemności. Pozostaliśmy jeszcze chwile w takiej samej pozycji nadal sparaliżowani. Wówczas zrozumieliśmy w jakiej niezręcznej pozie siedzimy. Nieco pochylona siedziałam na nim okrakiem w przykrótkiej sukience! On natomiast trzymał ręce na moich odsłoniętych udach. Zawstydzeni nadal się na siebie patrzyliśmy. Właściwie miałam wrażenie, że to on świdruje mnie wzrokiem. Trochę przerażona usiłowałam odgadnąć,  o co mu chodzi. Cofnęłam swoją rękę uświadamiając sobie nagle, że wciąż trzymam ją na ustach Ichigo, uniemożliwiając mu tym samym wzięcia oddechu. Może o to?
- Wybacz- szepnęłam
            Jednak nie spotkałam się z głośnym wciągnięciem oddechu, które byłoby dowodem na to, że zgadłam. Dopiero teraz zauważyłam na jego twarzy lekkie zaskoczenie i niepokój. Zastanawiałam się z jakiego powodu. Mam nadzieje, że nie chodzi mi po głowie żaden pająk...
-  Ten pieprzyk…- zaczął, dotykając opuszkiem palca miejsca nad moją prawą brwią.
            Przeraziłam się, domyślając o co mu chodzi.
- Ayano miała dokładnie w tym samym miejscu…
            A więc się domyślił. Może to dobrze, nie muszę się już ukrywać i dalej go oszukiwać. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, kiedy oślepiło mnie nagle pojawiające się światło w pokoju.
- Time’s up!- krzyknął przewodniczący wychodząc z tarasu, a za nim reszta rady bijąc nam brawo.
            Właściwie nie wiedziałam, czy to on, ale jego głos był identyczny jak ten dobywający się z głośnika. Byliśmy trochę oszołomieni w pierwszej sekundzie. Skąd oni się wzięli? Siedzieli tam cały czas? Zebrana grupka otworzyła szampany oblewając przy tym nas i resztę otoczenia. Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, jakby próbując uskoczyć od bąbelkowej fali, która zmoczyła nasze ubrania. Gdy wstaliśmy i rozejrzeliśmy się, okazało się że pokój w którym dotychczas się znajdowaliśmy można by nazwać najwyższej klasy apartamentem. Ogromny i bogato urządzony. Idealny na imprezy taka jak ta.
- Kopciuszek jest bezpieczny, a więc wygraliście. Gratuluje.- uściskał każde z nas osobno.
            Przyznam… Był trochę dziwny. Jak cała ta impreza z resztą.
- T- to już koniec?- upewniłam się.
- Tak słodki kotku, minęła już północ.
- I koniec już durnych zadań?- spytałam z nadzieją.
            Przez chwilę wydawało mi się, że jedna z brwi skoczyła mu do góry. Może nie powinnam mówić na głos „durnych".
- Taaak, koniec. Teraz czas się bawić!-  podszedł do kolegi, który trzymał tacę z kieliszkami szampana i chwilę potem wręczył jeden mi i jeden Ichigo.- Do dna przyjaciele!
            Wszyscy krzyknęli głośno „Kampai” i zgodnie łyknęli napoju. Także i my. Lecz szampana nie należy pić na raz, bo szybko uderza. Zakręciło mi się w głowie. Nawet nie zauważyłam kiedy zjawili się inni studenci i puszczono muzykę. Zaczęła się kolejna zabawa. A raczej dla wielu już się kończyła. W owej grupie z czasem coraz rzadziej widywałam kogoś ze znajomych. Podejrzewałam, że pewnie upili się i leżeli gdzieś na podłodze, czy też wrócili do domu. Ktoś porwał mnie do tańca. Nie zaprotestowałam. O ile wtedy czułam się świetnie i dostałam nagły przypływ energii to około 2 w nocy chęci do dalszej zabawy mnie ominęły.     
            Szczerze to nie czułam się zbyt dobrze odkąd napiłam się srebrzystego płynu, ale nie zwracałam na to uwagi. Udałam się więc na poszukiwanie łazienki. Udało mi się nawet przejść przez tłum imprezowiczów, który powoli się rozchodził. Znalazłam ją bardzo łatwo, gdyż była za pierwszymi drzwiami, które otworzyłam. Wewnątrz było równie przestronnie i do tego przyjemnie chłodno. Podeszłam do umywalki, chcąc przemyć twarz. Miałam nadzieje, że to odpędzi ode mnie mdłości. Spojrzałam w lustro i wtedy w jego odbiciu zauważyłam w drugim rogu wielką wannę. Pewnie z hydromasażem i innymi bajerami, pomyślałam. Kusiło mnie, aż by wziąć kąpiel. Usiadłam na jej brzegu i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Obok niej znalazłam też sole do kąpieli i olejki. Gdy miałam zamiar zdjąć poplamioną sukienkę i zanurzyć się w wodzie, przerwał mi znajomy głos w progu.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś tu jest.- wymamrotał pomarańczowowłosy i skierował się do wyjścia.- Już wychodzę.
            Widziałam go pierwszy raz odkąd przerwali nam w tamtym momencie. Gdy ja bawiłam się w najlepsze on miał zapewne dużo czasu, by wszystko przemyśleć. Nie był w najlepszym stanie. Na początku wypił tylko trochę wina i parę kieliszków podczas gry w karty. Nie był osobą, która piła na potęgę, więc się bardzo zdziwiłam jego stanem.
- Dobrze się czujesz?- spytałam. Zaraz znalazłam się tuż przy nim i chwyciłam go za rękę, by nie odchodził.
- Tak… Tylko trochę…
                         Pozwoliłam, by się o mnie oparł, gdy w jednej chwili zauważyłam jak się lekko chwieje.
- … za dużo wypiłem- uśmiechnął się - A raczej za dużo we mnie wlali.
            Odwzajemniłam uśmiech. Usiedliśmy na skraju wanny.
- Długo tu jesteś?
- Myślę, że z pół godziny. Również stwierdziłam, że czas usunąć się z miejsca zbrodni. Dużo osób pozostało?
- W kuchni leżą tylko jakieś niedobitki.
            Zaśmiałam się.
            Od tego momentu zrobiło się cicho. Spojrzał na mnie i jakby czegoś oczekiwał. Zostaliśmy znowu sami. A ja… nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Już nie byłam wykreowaną przez siebie Onaya, tylko sobą. Tą, której nie widział przez 4 lata. Zdało mi się, że on też również to zrozumiał. Nie miał żadnych pytań.
            Pocałował mnie.
To dziwne uczucie, gdy przypominasz sobie szczęśliwe chwile. Rozpływasz się z przyjemności jaką daje ci to wspomnienie, niemal unosząc się w powietrzu. Teraz czułam się tak samo, uświadamiając sobie, że teraz będzie tak jak dawniej. Poczułam jak jego ręce wędrują powoli po moim ciele. Serce zabiło mi prędzej, gdy rozpiął zamek mojej sukienki. Zaraz zsunęła mi się do pasa ukazując czarną, erotyczna bieliznę. Zajęłam się jego koszulką, podczas gdy on podniósł mnie i usadowił sobie na kolanach, w ten sposób zrzucając moje ubranie na podłogę. Przerwaliśmy pocałunek łapiąc oddech. Obsypałam jego szyję pocałunkami, od czasu do czasu łaskocząc językiem i czując jak przechodzą go dreszcze podniecenia. Jedna z jego dłoni zacisnęła się na mojej piersi, masując ją okrężnymi ruchami. Mruknęłam zachęcając go do dalszych działań. Było nam tak cholernie przyjemnie, że zachciałam by to trwało wiecznie.

Obudziłam się chyba zaraz po Ichigo na tej samej fioletowej kanapie okryta kocem. Pomarańczowowłosy stał tyłem do mnie i właśnie się ubierał, więc nie zauważył, że także wstałam.
 - Nigdy więcej nie będę pić…- wymamrotał. Pewnie męczył go kac.
-  Dzień dobry- rzekłam uśmiechając się na same wspomnienie tego, co zrobiliśmy. Wstałam i ucałowałam go w kark.
Skamieniał na chwilę, po czym odwrócił się do mnie.
- Słuchaj…- zaczął.
Obserwowałam jego zachowanie z milczeniem. Chłopak był śmiertelnie poważny.
- Byliśmy pijani i popełniliśmy straszny błąd…
- Nie martw się, biorę tabletki.- rzekłam spokojnym tonem, próbując go uspokoić.- Nie zajdę w ciąże.
- Nie o to chodzi.
Zaczęłam się martwić. Skoro nie o to chodzi…
- Przepraszam Onaya…- rzucił do mnie z żalem.
- Onaya?
Zrozumiałam. Więc nic z wczorajszej nocy w tym pokoju nie pamiętał. Nadał byłam dla niego prawie całkiem obcą osobą.
Z którą się przespał, dodałam z goryczą.