Gin:
„Bałagan w myślach”, 4:00
- Jak mogłaś być tak niekompetentna!
- Miałam pozwolić tamtym w spokoju
kosztować się żywymi ludźmi?! ŻYWYMI?!
- Mogłaś skazać naszą misję na
niepowodzenie!
Już
od kilku minut Kuchiki wydzierał się na starszą Fukumase za wystawienie się na
atak wroga. Obserwowałem to wszystko z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Za co
oczywiście zostałem wkrótce zbesztany przez moją cudowną współlokatorkę.
Oczywiście w słowie „cudowną” nie było żadnego sarkazmu.
- No co? Może mam się z tego powodu rozpłakać?-
szepnąłem i pomasowałem obolałe ramie, w które dostałem.
Nic
nie odpowiedziała, ale posłała mi jedno z swoich ostrzegających spojrzeń.
Zadrżałem. Miała taki przenikający wzrok, że aż cholernie pociągający. Aż
pozwoliłem przez chwilę pomyśleć o czymś niepochlebnym. Uśmiechnąłem się przez
tą wizję jeszcze szerzej, ale zachowałem trzeźwy umysł.
- Wybacz Kuchiki taicho- rzekła po
chwili milczenia już całkowicie spokojna.- To był odruch. I więcej się on nie powtórzy.
Spojrzałem
kątem oka na Kurosakiego. Wpatrywał się w nią odkąd wrócili. Ciekaw jestem do
czego między nimi doszło. Z jej strony nie doszukałem się jednak jakiegokolwiek
zainteresowania pomarańczowowłosym. Całkowicie go ignorowała. Pewnie jak przystało
na jej wciąż gówniarskie postępowanie, nadal się dąsała.
Ayano
wiele się nauczyła u Shinonome i na pewno wydoroślała, jednak jej młodsza
siostra biła ją na głowę dojrzałym zachowaniem. I właśnie teraz, kiedy to
pomyślałem, przypomniałem sobie sytuację w pokoju sprzed paru godzin. No… Może
trochę przesadzam z tym jej dojrzałym zachowaniem.
- Musimy obmyślić plan. Wątpię, że
tengu nie będą się chcieli zemścić za tamto.- odparła Kika.
- Masz całkowitą rację, jednak-
starszy mężczyzna zerknął na zegarek- jest już po czwartej. Kończymy zebranie.
Ale mam was widzieć tu o 20:00!
Zanim
rozeszliśmy się zauważyłem tylko kątem oka jak Kurosaki zaczepia Ayano, a ta z
niechęcią odrzuciła jego dłoń. Razem z młodszą Fukumase wróciliśmy do pokoju i
weszliśmy w swoje gigai leżące tak jak je zostawiliśmy.
- Zajmuję łazienkę.- rzekła.- I radzę
ci nie kręcić się koło drzwi.
Kiwnąłem
głową uśmiechając się jak aniołek. I tak, gdy weszła do środka zamknęła się na
klucz i ustawiła kilka magicznych blokad przy drzwiach. Dopiero po dokładnym
upewnieniu się, że nie wejdę, nie podejrzę i nie zrobię żadnych innych rzeczy
rozebrała się i weszła pod prysznic. Mniejsza, że kiwnięciem jednego palca
mogłem roznieść jej wszystkie blokady.
Przebrałem
się i położyłem na łóżku. W prawdzie kazała mi spać na kanapie, ale droczenie
jej tak weszło mi w krew, że nie mogłem odpuścić. Zatem pozostaje mi czekać aż
wyjdzie. Pozwoliłem więc sobie na chwilę relaksu i wsłuchałem się w odgłos
lejącej się wody. Cudem powstrzymałem się od wizji obnażonej dziewczyny. I od
tej, w której wchodzę razem z nią w strumień ciepłej wody, dotykamy się
mokrymi, rozgrzanymi ciałami, drażnię jej skórę na szyji, dotykam bioder,
brzucha, piersi…
Syknąłem
z podekscytowania i natychmiast odepchnąłem od siebie te myśli. Z dnia na dzień
coraz trudniej jest mi odpędzić się o tych wyobrażeń. Nie żeby mi one
przeszkadzały- w końcu i tak nic z tego nie wyjdzie i mogę wyobrażać sobie co
chcę. Jestem zdrajcą, jej byłym kapitanem i do tego starszym z 8 tysięcy lat-
tylko przez nie… gorzej mi się z tym
powstrzymywać. By ukryć mój żenujący dowód rozmyślań uwierający mnie boleśnie w
pewnym miejscu, okryłem się kołdrą. Niedługo później wyszła czarnowłosa.
Nic?
Żadnego sprzeciwu, że leżę w jej łóżku? Nawet ani jednego złośliwego komentarza?
Chyba musi być zmęczona, by się sprzeczać. Jestem niezmiernie zawiedziony…
- W kaczuszki?- powstrzymałem się od
głośnego śmiechu, lecz nie ukrywałem wielkiego rozbawienia widząc jej uroczą piżamę.
Ziewnęła
i mruknęła tylko coś w stylu „prezent od siostry”. Obeszła łóżko i weszła pod
kołdrę z drugiej strony, odwracając się do mnie plecami.
- Dobranoc.- powiedziałem, ale w
odpowiedzi usłyszałem tylko, że jej oddech stał się płytszy i wyrównał się.
Zasnęła,
pomyślałem gasząc lampkę. Kiedy była w moim oddziale zawsze szybko zasypiała po
misji i nie dało się jej obudzić niczym. Mogła być w pokoju impreza oddziału (
a to nie należy do najcichszych spotkań), odbywać się koncert Rammsteina, trwać
konkurs najgłośniejszego krzyku albo mogły chodzić po niej stado pająków, a i
tak spała dalej jak zabita. Może to wykorzystam? Najwyżej znów obrócę to w żart
i doprowadzę ją do rumieńców. Podsunąłem się bliżej i objąłem ją w pasie
zanurzając głowę w jej włosach.
Rano,
gdy słońce uparcie dążyło do przedostania się do pokoju przez szczeliny w
żaluzjach, czekał mnie ciekawszy przypadek. Kiedy się obudziłem i poczułem, że
jest mi dziwnie ciepło- bynajmniej nie od kołdry- od razu zachciałem sprawdzić,
co jest tego przyczyną. No i zastałem sytuację całkiem odwrotną do tej z nocy. Teraz
to ja robiłem za poduszkę, do której przytulała się rozespana Fukumase. Wtulona
w moją pierś obejmowała mnie w pasie jedną ręką. Na jej widok ledwo co
powstrzymałem się przed zrzuceniem jej ze śmiechu z siebie. Wyglądała komicznie
z czarnymi włosami zarzuconymi w nieładzie na twarz i lekko rozchylonymi
ustami. Czyżby była to ochrona przed rannymi promieniami słońca? Dziwna, co
prawda, ale chyba skutkowała, skoro dalej spała w najlepsze. Przez chwilę
obserwowałem jak jej wargi rytmicznie rozwierają się przy spokojnym oddechu. Nachyliłem
się nad nią, wziąłem jeden jej kosmyk i zacząłem się nim bawić, łaskocząc po
twarzy, nosie, uchu, a nawet dorabiając jej wąsy. Dziewczyna zmarszczyła nos,
podrapała się po nim, po czym półprzytomnym głosem rzekła:
- Mógłbyś się ogolić.
Zachichotałem
w duchu.
- Chyba ty powinnaś to zrobić skoro
masz takie długie wąsy.
Cisza.
Zero reakcji. Do czasu. Parę sekund później dotarło chyba do niej, że mój głos
jej się nie przyśnił i naprawdę leżę tuż obok. W szoku otworzyła oczy,
odgarnęła włosy z twarzy i wstając z rozmachu walnęła mnie głową w czoło. Chyba
ma ołów w głowie, bo przez chwilę zaćmiło mnie. Jednak wczoraj musiała być
naprawdę zmęczona, by nie pamiętać mnie w swoim łóżku. Dziewczyna za to
wygrzebała się z kołdry i w tempie ekspresowym wyskoczyła jakby znalazła koło
siebie skorpiona. Hmmm, kobiety zazwyczaj nie chciały wychodzić z łóżka, kiedy
już do niego ze mną trafiły, a tutaj takie rozczarowanie, pomyślałem. Ale Kika
przecież nie przypominała żadnej z nich. W tym czasie ona wyciągnęła przed
siebie rękę i wskazując na mnie nabrała powietrza, by krzyknąć… ale…? Spojrzała
na mnie, spłonęła rumieńcem i ze strachem spojrzała w dół. Usłyszałem jak
wypuściła powietrze z ulgą. Czyżby widząc mnie niemal nagiego przykrytego
kołdrą, przestraszyła się, że również jest bez ubrania?
Uśmiechnąłem
się z satysfakcją.
- U-ubierz się!- mruknęła, spuszczając
wzrok.- Zaraz śniadanie.- i wpatrując się cały czas w podłogę poszła do
łazienki.
Ichigo:
„Sprawy się zmieniły”, 8:11
Schodząc
na dół na śniadanie byłem ledwo przytomny. Pomijając, że mieliśmy jakieś cztery
godziny snu po powrocie z misji rozpoznawczej. Ja nie spałem prawie w ogóle.
Cały czas miałem ją w głowie. Non stop odtwarzałem chwilę naszego spotkania.
To szczęście, które ogarnęło mnie, gdy na nią spojrzałem i ujrzałem te same
fioletowe oczy, wąskie usta i jasną
cerę. Zmieniła się. Urosła- co prawda tylko odrobinkę-, jej twarz spoważniała,
ciało nabrało kobiecych kształtów, a czarne włosy wydawały się gęstsze, pełne
zdrowego blasku i cudnie powiewały na wietrze. Poczułem się jakby minął tylko
dzień od naszej rozłąki. Nie mogłem powstrzymać się od wzięcia jej w ramiona. I
zrobiłem to. Jednak cała euforia uleciała ze mnie, gdy chwilę później
usłyszałem słowa czarnowłosej. Wciąż je sobie przypominałem, a one wbijały się
we mnie jak w szpilki i nie pozwalały mi spać.
„Nie
tylko ty czekałeś, ale dla mnie zmieniło się wiele…”
Co
miała na myśli? Czy nic już do mnie nie czuła? Chciała to wszystko zakończyć?
Czemu? Czy zrobiłem coś nie tak? Czemu
mnie odtrąciła?!
Czułem
jak przepływa we mnie gniew i żal jednocześnie. Nie potrafiłem zrozumieć jej
nagłego zlodowacenia. Muszę z nią koniecznie porozmawiać.
Prawie
wpadłem na kelnera, który zwinnie mnie wyminął i pewnie rzucił pod nosem jakieś
chińskie przekleństwo.
- Przepraszam…- rzuciłem za nim.
Skierowałem
się w stronę, gdzie siedzieli ludzie z mojej uczelni i podszedłem do stolika
znajomych. Jednak wszystkie miejsca były już zajęte, bowiem Yuuji zaprosił do
grona jakąś I roczną blondynkę, do której zaczął wyraźnie czuć sympatię.
- Wybacz Kurosaki, ale to tak na dziś-
wytłumaczył.
Nie
miałem siły nawet mu nic odpowiedzieć. Rozejrzałem się i znalazłem wolne
miejsce. Przechodząc obok stolika Kiki, Gina i Byakuyi wyczułem napiętą
atmosferę. Czyżby oni też źle spali tej nocy? Ayano jednak przy nich nie było. Młodsza
z sióstr wyglądała na spiętą i obrażoną, Kuchiki jak zwykle miał na wszystko
wyjebane i w spokoju dopijał herbatę, a Ichimaru właśnie rzucał jakiś dwuznaczny
tekst do dziewczyny. Ta oczywiście zaraz potem ostro zareagowała i kopnęła go
nogą pod stołem. Starszy mężczyzna wstał i w milczeniu zostawił skłóconą
dwójkę. Przywitałem się i poszedłem dalej. Chyba nawet mnie nie usłyszeli. Zająłem
miejsce przy I rocznych i usłyszałem jak parę dziewczyn aż piszczy z zachwytu
na widok mojej osoby. Całkowicie to zignorowałem.
Stół
był tak jak wczoraj nakryty białym obrusem, na nim leżały ciekawie ozdobione
talerze i sztućce i dzbanek z kwiatami. Jak się dowiedziałem od rozmawiających
obok dziewczyn były to pierwiosnek lekarski i floks niebieski, które
symbolizowały zdradę i iluzję miłości.
Wziąłem
z koszyka dwie bułki i zacząłem robić sobie kanapki.
- Kwiaty dla ciebie, co?- usłyszałem.
Podniosłem
głowę. Naprzeciwko mnie siedziała Aya… zaraz, to była Ayano czy Onaya? Przez
chwilę nie mogłem rozpoznać z którą rozmawiam. Miały tak samo ściągnięte brwi i
ten sam uśmieszek, gdy były zirytowane. Obiec również z jakiegoś powodu były na
mnie obrażone i nie chciały mieć ze mną nic do czynienia. Potrząsnąłem głową,
by się rozbudzić.
Kwiaty
dla mnie? Zdrada i iluzja miłości?
Zacisnąłem
pięści. Przypomniałem sobie naszą rozmowę z imprezy studenckiej, kiedy
opowiedziała mi jak nakryła swojego chłopaka z inną. Zrozumiałem dlaczego się
do mnie nie odzywa. Najwyraźniej gardziła ludźmi, którzy zdradzają swoich
partnerów i miała ku temu powód. A ja właśnie to zrobiłem. Przespałem się z
nią. A co jeśli na tej wycieczce te dwie się spotkały i Ikkan wyjawiła całą
prawdę? W końcu wiedziała, że Ayano jest do niej podobna. Mogła do niej zagadać
i… Wtedy wszystko, by się zgadzało. Dlatego mnie unikała.
- Nie wiem, o co ci chodzi.-
odpowiedziałem udając jakbym rzeczywiście nic nie wiedział.
Ta
jednak fuknęła, wzięła dzbanek i postawiła go pomiędzy nami tak, że niemal
całkowicie ją zasłaniał. Źle się czułem w tej sytuacji, ale co mogłem poradzić?
Byłem dupkiem.
Rozejrzałem
się. Fukumase nie zeszła na śniadanie. Chyba nawet nie zamierzała zejść.
Położyłem
na rozkrojoną bułkę szynkę i zacząłem jeść. Muszę się pośpieszyć. Za 15 minut
mamy jechać zwiedzać miasto.
Ayano: „
Pod kontrolą wroga”, 19:47
Od
samego rana Kika zachowywała się dość dziwnie. Chodziła jakaś małomówna,
rozkojarzona i podenerwowana. Nawet podczas zwiedzania miasta. Powinna być tak
jak wczoraj uśmiechnięta. Myślałam, że będzie zagadywać do nieznajomych i z
podekscytowaniem robić zdjęcia. W sumie dzisiaj nikt z naszej grupy nie
wyglądał na radosnego, ja nie wyspana, Kuchiki zamyślony, nawet Ichigo był też
przez cały ranek jakiś zamulony. Jednak nie wszyscy. Jedynie normalnie
zachowywał się Ichimaru. I wcale tym nie poprawiał nam wszystkim nastroju. I
nie trudził się, by powstrzymywać jeszcze złośliwszych uwag skierowanych do
Kiki. Ona oczywiście nie potrafiła się powstrzymać i darła się na niego, choć znacznie
mocniej niż zazwyczaj. Między nimi dało się wyczuć pewnego rodzaju napięcie. Miałam
pewne podejrzenia, co do srebrnowłosego i tego, co mogło się między nimi stać
ostatniej nocy. Przecież spali w jednym pokoju.- wciąż się trochę gniewałam, za
tamtą sytuację. Mogła mi wprost powiedzieć, że nie ma dla mnie miejsca, bo pozwoliła Ginowi tam spać.- Nie wiadomo, co
mu przyszło do głowy. Kiedy tylko o tym pomyślałam gotowała się we mnie krew. Niech
ja się tylko dowiem, że położył swoje brudne łapska na mojej siostrze, to
załatwię mu nie tylko drugą rękę do rehabilitacji, ale też pewną część ciała do
rekonstrukcji.
Tak
zaprzątałam sobie tym głowę, że zapomniałam o moim cały czas chodzącym koło
mnie problemie. Jasne chyba o kim mowa? Ten dureń nawet nie wyglądał na
zmartwionego po tym, co mu powiedziałam w nocy. Wręcz przeciwnie. Bawił się
ŚWIETNIE z kolegami. Teraz widzę jak bardzo mu na mnie zależało. Tak bardzo, że
aż wcale. Ale dla niepoznaki udawałam, że ja też przeżywam wspaniałe chwile. Po
powrocie do hotelu i po obiado- kolacji nareszcie dorwałam Kikę samą w pokoju.
Chciałam się dowiedzieć, co z nią. Nie powiedziała mi też za dużo. Za to
narzekała na ból głowy, lekkie zamroczenie i w szczególności na Gina. Jednak
nie uraczyła mnie żadnym szczegółem, dzięki któremu mogłabym go ukatrupić.
- Idę się przejść.- oznajmiła po
pewnym czasie, kiedy przyszłam specjalnie, by z nią porozmawiać.
- Zaraz spotkanie.- odparłam.
- Wiem, za pięć minut wrócę. Nie
czekaj na mnie, idź sama.- zrzuciła gigai i ułożyła je na sofę.
Przypatrzyłam
jej się uważnie.
- No dobrze. Uważaj na siebie.
Machnęła
na to ręką.
- Przecież nic mi nie jest.- prychnęła
i wyszła.
Pomyślałam
wtedy, że chyba jednak przesadzam.
Ale
chyba nikt nie podejrzewał, co mogło się dalej stać.
Kiedy
stawiłam się na spotkaniu panowało niemałe zamieszanie. Wszyscy starali się
zachować spokój, choć to co najwyraźniej się zdarzyło stanowczo im na to nie
pozwalało. Nawet srebrnowłosy miał ściśnięte usta i ściągnięte brwi.
- Kapitan III dywizji melduje się. Co
jest? Jakaś kolejna ofiara?- spytałam dołączając do rozmowy.
- Tak, twoja siostra.- odezwał się
Byakuya z niezwykłym chłodem w głosie.
Nie
takiej odpowiedzi oczekiwałam. Stałam jak wrośnięta w ziemię i oczekiwałam, że
wszyscy razem wybuchnął śmiechem oznajmiając mi, że to był tylko kiepski żart.
Rozejrzałam się. Po Kice nie było śladu. Ona nigdy się nie spóźniała. Opanował
mnie strach jakiego nigdy wcześniej nie czułam.
- Jak to?!- spytałam ledwo wydobywając
z siebie jakikolwiek dźwięk.- Czy ona…- przełknęłam ślinę starając się
powstrzymać łzy- nie żyje…?
- Jeszcze żyje, ale jeśli się nie
pośpieszymy to może się to zmienić.- powiedział Ichimaru.- Musimy ruszać teraz.
Odwrócił
się w kierunku południa i otworzył oczy. Pierwszy raz widziałam w jego
spojrzeniu takie zdecydowanie i skupienie. Czyżby jednak nie był bezuczuciowy?
Może dzięki czarnowłosej jego ludzkie uczucia wróciły?
- Nie.- odparł stanowczo Kuchiki.-
Pośpiech w niczym nam nie pomoże. Musimy być przygotowani. To jest ewidentnie
zasadzka.
- Zasadzka czy nie, muszę ją uratować!-
zaprotestowałam.
- To odwet za wczoraj. Dlatego mówiłem
wyraźnie, że to tylko misja zwiadowcza, nie podejmujemy ŻADNYCH działań
Fukumase! To, że Kapitan V oddziału została w dziwny sposób uprowadzona to
wyłącznie twoja wina.
Pierwszy
raz widziałam tak bardzo poważnego i niemalże do granic możliwości
rozwścieczonego Kuchiki. Ale miał rację. Zaatakowałam ich kryjówkę i
wyrządziłam niemałe straty, dlatego się mszczą. Doskonale rozumiałam swój błąd.
Ale jak mogłam skazać tamtych ludzi na pożarcie żywcem?
- Jeśli to w ogóle uprowadzenie.-
dokończył.
Nie
wytrzymałam.
- Czy ty sugerujesz, że z własnej woli
moja siostra przeszła na stronę wroga?!
- Zważ na kogo podnosisz głos!- jednym
warknięciem uciszył mnie. Wokół niego unosiła się bardzo ciężka aura.- Koniec
zebrania! Za dwie godziny widzimy się tutaj, jasne?!
Dopiero
teraz poczułam ze czyjeś ręce trzymają mnie za ramiona. Z dwóch stron stali
Ichimaru i Ichigo powstrzymując mnie przed rzuceniem się na Byakuyę. Wyrwałam
się z ich uścisków.
- Ayano pozwól na słówko.- rzekł Gin.
- Czego chcesz?!- odparłam wkurzona
całą tą sytuacją i cholernie zaniepokojona życiem siostry.
- Chyba wiem, co się stało z Kiką.
No w takim momencie kończyć... Bez serca jesteś, stanowczo bez serca... T.T Ja chce wiedzieć co się stało z Kiką.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział i mam cię na oku.
Hej, słońce, jeżeli jeszcze żyjesz, to pisaj gdzieś tu:
OdpowiedzUsuńhttp://shiroi-desu.blogspot.com/p/blog-page_23.html
Fajnie byłoby przywrócić kontakt :)
Haruhi